Dziennik Gazeta Prawana logo

Kolejka do sprawiedliwości

22 września 2013, 11:23
Ten tekst przeczytasz w 12 minut
Sąd
Kolejka do sprawiedliwości/Shutterstock
Wreszcie rozpoczął się proces szefów spółki WGI Dom Maklerski. Wreszcie, bo 1,2 tys. pokrzywdzonych musiało czekać na tę chwilę ponad siedem lat.

– wspomina pani Małgorzata, jedna z poszkodowanych. Warszawska Grupa Inwestycyjna powstała dwa lata wcześniej i początkowo zajmowała się zarządzaniem aktywami klientów, działając przede wszystkim na międzybankowym rynku walutowym forex. Dlaczego wybrała WGI? – – wyjaśnia. Na początku wszystko się układało. Pani Małgorzata otrzymywała wyciągi, z których wynikało, ile w danym miesiącu zarobiła lub ile straciła, bo i tak się zdarzało. Wyniki ją satysfakcjonowały, więc powierzała WGI kolejne pieniądze.

Medialna sława

Kilka lat później prawo się zmieniło i aby móc prowadzić dotychczasową działalność polegającą na współpracy z amerykańskim potentatem finansowym Wachovia Securities, WGI musiała wystąpić do Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (poprzedniczki Komisji Nadzoru Finansowego) o przyznanie licencji na prowadzenie biura maklerskiego. Dostała ją w 2005 r. Zarejestrowano więc WGI Dom Maklerski (WGI DM), a także kilka innych spółek, m.in. WGI TFI oraz WGI Consulting. Instrumentami, w które inwestował WGI DM, były głównie obligacje. Do portfeli klientów trafiały przede wszystkim niezabezpieczone papiery dłużne emitowane przez WGI Consulting. To właśnie poprzez te obligacje biuro maklerskie nadal współpracowało z Wachovia Securities.

– mówi pani Małgorzata. Podobnie jak ona inni poszkodowani również nie chcą zdradzać nazwisk. Pan Kazimierz powierzył WGI DM ponad 250 tys. zł, pani Monika – ok. 100 tys. zł. Co skłoniło ją do tego, by zainwestować? – – tłumaczy.

Głównym ekonomistą domu maklerskiego był wówczas bardzo popularny, pochodzący z Afryki Richard Mbewe, głównym analitykiem zaś nie mniej medialny Piotr Kuczyński. Obu ekspertów bardzo często można było zobaczyć w telewizji, a ich komentarze usłyszeć w najróżniejszych stacjach radiowych. W radzie nadzorczej WGI DM oprócz wspomnianego już Mbewe zasiadali: Bohdan Wyżnikiewicz (wiceszef Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową) oraz prof. Tomasz Szapiro ze Szkoły Głównej Handlowej (od zeszłego roku rektor tej uczelni). Poszkodowani w aferze WGI najczęściej wspominają inne znane persony świata biznesu i polityki: Henrykę Bochniarz (szefową organizacji przedsiębiorców Lewiatan i kandydatkę na prezydenta RP), prof. Witolda Orłowskiego (doradcę ekonomicznego prezydentów) i prof. Dariusza Rosatiego (byłego ministra finansów i spraw zagranicznych, obecnie posła Platformy Obywatelskiej). Cała trójka zasiadała jednak w radzie nadzorczej innej spółki z tej grupy – WGI TFI. W wydanym niedawno oświadczeniu Bochniarz zapewnia, że nie ma nic wspólnego z aferą, ponieważ nigdy nie była we władzach firmy WGI DM, której klienci utracili oszczędności i której zarząd zasiadł właśnie na ławie oskarżonych.

