Dziennik Gazeta Prawana logo

Pragmatyczny Orbán - dokręcił bankom śrubę, wycisnął, a teraz... luzuje

16 stycznia 2016, 08:21
Ten tekst przeczytasz w 15 minut
Viktor Orban
Viktor Orban/Shutterstock
Na Węgrzech banki i firmy usługowe zapłaciły za kryzys. Ale tamtejszy rząd uznał, że już wystarczy, i zaczął odkręcać śrubę, bo dostrzegł skutki uboczne. My chcemy właśnie ją przykręcić.

Niech banki i supermarkety sfinansują program dodatków na dzieci – mówią politycy PiS. I proponują obłożenie bankowych aktywów jedną z najwyższych stawek podatkowych w Europie. Nic się złego nie stanie, dodają, bo przecież banki są zyskowne. Poza tym to działa. Na przykład na Węgrzech. Fakt: banki (i szerzej cały sektor finansowy) do spółki z wybranymi branżami usługowymi wyciągnęły Węgry z kryzysu. Tyle że węgierski rząd stopniowo odchodzi od tej polityki, bo oprócz jej zbawiennych efektów zaczął dostrzegać poważne skutki uboczne.

Pierwsza rzucająca się w oczy zmiana: banki zapłacą mniejszy podatek. Od tego roku jego wyższa stawka (na Węgrzech obowiązują dwie stawki podatku bankowego) maleje z 0,51 proc. aktywów do 0,37 proc. Na tym nie koniec, bo w kolejnych dwóch latach ma spaść do 0,23 proc. I mówi się, że będzie nadal obniżana.

Złagodzenie kursu węgierskiego rządu wobec banków to efekt porozumienia zawartego z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju (EBOR) w lutym ubiegłego roku. To sektor finansowy poniósł jeden z głównych ciężarów wyciągania kraju z kryzysu, w jaki wpędziły go rządy socjalistów. Gdy w 2010 r. prawicowy Fidesz obejmował władzę, zastał państwo z wysokim deficytem finansów publicznych (4,5 proc. PKB), narastającym długiem (blisko 80 proc. PKB), podnoszące się z recesji na poziomie minus 6,7 proc. PKB w 2009 r. Węgry zostały przyparte do muru przez międzynarodowe organizacje finansowe, np. Międzynarodowy Fundusz Walutowy uzależniał finansowanie pomocy od realizacji programu cięć. Węgrzy już zresztą byli zadłużeni w MFW: w 2008 r. fundusz wespół z UE udostępnił im kredyt w wysokości 20 mld euro.

Banki – łagodniejszy kurs

Idąc po władzę, Fidesz obiecał, że odrzuci dyktat MFW, a kraj z kryzysu wyciągnie, sięgając do kieszeni inwestorów zagranicznych, głównie z sektora finansowego. Stąd pomysł na dwustawkowy podatek bankowy i podatek od transakcji finansowych.

– mówi Dominik Héjj, politolog, Węgier z polskim obywatelstwem, mieszkający w Warszawie.

Obecne łagodzenie kursu wobec banków oficjalnie spowodowane jest tym, że polityka przyniosła oczekiwany efekt. Deficyt sektora finansów publicznych wyniósł w 2015 r. – według ocen Komisji Europejskiej – około 2,3 proc. PKB. W tym roku ma spaść do 2,1 proc. PKB. Dług publiczny – choć nadal wysoki – również maleje (z 75,8 proc. PKB w 2015 r. do 74,5 proc. PKB w tym roku).

Dominik Héjj zwraca jednak uwagę, że za dobre wskaźniki gospodarcze mogą być tylko pretekstem do stopniowego wycofywania się z podatku bankowego. Według niego bardziej prawdopodobne jest to, że rząd w Budapeszcie zdał sobie sprawę, że nie da się więcej z banków wycisnąć, oczekując od nich jednocześnie większego zaangażowania w finansowanie gospodarki. Kilkuletnie drenowanie banków podatkami i obarczanie ich kosztami przewalutowania kredytów walutowych skończyło się 30-proc. spadkiem akcji kredytowej. Na dodatek wpływy z podatku bankowego stopniowo maleją. Héjj mówi, że trzej najwięksi płatnicy – OTP Bank, KH Bank i Erste Bank – w tym roku zapłacą połowę tego, co w 2010 r., gdy podatek wprowadzano. –– mówi politolog.

