Pierwsza korzyść z sięgnięcia po ten tekst: zdradzamy, co będzie się nosiło za rok. Koniec z szarościami i delikatnością. Czas na połączenie grzecznych krojów z wyrazistymi wzorami. Taką modę eksperci nazywają „modest fashion”, dłuższe spódnice i sukienki, mniejsze dekolty, wysoko zabudowane, zakryte szyje, lecz także nawiązania historyczne, bufy i wcięte talie. Do tego kolorowe, wręcz ekscentryczne wzornictwo, pełne orientalnych nawiązań. Kasia Łuczak, która jest od czterech lat trend forecasterem, czyli analitykiem odpowiedzialnym za przewidywanie trendów modowych, nie chce zdradzić za dużo, bo raport o modzie na początek 2018 r. to dokument ściśle strzeżony w niemieckiej platformie modowej Zalando, w którym kobieta pracuje.
Ale wskazuje właśnie na te dwa kierunki jako główne cechy ubrań, które będą królowały na ulicach za kilkanaście miesięcy. Łuczak mówi ze sporą pewnością siebie.
I nie jest to socjotechniczny chwyt, ale pewność oparta na konkretnych badaniach, socjologicznych obserwacjach i matematycznych kalkulacjach. A jej praca dziś wcale nie jest czymś wyjątkowym. Wręcz przeciwnie, choć przewidywanie przyszłości na podstawie analizy danych wydaje się pomysłem z filmów fantastycznych, to jest to w rzeczywistości standardowe działanie coraz większej części firm.
Ubrania, meble, farby do malowania ścian, produkty spożywcze na sklepowych półkach, teksty przebojów pop, bestsellery książkowe... Dziś producenci wszystkich tych rzeczy coraz rzadziej eksperymentują i nie wypuszczają na rynek niczego, co nie zostanie gruntownie przebadane. A te badania to nie tylko analiza twardych ekonomicznych danych. Nie wystarczy wiedzieć, ile zarabiamy, ile oszczędzamy, ile i na co chcemy wydać. By zaspokoić gusty klientów (czyt. skłonić ich do większych wydatków), trzeba wyczuć, co faktycznie się im spodoba. To, co będzie modne w kolejnym sezonie i co warto wysłać na sklepowe półki za kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt miesięcy, przewidują więc prawdziwe zastępy takich właśnie trend forecasterów jak Kasia Łuczak.