Jednak gdy giełda staje się domeną inwestorów krótkoterminowych, dla których manipulowanie cenami akcji jest najważniejsze, wyceny udziałów spółek przestają cokolwiek mówić o ich realnej kondycji finansowej. Są tylko wypadkową trendów tworzonych przez inwestorów, którzy orientują się w sytuacji tylko dzięki posiadaniu ogromnej ilości, często niejawnych, informacji, niedostępnych dla zwykłego śmiertelnika. Niedawna historia z firmą GameStop potwierdza, że amerykański rynek kapitałowy się wynaturzył. Miejmy nadzieję, że polska giełda aż tak płynna nigdy się nie stanie.
Reklama

Feniks z popiołów

GameStop to kolos, ale na glinianych nogach. Firma była jednym z największych sprzedawców gier na konsole i komputery na świecie: w 2020 r. miała 5 tys. sklepów w USA, zatrudniała kilkanaście tysięcy pracowników na etacie oraz kilkadziesiąt tysięcy tymczasowo. Jednak z powodu ekspansji sprzedawców online, z Amazonem na czele, jej gigantyczne aktywa fizyczne stały się obciążeniem. Podobnie jak w przypadku innych "stacjonarnych" firm.
W USA dochodzi do masowych bankructw sieci detalicznych – w 2019 r. zanotowano aż 22 duże upadki. W ostatnich latach zniknęły m.in. Macy’s, Payless ShoeSource, które zlikwidowało aż 2,5 tys. sklepów, czy Wet Seal. GameStop od jakiegoś czasu także przeżywa spore kłopoty. W III kwartale 2020 r. sprzedaż spadła aż o 30 proc. (rok do roku), bo interes przenosi się do sieci, a producenci konsol sami udostępniają klientom usług streamingowe umożliwiające granie dzięki opłacaniu abonamentu. Pandemia ten proces jedynie przyspieszyła, bo tak naprawdę zachodzi on od kilku lat. Inaczej mówiąc, model sprzedażowy GameStop jest przestarzały. Nic więc dziwnego, że notowanie giełdowe jej akcji sięgnęły dna – latem minionego roku kosztowały mniej niż 5 dol.
A jednak zdarzył się cud...