Ugrupowanie to jest całkowicie izolowane politycznie zarówno w parlamencie Niemiec, jak też we wszystkich niemieckich parlamentach krajowych.

Reklama

Świadczący na wielką skalę elektroniczne usługi płatnicze Wirecard - do niedawna jeden z liderów niemieckiej giełdy we Frankfurcie nad Menem - ogłosił w czerwcu niewypłacalność. Okazało się wtedy, że zaksięgował w swych bilansach fikcyjne najprawdopodobniej wpływy w łącznej wysokości 1,9 mld euro.

Według powszechnej opinii, wcześniejsze doniesienia o poważnych nieprawidłowościach w działalności koncernu zostały zlekceważone. Zarzut ten kierowany jest przede wszystkim pod adresem Federalnego Urzędu Nadzoru nad Usługami Finansowymi (Bafin) oraz jednej z firm audytorskich.

Statutowa działalność koncernu Wirecard z główną siedzibą w Aschheim koło Monachium polegała na realizowaniu bezgotówkowych przepływów pieniędzy między podmiotami wymiany handlowej z jednej strony, a bankami oraz firmami udostępniającymi karty kredytowe z drugiej strony.

Przed ogłoszeniem niewypłacalności Wirecard przyznał, że zdeponowane jakoby na jego kontach powierniczych na Filipinach pieniądze w łącznej kwocie 1,9 mld euro najprawdopodobniej nie istnieją. Miały to być wpływy z działalności podległych koncernowi spółek, które realizowały płatności kartami kredytowymi na terenie Azji Południowo-Wschodniej i Środkowego Wschodu. Z dotychczasowych ustaleń śledztwa wynika, że niemal wszystkie lub nawet wszystkie te transakcje były zmyślone.

Prowadząca śledztwo w sprawie Wirecard prokuratura w Monachium wychodzi z założenia, że koncern księgował fikcyjne transakcje już od 2015 roku, dopuszczając się w ten sposób zorganizowanego spisku w celu dokonywania oszustw na wielką skalę. Cały proceder przyniósł bankom i inwestorom straty sięgające łącznie 3,2 mld euro.

Były wiceszef AfD Gottschalk uchodzi za polityka umiarkowanego, ale w trakcie partyjnych zgromadzeń występował niejednokrotnie z ostrymi populistycznymi wypowiedziami puentującymi.