Odwilż w polityce wobec banków widać w jeszcze jednym aspekcie. Równocześnie z planami wprowadzenia podatku bankowego rząd Orbana za cel postawił sobie przejęcie kontroli nad sektorem bankowym, który w większości był w rękach inwestorów zagranicznych. Celem było przejęcie co najmniej połowy sektora. Zaczął się więc proces odkupywania udziałów. – – mówi Dominik Héjj.

I dodaje, że w całej tej historii stracił węgierski klient. Dziś usługi bankowe z punktu widzenia przeciętnego konsumenta są bardzo drogie. Héjj wylicza, że zwykły rachunek rozliczeniowy kosztuje w przeliczeniu na złotego ok. 600 zł rocznie. Nie jest to usługa premium – zwykły ROR. W ten sposób banki odbiły sobie na klientach ciężary, jakie nakładał na nie rząd. – – ostrzega.

Marcin Grela, ekspert Instytutu Ekonomicznego NBP, uważa, że węgierski rząd może być zaskoczony tym, że sytuacja w sektorze bankowym nie rozwinęła się w kierunku, jakiego się spodziewano jeszcze kilka lat temu. – – mówi Grela. Dlatego teraz bank centralny próbuje zmienić politykę, stopniowo wycofywać się z tego programu i zacząć wspierać nowy o nazwie „Market Base Lending”. Polega on na dostarczaniu bankom komercyjnym wsparcia w postaci ułatwień w pozyskiwaniu finansowania akcji kredytowej na rynku – np. przez ograniczenie wymagań kapitałowych czy dostarczanie instrumentów zabezpieczających.

– dodaje ekonomista.

Zdrowa gospodarka

Według Marcina Greli rząd węgierski zdał sobie sprawę, że przyjął na siebie zbyt duże obowiązki, i nie chodzi tylko o politykę wobec sektora finansowego, tylko szerzej, o całą politykę gospodarczą. A ostatnie działania wskazują na to, że chce wrócić do gospodarki bardziej rynkowej.

– mówi ekonomista. Dobrym przykładem jest to, co dzieje się na rynku pracy, gdzie zatrudnienie rosło bardzo szybko, a bezrobocie spadło w ciągu jednego roku z poziomu ponad 10 proc. do ok. 7 proc.

Takie były m.in. skutki programu prac publicznych, w którym bezrobotnych w pewnym sensie przymuszano do wykonywania prostych fizycznych zajęć, bo odmowa udziału wiązała się z utratą prawa do świadczeń. Z tego programu rząd zresztą też się stopniowo wycofuje, zdając sobie sprawę, że nie można wzrostu zatrudnienia opierać na subsydiowaniu miejsc pracy w sektorze publicznym. Jednocześnie liczy na to, że znaczna część pracowników zatrudnionych w ramach prac publicznych znajdzie pracę w sektorze prywatnym.

Zmiana polityki wobec banków może być też przejawem pragmatyzmu rządu w Budapeszcie, dla którego od początku nałożenie ciężarów finansowych na wybrane sektory nie było zabarwione ideologicznym zacietrzewieniem, a sposobem na zasypanie dziur w finansach publicznych. Mitem jest też programowa niechęć rządu Fidesz do zagranicznych inwestorów. A tak właśnie był postrzegany – przynajmniej na początku. Tyle że była to niechęć wybiórcza. I na przykład branża motoryzacyjna od początku miała w węgierskim rządzie fory. – – opowiada Dominik Héjj.

Wskaźnikowo gospodarka węgierska ma się nieźle. Po latach recesji w 2013 r. zanotowała wzrost. W 2014 r. było to 3,7 proc. PKB, jeden z najlepszych wyników w UE. Co prawda w 2015 r. tempo trochę wyhamowało (do 2,9 proc. według KE), a w tym ma spaść do 2,2 proc. – ale to nie przeszkadza pękać z dumy węgierskiemu rządowi z powodu jego osiągnięć. W 2015 r. przeprowadził kampanię wizerunkową pod hasłem „Reformy działają”. Zresztą rząd to wizerunkowo dobrze rozgrywa. Na przykład w sprawie zakwestionowanego przez Komisję Europejską podatku od supermarketów oficjalne stanowisko nie brzmiało „wycofujemy się”, tylko „dostosowujemy do wymogów UE”. – – mówi Dominik Héjj. Mocna pozycja rządu to też efekt bardzo silnego przywództwa i granie na emocjach, co było widać doskonale w czasie ostatniego kryzysu imigracyjnego. Orbánowi nikt już nie wypomina np. prób wprowadzenia podatku od internetu, które skończyły się masowymi protestami rok temu.