W kwietniu 2006 r., nim minął rok od przyznania WGI licencji na działalność maklerską, KPWiG odebrała firmie te uprawnienia i dodatkowo – uznając, że nie przestrzegała ona zasad uczciwego obrotu – nałożyła na nią karę 1 mln zł. To był początek końca. Okazało się, że WGI prowadziła podwójną księgowość: jedne dane przekazywała klientom, a inne nadzorowi. Wkrótce sąd ogłosił bankructwo domu maklerskiego. Rzesze klientów domu maklerskiego WGI, które były przekonane, że zainwestowane przez nich pieniądze przynoszą zyski, dowiedziały się, że są pod kreską. Nagle się okazało, że nie wiadomo, gdzie jest prawie 250 mln zł, które powierzyli spółce. Nie wiadomo tego do dziś, a każdy z oskarżonych twierdzi, że nie ma majątku, a wszystko, co posiadał, jest zabezpieczone przez prokuraturę.

– przyznaje pani Monika. – – mówi pani Małgorzata. Dziś największy żal ma właśnie do specjalistów z KPWiG oraz do wymiaru sprawiedliwości. – – dodaje.

W ubiegłym tygodniu odbyła się rozprawa w sprawie wytoczonej siedmiorgu urzędnikom Komisji Nadzoru Finansowego (wcześniej KPWiG), m.in. przewodniczącemu Jarosławowi K. i jego zastępcy Witoldowi P., przez grupę poszkodowanych w aferze WGI. Twierdzili oni, że przedstawiciele nadzoru działali na szkodę inwestorów i nie dopełniali obowiązków. Sąd nie dopatrzył się winy oskarżonych i umorzył sprawę. Pani Małgorzata była na rozprawie. – – relacjonuje. Obawia się, że w sprawie, w której oskarżeni są członkowie zarządu domu maklerskiego WGI, może być tak samo. – – mówi. Do sądu przyszła, aby usłyszeć, co szefowie WGI mają teraz do powiedzenia ludziom, którzy zawierzyli im oszczędności całego życia.

Pierwsze dwie rozprawy nie spełniły oczekiwań pani Małgorzaty. Oskarżeni – Łukasz K., Andrzej S. i Maciej S. – nie przyznali się do winy. Ze złożonych przed sądem zeznań tego ostatniego, byłego prezesa domu maklerskiego WGI, wynika, że zawinili przedstawiciele KPWiG, firma informatyczna, która odpowiadała za oprogramowanie, oraz kancelaria prawna, która doradzała WGI.

Jednak nie oszukali

Prokurator postawiła trzem byłym menedżerom WGI zarzut popełnienia przestępstwa niegospodarności, za co grozi do 10 lat więzienia. Oskarżenie twierdzi, że członkowie zarządu WGI DM od lutego 2005 r. do 22 czerwca 2006 r., działając wspólnie i w porozumieniu w celu osiągnięcia korzyści majątkowych, nadużyli uprawnień i niedopełniali obowiązków. Na rachunkach klientów WGI DM nie zapisywano wszystkich obligacji, jakie – zgodnie z dokonanymi przez tych klientów wpłatami – powinny się tam znaleźć. Oskarżeni wykorzystywali następnie środki klientów do zabezpieczenia kredytów zaciągniętych od Wachovia Securities. To w konsekwencji doprowadziło do utraty części tych pieniędzy. Zdaniem prokuratury oskarżeni dopuścili też do funkcjonowania w WGI systemu maklerskiego niegwarantującego rzetelności i wiarygodności wprowadzonych danych, a także dopuścili do przekazania kwoty 6,65 mln dol. na rachunek WGI Europe, z którego następnie część pieniędzy przekazana była na prywatne rachunki Łukasza K. i Macieja S. W wyniku tych działań wyrządzili klientom szkodę na łączną kwotę 247,877 mln zł.

Akta sprawy liczą niemal 300 tomów. Odczytywanie listy prawie 1,2 tys. poszkodowanych zajęło prokuratorom dwie i pół godziny. Są to najczęściej drobni ciułacze, ale zdarzają się i instytucje, m.in. spółdzielnia mieszkaniowa, spółdzielnia rzemieślnicza, firma obsługująca kopalnie. Większość poszkodowanych utopiła w WGI po kilkaset tysięcy. W tym gronie są jednak i osoby, których straty sięgają kilku milionów zł, zaś rekordzista rozstał się z sumą przewyższającą 8 mln zł.

