Z Andrzejem Zybałą, profesorem Szkoły Głównej Handlowej, rozmawia Kacper Leśniewicz
Czy można porównać obecną sytuację do kryzysów, z którymi polskie państwo mierzyło się w ostatnich 30 latach?
Jedynie do kryzysu z 2008 r. To wtedy państwo przechodziło najpoważniejszy sprawdzian sprawności swoich instytucji. Dzisiaj wiele osób słusznie przypomina, że poradziliśmy sobie bez większych szkód, a ówczesny premier określił Polskę jako „zieloną wyspę”. Jednak to nie interwencje państwa przesądziły o sukcesie, jakim było wybronienie się przed recesją. Wiele nam sprzyjało. Nasze przedsiębiorstwa nie były bardzo uzależnione od kredytowania, mieliśmy niski udział eksportu w PKB. Pewną rolę odegrała szara strefa, która amortyzowała wstrząsy.
Reklama
W tamtym czasie rząd również stworzył pakiet antykryzysowy, aby Polska mogła łagodniej przejść przez globalną recesję.
Zgadza się, ale nie został on wdrożony. Zaczęło się od porozumienia między pracodawcami a związkami zawodowymi, mającego cechy dialogu społecznego. W prace zaangażowana była komisja trójstronna. Powstały konkretne rozwiązania i rząd obiecał je przekształcić w projekty ustaw. W niektórych przypadkach tak się stało – wprowadzono m.in. postojowe. Ale niestety, w większości to, co wyglądało pięknie na papierze, nie pociągnęło za sobą wiążących przedsięwzięć.