Jak wynika z projektu nowelizacji ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej i innych ustaw, do którego dotarł DGP, Ministerstwo Finansów chce, aby nie tylko urzędy celno-skarbowe, lecz także skarbowe mogły występować do banków o udostępnienie informacji dotyczących dochodów z kryptowalut. – Co więcej, urzędnicy będą mogli o to wnioskować już wtedy, gdy postępowanie toczy się w sprawie, a nie jak dotychczas przeciw konkretnej osobie – dodaje Jakub Wirski, doradca podatkowy z Gardens Tax & Legal. – Zainteresowanie fiskusa będzie więc dotyczyć znacznie większej liczby transakcji niż dotychczas – przestrzega ekspert.

Reklama

Podatki wyciekają

Jeszcze ważniejszą zmianę dotyczącą dochodów z kryptowalut szykuje Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. OECD chce, aby skarbówki na całym świecie zbierały informacje o transakcjach realizowanych na ich terytorium przez giełdy kryptowalutowe i wymieniały się takimi danymi z kolegami z zagranicy. Miałoby to odbywać się automatycznie, w ramach standardu CRS (ang. Common Reporting Standard), który Polska i inne państwa stosują już dziś do pozyskania informacji o dochodach ukrywanych za granicą na kontach bankowych. OECD planuje przedstawić zmodyfikowany o takie informacje standard CRS już w 2021 r.

Z niedawno opublikowanego raportu OECD wynika bowiem, że jest problem z wyciekającymi z tradycyjnego systemu podatkowego dochodami z kryptowalut. Dotyczy to również Polski.

System zawodzi

Jak mówi Krzysztof Burzyński, doradca podatkowy i partner w BTTP, obecnie polski system opodatkowania kryptowalut funkcjonuje na podobnych zasadach jak każdy inny na świecie. Jeśli ktoś chce uciec z tym dochodem, fiskus nie ma szans, aby złapać go za rękę.

– Wynika to z tego, że osoba, która chce kupić bitcoina, etherum lub inne kryptowaluty na giełdzie krypto, może założyć konto w banku (najczęściej zagranicznym) i wpłacić na nie euro lub dolary. Następnie przelewa pieniądze na tradycyjne konto bankowe giełdy. Ten transfer może zobaczyć i bank zagraniczny (np. niemiecki), i bank polski. Na tym jednak ślad się urywa – tłumaczy.

Wyjaśnia, że portfele, na których można przechowywać kryptowaluty, są anonimowe. To ciąg cyfr i liter, który zna tylko właściciel konta. To on ma do niego login i hasło. Nie da się więc zidentyfikować, kto nim jest. Jedynie część giełd przeprowadza weryfikację, która w pewnym zakresie może ujawnić osoby wymieniające kryptowaluty. Pieniądze wracają jednak do systemu bankowego tylko wtedy, gdy podatnik wymieni kryptowaluty na euro, dolary lub złotówki. – Jeśli tego nie zrobi, tylko np. wymienia kryptowaluty, kupuje dobra materialne, to żadnej z tych transakcji nie są w stanie zobaczyć ani żaden kraj, ani organy podatkowe – mówi Krzysztof Burzyński.

Fiskus zobaczy więcej

Plany OECD mogą zmienić tę niekorzystną dla państw sytuację. – Szczególnie istotne jest wskazanie przez OECD, że oprócz giełd kryptowalut w CRS mogą zostać uwzględnieni inni pośrednicy, tacy jak dostawcy portfeli walut wirtualnych. Wydaje się też postanowione, że giełdy kryptowalutowe mają być objęte systemem automatycznej wymiany informacji podatkowych. Wymiana ma dotyczyć transakcji sprzedażowych, lecz rozważa się uwzględnienie także informacji o posiadanych kryptoaktywach – zauważa Jakub Wirski.

Ekspert zwraca uwagę na to, jak istotny będzie automatyzm w wymianie danych. Już obecnie bowiem obowiązuje wiele umów o unikaniu podwójnego opodatkowania, na mocy których Polska ma prawo uzyskiwać szerokie dane podatkowe, w tym informacje bankowe. – Nie jest to jednak automatyczna wymiana konkretnych informacji na ustandaryzowanym formularzu – podsumowuje Jakub Wirski.

Po zmianach, jakie planuje OECD, fiskus ma dostać dane automatycznie. Dla poszczególnych państw może to stać się rzeczywistością najprawdopodobniej nie w 2021 r., ale w 2024 r. (podobnie długo trwało wdrożenie pierwszej wersji CRS w Polsce).

To może być za mało

Zdaniem Krzysztofa Burzyńskiego nowe regulacje (zarówno polskie, jak i planowane przez OECD) niewiele zmienią. Polskie banki bardzo niechętnie współpracują bowiem z internautami zarabiającymi na kryptowalutach i w konsekwencji są oni zmuszeni przechowywać pieniądze za granicą lub korzystają z oferty podmiotów takich jak Revolut.

– Kto będzie chciał ukryć dochody przed fiskusem i tak to zrobi. W przypadku kryptowalut to daleko łatwiejsze niż przy innych dochodach z zysków kapitałowych – mówi ekspert.

Reklama

Dodaje, że nie jest to problem stricte polski, tak się dzieje na całym świecie. Polska wprowadziła przepisy dotyczące wprost opodatkowania kryptowalut dopiero w 2019 r. Rodzimy trader powinien zapłacić 19-proc. podatek od dochodu z zysków kapitałowych (przychód ze sprzedaży waluty wirtualnej pomniejszony o koszty np. jej zakupu). Polskie przepisy nie są jednak regułą, a w innych krajach opodatkowane jest nawet samo pierwotne nabycie waluty wirtualnej oraz jej wymiana na inną kryptowalutę (w naszym kraju są to zdarzenia neutralne podatkowo).

Za bitcoiny kupuje się np. samochody i nieruchomości. – Dopiero gdy fiskus zapyta, skąd podatnik miał pieniądze na takie zakupy, w grę może wchodzić podatek. Wtedy jednak jest to 75-proc. danina od nieujawnionych źródeł przychodów, a nie 19-proc. PIT – mówi Krzysztof Burzyński.

Bitcoiny można też wymieniać na twardą walutę w bitomatach, również w Polsce. Polega to na tym, że transferuje się z wirtualnego portfela określoną liczbę bitcoinów na adres wskazany przez bitomat. Następnie generowany jest kod, który wbija się do bitomatu, a ten wypłaca pieniądze. – Transakcja jest odnotowywana na giełdzie, na koncie indywidualnym, które jest nieoznaczone i nie można go zweryfikować – zaznacza Krzysztof Burzyński.

Eksperci są jednak zgodni, że to dobrze, iż w sprawie ukrywanych dochodów z kryptowalut państwa podejmują działania. – Każdy powinien płacić podatek od uzyskiwanych zysków kapitałowych. Jest to taka sama danina, jak w przypadku np. obrotu akcjami na giełdzie. Zysk z obu – akcji i kryptowalut – powinien być więc opodatkowany – uważa Krzysztof Burzyński.