W gronie potencjalnych kupców, jak wynika z ustaleń DGP, są fundusz Lotus, nadzorowany przez Agencję Rozwoju Przemysłu, i KGHM. Pojawiły się też informacje, że może dołączyć do nich Grupa Azoty. Wykorzystanie tej spółki miałoby nie tylko pomóc w ratowaniu LOT, lecz także ułatwić obronę polskiej chemii przed Rosjanami. – tłumaczy DGP osoba dobrze zorientowana w branży chemicznej.
Katarzyna Kozłowska, rzeczniczka prasowa Ministerstwa Skarbu Państwa, w odpowiedzi na nasze pytania w tej sprawie napisała, że resort „nie ma wiedzy, jakoby wymienione spółki chciały nabyć akcje LOT”. Zapewniła, że ministerstwo poszukuje dla LOT inwestora branżowego, choć nie wyklucza sięgnięcia po inwestora finansowego. Jednak mimo pytań nie zaprzeczyła, że takim inwestorem mógłby być podmiot państwowy.
Na dodatek rzeczniczka MSP przypomniała rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady, według którego co najmniej 50 proc. udziałów w liniach lotniczych z krajów Unii Europejskiej muszą mieć państwa członkowskie albo obywatele państw członkowskich, aby zachowały one status przewoźnika wspólnotowego.
Dla MSP to poważny problem, bo ten przepis zawęża wybór inwestorów do podmiotów europejskich. W grę także mogłyby wchodzić polskie podmioty prywatne, jednak biznesmeni mający odpowiednie środki nie garną się do zakupu przewoźnika borykającego się z potężnymi stratami. W rezultacie pozostają duże, kontrolowane przez Skarb Państwa firmy.
Mimo to suchej nitki na pomyśle z państwowym inwestorem nie zostawiają eksperci. Janusz Wiśniewski, były członek zarządu Zakładów Azotowych w Tarnowie, mówi wprost: pomysł jest absurdalny. – podkreśla Janusz Wiśniewski.
– mówi Zbigniew Sałek, wiceszef Międzynarodowego Stowarzyszenia Menedżerów Lotnisk.
Pomysły krytykują także związki zawodowe działające w LOT. – mówi Stefan Malczewski, szef „Solidarności” w LOT. Plan naprawczy LOT, który zakłada zredukowanie przedsiębiorstwa o jedną trzecią, ma trafić do Brukseli do 20 czerwca. W razie wątpliwości Komisji firma będzie musiała zwrócić pożyczone od MSP miliony, a sama ogłosić bankructwo.
– uważa prof. Włodzimierz Rydzkowski z Uniwersytetu Gdańskiego.