Elektrownię na pełnym morzu chce wybudować koncern BOT. Błażej Torański, rzecznik prasowy koncernu, tłumaczy, że inwestycja na Bałtyku, mimo że droższa, będzie o wiele wydajniejsza niż postawienie farmy lądowej. "Na morzu po prostu wiatr wieje silniej niż na lądzie" - mówi krótko Torański.

Reklama

BOT postawi w sumie trzy farmy wiatrowe. Po sto wiatraków każda. Pierwsza stanie na północ od Ławicy Słupskiej - 60 kilometrów od brzegu. Druga na Ławicy Środkowej - 90 kilometrów od brzegu i trzecia na północ od Żarnowca - 20 kilometrów od wybrzeża. "To wstępne lokalizacje, na razie nie ma konkretów. Szukamy najlepszych rozwiązań po to, by elektrownia nie stwarzała sytuacji konfliktowych" - tłumaczy Juliusz Gajewski z Instytutu Morskiego w Gdańsku, który współpracuje z BOT.

Znaleźć kompromis będzie trudno, ponieważ wątpliwości zgłaszają żeglarze, rybacy, a nawet turyści. Ci ostatni obawiają się, że wiatraki mogą popsuć nadmorskie widoki. "Będą wystarczająco daleko od brzegu. Nawet przy stuprocentowej widoczności będzie je widać jak szpilki" - mówi Gajewski. Największy sprzeciw inwestycja budzi jednak wśród rybaków. Już zapowiedzieli protesty przeciwko wznoszeniu wiatraków na morzu.

"Nie wiadomo, jak wibracje i pole energetyczne wpłyną na środowisko morskie. Do tego zniszczone mogą zostać tarliska ryb" - mówi Zbigniew Karnicki, dyrektor ds. naukowych w Morskim Instytucie Rybackim w Gdyni. Zbigniew Tarała, żeglarz z 30-letnim stażem, dodaje: "Pojawienie się wiatraków to kolejna przeszkoda, którą statki będą musiały omijać, żeby dotrzeć do portu. Inwestycja może kolidować z trasami nawigacyjnymi".

Jak bronią się propagatorzy wiatraków na Bałtyku? Przede wszystkim wyliczają zalety inwestycji. "Trzysta wiatraków, które staną na morzu, wyprodukuje trzy razy więcej energii niż dwie lub nawet trzy farmy o podobnej mocy postawione na lądzie" - mówi Błażej Torański z BOT. A to oznacza, że energia wytwarzana przez nie wystarczyłaby np. do zasilenia w prąd miasta średniej wielkości. Ponadto 900 megawatów wytwarzanych przez wiatraki to więcej niż będzie w stanie wytworzyć najnowocześniejszy blok energetyczny budowany w Bełchatowie.

Co na to wszystko ekolodzy? Magdalena Zowsik z Greenpeace’u mówi, że postawienie elektrowni wiatrowej na Bałtyku to krok w dobrą stronę. "Jesteśmy jak najbardziej za, oczywiście pod warunkiem, że lokalizacja nie będzie naruszała morskiego ekosystemu, no i nie będzie ingerować w migrację ptaków" - tłumaczy Zowsik. Pomysłem zachwycone jest Ministerstwo Gospodarki Morskiej. "W piątek minister spotkał się z szefem Instytutu Morskiego w Gdańsku. Inwestorzy mają zapalone zielone światło" - tłumaczy Grzegorz Witkowski, asystent ministra Marka Gróbarczyka.

Szacunkowo budowa elektrowni na Bałtyku pochłonie ponad pięć miliardów złotych. Wiatraki pełną parą mają pracować już za pięć lat. Inwestycja może się zwrócić już po ośmiu latach. Podobne elektrownie istnieją w krajach skandynawskich - w Danii i Szwecji. Budowę wiatraków na morzu rozpoczęła też Estonia. Z kolei Niemcy w Zatoce Pomorskiej chcą zbudować jedną z największych na świecie farm wiatrowych: 35 kilometrów na wschód od Rugii ma stanąć około 200 zakotwiczonych w dnie morskim wiatraków. Całość ma być ukończona do 2010 roku.