Na dobre wskaźniki węgierskiej gospodarki uwagę zwraca też Marcin Grela. Wskazuje, że np. konsumpcja prywatna rośnie w tempie zbliżonym do średniego w innych krajach regionu (ok. 3 proc. rocznie). To nie jest zły wynik, choć oczywiście nie jest też bardzo dobry. W pewnym stopniu to mogło wynikać z polityki socjalnej państwa, ale Węgry korzystają z tych samych czynników wzrostu, z których korzystają inne kraje regionu. Czyli popytu ze strefy euro. I z tego, że relatywnie sporo kapitału napływało do regionu w poprzednich latach. Dzięki temu wciąż silnie rośnie węgierski eksport. I to jest zasługa nie tyle rządu, ile sytuacji, jaka panuje obecnie w europejskiej gospodarce. – – mówi Grela.

Co jest nietypowe? Polityka energetyczna Węgier. Grela nazywa ją zaskakującą, konkretnie to, że Węgrzy stawiają w tej dziedzinie na współpracę z Rosją. –– ocenia.

Ale i to da się wytłumaczyć. Przedstawiciele węgierskiego rządu współpracę z Rosją nazywają „pragmatyczną”. Jej przejawem jest rozbudowa elektrowni atomowej w Paks. Mowa o wspólnej węgiersko-rosyjskiej inwestycji, na którą – zgodnie z porozumieniem – Moskwa miała udzielić Węgrom kredytu w wysokości 10 mld euro. – – uważa Dominik Héjj. I przypomina, że Węgrom udało się uzyskać prawo do niepłacenia za gaz, którego nie wykorzystają. W ten sposób mogliby zaoszczędzić wielkie środki, które mogą zostać skonsumowane w dalszych obniżkach cen energii. Obniżki cen to z kolei jeden z powodów utrzymywania się wysokiego poparcia Fideszu wśród wyborców.

Socjal zostaje

Ta troska o wydatki zwykłego obywatela też jest zrozumiała. Bo gdy przejść z poziomu makro na pułap wydatków domowych zwykłego węgierskiego gospodarstwa domowego, to już nie jest różowo. Pod tym względem Dominik Héjj porównuje stan węgierskiej gospodarki do ładnie polakierowanego samochodu – tyle że spod warstw tego lakieru gdzieniegdzie wyziera rdza. Ta rdza to właśnie sytuacja materialna samych obywateli.

– wylicza Héjj.

Jak mówi, to fatalna sytuacja, bo z drugiej strony rząd prowadzi rozbudowany program socjalnego wsparcia, który szczególnie dla rodzin z dziećmi jest bardzo hojny (rodziny z trójką dzieci praktycznie w ogóle nie płacą podatków), obniżając przy tym podatki (liniowy PIT został obniżony właśnie do 15 proc.). W walce o dzietność rząd uruchamia też program mieszkaniowy. Polegać ma on na tym, że rodziny, które w ciągu 10 lat będą miały trójkę dzieci, otrzymają dotację w wysokości 10 mln forintów plus kredyt w takiej samej wysokości rozłożony na 25 lat z gwarantowaną roczną stopą oprocentowania na poziomie 3 proc. Do tego obniży się podatek na zakup mieszkań i budowę nowych domów z 27 do 5 proc.

– mówi Dominik Héjj. I podkreśla, że węgierski program prorodzinny jest systemowy, nie polega tylko na rozdawaniu zasiłków. Polityka prorodzinna to jedyny obszar, którego Fidesz nie tknął, przejmując władzę po socjalistach. I z pewnością nie tknie, zejście z tego kursu jest mało prawdopodobne, skoro jednym z jego priorytetów jest poprawa dzietności.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj