Obecnie nie przewidujemy zwiększenia pomocy publicznej dla spółki. Jej zadaniem jest koncentracja na restrukturyzacji i oszczędnościach – komentuje Katarzyna Kozłowska, rzecznik prasowy Ministerstwa Skarbu Państwa.

Jednak w tej sprawie kluczowe jest słowo obecnie. Resort najprawdopodobniej nie wie jeszcze, że strata linii za zeszły rok jest wyższa, niż dotąd podawała firma. Według naszych ustaleń jest to nie 157,1 mln zł, lecz grubo ponad 200 mln zł, a być może nawet blisko 300 mln zł. Tymczasem w kasie LOT-u zostało już niewiele po ratunkowym przelewie z grudnia 2012 r., kiedy to rząd pożyczył linii 400 mln zł. Do dyspozycji zarządu jest już tylko ok. 60 mln zł.

Jeżeli MSP i LOT przekonają Komisję Europejską, że pomoc nie pójdzie na marne, a linia przeżyje i będzie w stanie sama działać na rynku, to niewykluczone, że pieniądze będzie można zwrócić w późniejszym czasie. W przeciwnym razie trzeba będzie oddać pieniądze natychmiast. A to oznacza murowane bankructwo.

Rafał Baniak, wiceminister skarbu, nie kryje, że zarząd musi jeszcze sporo popracować nad planem naprawczym, którego pierwsza wersja trafiła do jego resortu 20 marca. Czasu na nowe pomysły linia ma jednak niewiele. Dokument w Brukseli ma być już 20 czerwca. Dlatego 25 kwietnia zbiera się rada nadzorcza spółki, na której zarząd ma przedstawić nową wersję planu. Na razie spółka nie chce nawet komentować, co zawiera poprzedni dokument i co w nim nie znalazło uznania w MSP. Ustaliliśmy, że oprócz wskazań dotyczących zwolnień pracowników innych rozwiązań było tam niewiele.

Nie było tam konkretnej propozycji dotyczącej siatki połączeń ani propozycji cięć we flocie. Napisano kilka wariantów, z których żadnego nie wskazano jako sugerowanego rozwiązania – zdradza osoba zbliżona do spółki. Tymczasem wcześniej i firma, i MSP nieoficjalnie dawały do zrozumienia, że w grę wchodzą redukcje połączeń i liczby samolotów nawet o jedną trzecią.

Nasz informator twierdzi, że w dokumencie są opisane trzy możliwe warianty rozwiązania sprawy LOT-u: upadłość linii, prywatyzacja i utrzymanie spółki pod kontrolą państwowych firm i dalsze subsydiowanie przez budżet.

Według informatora "DGP" to ten trzeci wariant był ostatnio w orbicie zainteresowania MSP, które zdaje sobie sprawę, że sprywatyzowanie z prawdziwego zdarzenia poprzez inwestora branżowego czy finansowego jest na razie niemożliwe. Po Grzegorzu Dziku, Janie Kulczyku, Zbigniewie Niemczyckim legła właśnie w gruzach kandydatura kolejnego inwestora wymienianego wśród zainteresowanych przejęciem LOT-u. Zbigniew Jakubas, szef Multico, jeden z najbogatszych Polaków, mówi: – W biznesie nigdy nie można mówić nigdy, ale przykro mi, obecnie nie interesuję się zakupem LOT-u. Ta spółka ma przed sobą do wykonania dużo pracy restrukturyzacyjnej. Jeżeli jej się uda, to może zainteresuje kiedyś kapitał – powiedział "DGP" Zbigniew Jakubas.