Reforma systemu planowania przestrzennego jest potrzebna, obowiązująca ustawa nie spełniła wszystkich swoich założeń, czego efektem jest nadmierne rozlewanie się zabudowy i olbrzymie koszty infrastrukturalne dla gmin. W następstwie jej zapisów sprywatyzowano zyski i uspołeczniono koszty planowania – tłumaczy w rozmowie z DGP Mariusz Ścisło, architekt, b. prezes SARP, pełnomocnik SARP ds. legislacji, członek Głównej Komisji Urbanistyczno-Architektonicznej.
Reklama
Próby reformy systemu podjęło się Ministerstwo Rozwoju, Przedsiębiorczości i Technologii. Od stycznia prowadzi ono prekonsultacje dotyczące tej zmiany, m.in. z architektami, urbanistami, deweloperami i organizacjami samorządowymi. W minionym tygodniu przeprowadzono 3-dniową konferencję poświęconą m.in. planowi ogólnemu oraz standardom urbanistycznym.

Obawy deweloperów

Skutków reformy obawiają się jednak deweloperzy. Przemysław Dziąg, radca prawny z Polskiego Związku Firm Deweloperskich, mówi DGP: – Dziś WZ odpowiadają za ponad 50 proc. inwestycji. Przyrost planów miejscowych jest niski, bowiem gminom najczęściej brakuje pieniędzy na ich sporządzanie, a te sporządzone nie zawsze są atrakcyjne inwestycyjnie. W efekcie likwidacji WZ może zatem dojść do istotnego ograniczenia podaży mieszkań, natomiast proponowana alternatywa, czyli decyzja lokalizacyjna, nie będzie odgrywać znaczącej roli inwestycyjnej, bowiem – zgodnie z założeniami – ma służyć tylko wyjątkowemu uzupełnianiu...