DasCoin miał być najbardziej wartościową kryptowalutą na świecie. Nowym, lepszym bitcoinem. Miał pozwolić ludziom zbić fortunę. Sprawa kończy się jednak tak, jak przewidzieliśmy na łamach DGP już w kwietniu 2017 r.

Przekręt z założenia

Model biznesowy DasCoina opierał się na sprzedawaniu licencji. Kosztowały one od 100 do 25 tys. euro. Za zachęcenie kogoś do wpłaty twórcy systemu dzielili się zyskiem. Typowa piramida finansowa. Osoba, która wykupiła licencję, zyskiwała prawo do „wydobywania” wirtualnych monet. Te można wymienić na żywą gotówkę. Dziś kurs wymiany DasCoina na gotówkę wynosi poniżej jednego amerykańskiego centa. Ludzie stracili włożone w interes pieniądze. Oczywiście zdarza się stracić na inwestycji w kryptowaluty. Trzeba odróżniać ryzyko inwestycyjne od oszustwa. Dlatego najistotniejsze jest, że na DasCoinie nie sposób było zarobić. Tak jak bowiem kurs bitcoina od początku był wypadkową popytu i podaży, tak kurs DasCoina był scentralizowany, więc jego wysokość zależała wyłącznie od widzimisię twórców systemu.

DasCoin ma wszystkie cechy piramidy finansowej, zaś z kryptowalutami ma tyle wspólnego, ile tombak ze złotem. W tym szemranym przedsięwzięciu prawdziwe kryptowaluty – dzięki swojej popularności – są zasłoną dymną i wabikiem na nieświadomych inwestorów. W przypadku uczciwej działalności kod źródłowy kryptowaluty jest otwarty i każdy może się bez trudu dowiedzieć, jak ona działa. Kryptowaluty nie mają właściciela ani zarządcy, nie trzeba kupować żadnych licencji. Handel działa na zasadach wolnorynkowych – tłumaczył na łamach DGP w 2017 r. Marcin Furtak, administrator portalu bitcoin.pl.

Zasłona dymna

1 grudnia 2018 r. firma odpowiedzialna za DasCoina – NetLeaders – zmieniła nazwę na Excelz. Sama zaś wirtualna moneta przemianowana została 14 maja 2019 r. na GreenPower. Obecnie strona internetowa Excelz nie działa, witryna DasCoina pojawia się i znika. Gdy się pojawia, przedstawia w swojej radzie nadzorczej Annę Hejkę. Sęk w tym, że biznesmenka zmarła 19 września 2018 r. Z kolei strona GreenPower działa, ale nie zawiera żadnych informacji o twórcach projektu. Oficjalne konto projektu na Twitterze jeszcze kilka dni temu ożywiało się, gdy bardzo niski kurs wirtualnej monety notował jakikolwiek zysk, i zamierało, gdy zaliczał kolejny spadek.

Przygasła też aktywność naganiaczy, czyli osób reklamujących piramidy finansowe i wciągających do niej nowych członków, w zamian za prowizje od wykupionych przez nich pakietów. Eksperci obserwują, jak naganiacze uciekają od DasCoina niczym szczury z tonącego okrętu. Niemniej z racji tego, że nikomu nie postawiono zarzutów za propagowanie piramidy finansowej, już dziś zaczynają zachęcać do kolejnych projektów np. Omega Best. W lipcu br. UOKiK wszczął postępowanie wobec zarejestrowanej w Zjednoczonych Emiratach Arabskich spółki Nautilius Investment, właściciela tej platformy, w związku z podejrzeniem o prowadzenie piramidy finansowej.

To koniec DasCoina. Ale nie ma się z czego cieszyć, bo nikt nie został ukarany, więc to nie koniec wkręcania Polaków. Znów hochsztaplerzy dostali od państwa zielone światło do działania – komentuje Maciej Maciejewski, redaktor naczelny „Network Magazyn”, zajmujący się ujawnianiem piramid finansowych. I dodaje, że rebranding marki DasCoin był jedynie zasłoną dymną na czas prania pieniędzy przez organizatorów oszustwa i – zapewne – zaplanowanie kolejnej piramidy.

Zdaniem ekspertów polskie państwo do dziś nie wypracowało procedur szybkiego przeciwdziałania funkcjonowaniu piramid finansowych. DasCoin jest tego przykładem. Organy państwa zareagowały, gdy już tysiące Polaków straciło pieniądze.

Niemoc państwa

„CL Singapore – firma, która wprowadza na rynek kryptowalutę DasCoin i zachęca do zakupu licencji – sprzedaje tylko obietnice. UOKiK podejrzewa, że może być to piramida, bo właściciel obiecuje zyski przede wszystkim w zamian za namówienie innych osób” – stwierdził Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w kwietniu 2019 r., w dwa lata po naszym ostrzeżeniu.

Działania w 2018 r. podjęło Centralne Biuro Śledcze Policji na zlecenie prokuratury. Śledczy zastanawiali się, czy pomysłodawcom DasCoina postawić zarzuty z art. 286 par. 1 kodeksu karnego, czyli przestępstwa oszustwa. Dziś prokurator Łukasz Łapczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie, mówi, że śledztwo jest w toku. Prowadzone jest w sprawie, nie postawiono nikomu zarzutów. Naliczono zaś tysiące pokrzywdzonych. – Możemy jedynie przekazać, że w sprawie realizowanych jest szereg czynności procesowych – dodaje prokurator.

A zatem do dziś nikomu nie spadł włos z głowy. W efekcie ludzie, którzy doprowadzili do utraty pieniędzy przez Polaków, mają otwartą drogę do mamienia kolejnych krociowymi zyskami.