– wyjaśnia Dariusz Ślepokura, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Poszkodowani oraz ich prawnicy nie kryją niezadowolenia. – a – mówi pani Monika, dla której zasiadający dziś na ławie oskarżonych to zwykli oszuści. – – pyta oburzona. Zdaniem śledczych nie można jednak mówić o oszustwie, bo aby tak zakwalifikować czyn, trzeba dowieść, że oskarżeni z góry mieli taki zamiar.

– mówi mec. Hubert Krzciuk z Kancelarii Radców Prawnych Gromek i Partnerzy, który reprezentuje część poszkodowanych w aferze WGI. – – przekonuje. Jego zdaniem przyjęta kwalifikacja nie jest właściwa i w efekcie pokrzywdzonym trudniej będzie odzyskać pieniądze bezpośrednio od członków zarządu WGI. A gdyby kwalifikacja była inna, np. oszustwo albo przywłaszczenie, szanse na uznanie przez sąd wniosków o naprawienie szkody byłyby większe.

Podobnego zdania jest mec. Robert Nogacki, który też reprezentuje część pokrzywdzonych. – – mówi.

Jednak prokurator Ślepokura przypomina, że sąd nie jest związany kwalifikacją prawną przyjętą przez prokuraturę. –– wyjaśnia rzecznik prasowy warszawskiej prokuratury. – – urywa mecenas Nogacki.

Pokrzywdzeni przez WGI czekali na proces ponad siedem lat, bo tak się przedłużyło śledztwo. Dlaczego musiało to aż tak długo trwać? – – mówi mecenas Krzciuk. I przypomina, że śledczy powołali na świadka biegłego, który wcześniej bardzo długo przygotowywał opinię w tej sprawie. W efekcie miesiące jego pracy nad ekspertyzą poszły na marne, bo biegły nie może występować w sprawie w dwóch różnych rolach. Konieczne było powołanie drugiego specjalisty, który wykonał kolejną ekspertyzę. –– uważa Hubert Krzciuk. A czas w tej sprawie jest bardzo ważny, bo ulegnie ona przedawnieniu za dwa lata. Jeszcze ostrzej wyraża się na ten temat Robert Nogacki. – – twierdzi.

Nieco inaczej widzi te kwestie prokurator Jacek Skała ze Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP. –– podsumowuje. – – odpowiada mecenas Krzciuk.

A można szybciej

W tę sprawę była zaangażowana też Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, jednak – zdaniem mecenasa Roberta Nogackiego – z mizernym skutkiem. – – deklaruje. Agencja w jego opinii zredukowała swoją rolę do spisania zeznań ok. 1,2 tys. pokrzywdzonych. – – dodaje.

Niezależnie od błędów proceduralnych problemem jest tu również przygotowanie merytoryczne śledczych, którzy pracują nad tego rodzaju sprawami. Krótko mówiąc, w prokuraturze są potrzebne osoby, które znają się na rynku kapitałowym. Na szczęście świadomość tego jest coraz większa. – – wnioskuje mecenas Krzciuk.

Dowodem, że da się inaczej, jest choćby słynna sprawa Bernarda Madoffa, amerykańskiego finansisty, który za bardzo podobne przestępstwa został w Stanach Zjednoczonych skazany na karę 150 lat więzienia w ciągu zaledwie pół roku od zatrzymania. – – przypomina Hubert Krzciuk.

– J– dodaje Nogacki. Choć nie wyjaśniono tam wszystkich ważnych wątków, w stosunkowo krótkim czasie udało się przesłuchać dużą liczbę poszkodowanych, odtworzyć finansowy model działania firmy i postawić zarzuty. Mecenas Krzciuk przypomina, że sprawa Interbrok Investment toczyła się w ramach takiej samej procedury karnej jak obecnie WGI. – – dodaje prawnik.

– mówi pani Monika, dla której zasiadający dziś na ławie oskarżonych to zwykli oszuści. – pyta oburzona

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj