Dziennik Gazeta Prawana logo

Pomocna dłoń niewidzialnej ręki

7 kwietnia 2013, 17:06
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
Kasa Stefczyka - jeden z oddziałów SKOK
Kasa Stefczyka - jeden z oddziałów SKOK/Newspix
O spółdzielczości najczęściej słychać przy okazji afer w spółdzielniach mieszkaniowych. Wbrew pozorom jednak ta gałąź gospodarki ma się w Polsce nieźle. A będzie jeszcze lepiej, bo na spółdzielnię można dostać spore unijne pieniądze.

9 tys. spółdzielni, 8 mln członków i 65 mld zł przychodów rocznie. Tak wygląda polska spółdzielczość w liczbach zawartych w uchwale Polskiego Kongresu Spółdzielczości z końca ubiegłego roku. Jednak dane te mogą nieco mylić. Większość spółdzielców (ponad 4,2 mln) to członkowie spółdzielni mieszkaniowych, reliktu PRL kojarzonego głównie z nieprawidłowościami. Przykładem jest choćby działalność prezesa jednej z SM w Warszawie o przydomku „Słońce Natolina”, którego po odwołaniu ze stanowiska z gabinetu musiała wyprowadzać policja, bo trzymał się stołka w sensie dosłownym. Albo afera korupcyjna w olsztyńskiej spółdzielni „Pojezierze”, dzięki której karierę polityczną rozpoczęła posłanka PO Lidia Staroń. Jednak takich przypadków będzie coraz mniej. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, liczba mieszkań zarządzanych przez spółdzielnie spada i wynosi obecnie ok. 2 mln, a więc ponad 0,5 mln mniej niż jeszcze dwa lata temu.

Jednak nawet jeśli zostawimy na boku spółdzielnie mieszkaniowe, to i tak zostaje jeszcze liczba prawie 4 mln członków, a to robi wrażenie. Więcej niż co dziesiąty Polak jest spółdzielcą, i to licząc noworodki! Drugą najliczniejszą grupą są zrzeszeni w spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych, zwanych popularnie SKOK-ami. Jest ich w sumie ponad 2,2 mln. To nie powinno dziwić, bo tradycje tego typu bankowości są na polskich ziemiach długie. Pierwszą wiejską spółdzielnię oszczędnościowo-pożyczkową założył w 1889 r. Franciszek Stefczyk w Czernichowie koło Krakowa. Co ciekawe, wzorował się na austriackim działaczu społecznym Friedrichu Wilhelmie Raiffeisenie. To właśnie z części kas zakładanych przez niego wyrósł dzisiejszy gigant bankowy Raiffeisen.

Czym się dziś różnią SKOK-i od banków? – – mówi profesor Krzysztof Opolski z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. –– dodaje ekonomista. Wbrew pozorom aktywa kas nie są małe i wynoszą obecnie ponad 15 mld zł. Choć oczywiście w porównaniu z klasycznym sektorem bankowym wypada to dosyć blado: największy polski bank PKO BP ma aktywa o wartości ok. 200 mld zł.

Spółdzielnie bardziej odporne na kryzys

Jeśli spojrzeć na zasady ruchu spółdzielczego, to wydają się one zbiorem wytycznych, którymi powinien kierować się każdy przedsiębiorca. Sformułowali je tkacze z Rochdale w Anglii, kiedy to w 1844 r. powołali pierwszą na świecie Spółdzielnię Sprawiedliwych Pionierów. Głównym celem działania takiej kooperatywy nie jest zysk, ale dobro spółdzielców. Jak głosi jedna z zasad, . Zasady te można znaleźć na stronie Krajowej Rady Spółdzielczej, organu, który z mocy ustawy ma spółdzielnie w Polsce w pewien sposób nadzorować.

Korzenie ruchu spółdzielczego są w Polsce złożone. – a – opowiada historyk spółdzielczości dr Adam Piechowski. Warto podkreślić, że przed odzyskaniem niepodległości w 1918 r. spółdzielcy często byli zaangażowani w działalność narodowo-wyzwoleńczą.

Ze wspominanej wyżej uchwały Polskiego Kongresu Spółdzielczości dowiemy się,. Tyle teoria. Zobaczmy, jak to wygląda w praktyce.

Pomysł to podstawa

Spółdzielczość w Polsce to 15 różnych branż. Oprócz wspomnianych, zdecydowanie największych w tym gronie kas oszczędnościowych i spółdzielni mieszkaniowych, funkcjonują jeszcze zrzeszenia mleczarskie (jest ich coraz mniej z powodu konsolidacji na rynku, ale zazwyczaj działają prężnie i są prowadzone na wzór nowoczesnych przedsiębiorstw), rzemieślnicze (cepelie), spółdzielnie pracy (bywają przekształcane w spółki) czy pszczelarskie (też jest ich coraz mniej, ale tu przyczyny są złożone, a ich członkowie są już bardzo wiekowi). Osobna branża to spółdzielnie inwalidzkie. Specjalizują się one zazwyczaj w produkcji bardzo niszowych produktów (np. odzieży dla strażaków), ale ich liczba także z roku na rok maleje.

– mówi Małgorzata Ołdak, doktor w Instytucie Polityki Społecznej na UW. By założyć spółdzielnię socjalną, jeszcze do niedawna trzeba było po prostu pięciu osób bezrobotnych. Jeśli zebrało się taką grupę, to można było liczyć na unijne i państwowe dofinansowanie z urzędu pracy (kilkanaście tysięcy złotych na głowę). – T – ocenia pracownik urzędu pracy jednego z miast wojewódzkich. – – dodaje.

Dziś takich spółdzielni w Polsce jest ponad 600. Nowe powstają w szybkim tempie, bo łatwo dostać na nie dofinansowanie. Zdarza się, że organizacje pozarządowe tworzą projekt, w którym planują, że założą np. osiem spółdzielni socjalnych. I potem wszelkimi sposobami muszą go zrealizować. – – prognozuje nasz rozmówca.

Problem w tym, że nikt dokładnie nie wie, ile z tych spółdzielni funkcjonuje faktycznie, a ile tylko na papierze. Na pewno kilkanaście tysięcy złotych jest pokusą, szczególnie dla osób, których sytuacja życiowa nie jest najlepsza. – – potwierdza dr Małgorzata Ołdak i dodaje, że więcej informacji na ten temat powinniśmy poznać pod koniec roku, po zakończeniu kolejnych badań.

Jedną ze spółdzielni socjalnych, która już trzeci rok z powodzeniem radzi sobie na trudnym rynku edukacyjno-wychowawczym, jest Signum z Golubia-Dobrzynia w województwie kujawsko-pomorskim. Założyło ją pięć kobiet, które stworzyły punkt przedszkolny. – – odpowiada prezes Justyna Majewska. – – potwierdza słowa pracownika z urzędu pracy.

Kooperatywy zupełnie oddolne

Inną formą spółdzielczą, która prężnie się rozwija, są grupy producentów rolnych. W 2011 r. na ponad 220 powstałych GPR ponad 60 utworzonych zostało w formie spółdzielni. W pierwszym półroczu 2012 r. na 93 grupy było 41 spółdzielni. Do tworzenia takich inicjatyw zachęca także system dotacji. Jest to działanie zdecydowanie w interesie rolników – jak wiadomo, większy gracz ma większą siłę przebicia. I tak negocjując ceny nawozów czy sprzedaży swoich produktów do dużych odbiorców, grupa może uzyskać lepsze warunki finansowe niż indywidualny dostawca. Ale także tu dochodzi czasem do wypaczeń związanych z szerokim strumieniem unijnych pieniędzy. I tak np. Stowarzyszenie Przetwórców Owoców i Warzyw protestuje przeciwko temu, że grupy producenckie dostają tak duże dotacje (75 proc. wartości inwestycji), że opłaca im się wytwarzać mrożonki po dużo niższych cenach, niż czynią to ci, którzy zainwestowali własne pieniądze. A więc przez to, że grupy producentów (których duża część jest spółdzielniami) dostają unijne dotacje, inni na rynku ponoszą straty.

Oddolnie, bez dotacji powstają zaś kooperatywy społeczne. Tworzone są w dużych miastach (np. Poznaniu, Łodzi, Warszawie, Szczecinie czy Lublinie). Jak to działa? Kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt osób umawia się na to, że wspólnie robi zakupy. Co jakiś czas kooperanci tworzą listę zakupów, jeden z nich jedzie na giełdę warzywną, tam kupuje towary, a później w określonym punkcie i czasie reszta członków grupy je odbiera. Wychodzi taniej, jedzenie jest lepszej jakości, a pośrednik w postaci warzywniaka czy supermarketu zostaje wyeliminowany. Członkami takich kooperatyw są zazwyczaj młodzi ludzie kojarzeni z ideami socjalistycznymi czy anarchistycznymi (spółdzielnie często i mocno krytykują kapitalizm). W pewnym sensie jest to powrót do korzeni ideowych spółdzielni. Tym bardziej wartościowy, że nieinspirowany unijnymi dotacjami.

Czy idea spółdzielczości znów będzie przeżywać renesans? Nie jest to wykluczone. Na pewno swój udział będą w tym mieli urzędnicy z Brukseli. – – mówi Małgorzata Ołdak.

– mówi Adam Piechowski z Krajowej Rady Spółdzielczej.

Warto zadać pytanie, czego od spółdzielców mogą się nauczyć tradycyjni przedsiębiorcy. Gdy ma się w pamięci premie dla prezesów upadających banków, więcej demokracji w zarządzaniu przedsiębiorstwami nie wydaje się złym pomysłem. Ale wygląda na to, że działanie nie dla zysku, ale dla dobra wspólnego, wciąż pozostanie zajęciem nielicznych.

Nowe spółdzielnie powstają w szybkim tempie, bo łatwo dostać na nie dofinansowanie. Zdarza się, że organizacje pozarządowe tworzą projekt, w którym planują, że założą np. osiem spółdzielni socjalnych. Potem muszą go zrealizować

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj