- mówi wiceminister Jerzy Szmit. mówi wiceminister Szmit.
W tej sytuacji od poniedziałku wszystkie polskie ciężarówki poruszające się po terytorium Federacji Rosyjskiej będą robić to nielegalnie. Powodem jest spór między Warszawą a Moskwą o zezwolenia na przewóz towarów. Rząd apelował do przewoźników o jak najszybszy powrót do kraju.
To najgorszy scenariusz, jaki mógł przytrafić się polskiej branży transportowej. Nie dość, że przewóz towarów na wschód w tym momencie stał się niemożliwy, to jeszcze Rosja trzymała nasz rząd w absolutnym szachu.
Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa (MIiB) po raz pierwszy poinformowało opinię publiczną o sporze ze stroną rosyjską w sprawie tegorocznych zezwoleń na przewóz towarów 25 stycznia. Dotychczasowe zezwolenia, z których korzystają polscy przewoźnicy, oficjalnie wygasły wczoraj. Rosjanie mogli w dowolnej chwili zatrzymać każdą ciężarówkę na polskich rejestracjach i nałożyć grzywnę. Mogli też nie wpuścić kierowców, którzy wracają do Polski np. z Kazachstanu. wskazywał Tadeusz Wilk ze Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych (ZMPD).
Rząd próbował negocjować z Federacją Rosyjską. Jak informowaliśmy już w dziennik.pl, w miniony czwartek miało dojść do rozmów „ostatniej szansy” w Gdańsku. Mimo wcześniejszych zapewnień o swojej obecności, Rosjanie ostatecznie nie pojawili się przy stole negocjacyjnym. Rząd w tej sytuacji był niemal bezradny. przyznała w rozmowie z DGP rzeczniczka resortu Elżbieta Kisil.
Polska już dwukrotnie informowała o problemie Komisję Europejską. W ten czwartek minister Andrzej Adamczyk spotka się z unijną komisarz ds. transportu Violettą Bulc. Mimo to Rosja w dalszym ciągu trzymała nas w szachu, a dla polskiego rządu priorytetem jest teraz bezpieczne sprowadzenie polskich przewoźników z powrotem do kraju. Dzisiaj MIiB założyła propozycję Rosjanom, by - na zasadzie wzajemności - pojazdy, które wjechały na podstawie zezwoleń z 2015 r. na terytorium drugiej strony przed 31 styczna 2016 r., mogły powrócić do kraju rejestracji, jednak nie później niż do 15 lutego 2016 r. zaznaczała Elżbieta Kisil.
To największy kryzys transportowy na linii Warszawa-Moskwa od co najmniej 5 lat (na przełomie 2010 i 2011 r. również były problemy z ustaleniem kontyngentu zezwoleń na przewozy). Stawką w tej grze interesów jest 400 mln euro rocznych obrotów polskich przewoźników jeżdżących na wschód. mówi Tadeusz Wilk z ZMPD. W 2015 roku na rosyjskim rynku operowało ponad 2,6 tys. polskich firm dysponujących flotą 25-26 tys. samochodów. W sumie wykonanych zostało ok. 200 tys. przewozów, z czego ok. 10 tys. w ramach tranzytu do krajów kaukaskich czy Mongolii.
Główną osią sporu jest jest ustawodawstwo rosyjskie, na które nie chce się zgodzić strona polska. Chodzi konkretnie o podpisaną przez Władimira Putina ustawę "O kontroli państwowej wykonywania międzynarodowych przewozów drogowych i o odpowiedzialności za naruszenie trybu ich wykonywania" (362- FZ) oraz związane z nią rozporządzenia. W opinii polskiego rządu przepisy te są niezgodne z obowiązującą umową dwustronną o międzynarodowych przewozach drogowych, podpisaną jeszcze w 1996 roku.
Zdaniem wiceministra infrastruktury i budownictwa Jerzego Szmita Federacja Rosyjska dąży do ograniczenia konkurencji. wyjaśniał wiceminister. Na dzisiejszej konferencji Jerzy Szmit podtrzymał gotowość polskiej strony do rozmów z Rosjanami.
Polska branża przewozowa nie przebiera w słowach, komentując zachowanie strony rosyjskiej. napisał w oświadczeniu Jan Buczek, prezes ZMPD.
Swoją wizję wydarzeń mają rosyjskie media. Według nich Polska wykorzystuje pozycję kraju tranzytowego, a polska flota przewozowa - jedna z największych w Europie - zdominowała rosyjski rynek.