Szczecin – plan uzbrojenia terenów tuż przy granicy niemieckiej pod specjalną strefę ekonomiczną i misja gospodarcza do Bawarii. Gubin – promocja miasta w lożach stadionów 2. Bundesligi, które chętnie odwiedzają niemieccy biznesmeni. Słubice – budowa polsko-niemieckiego przedszkola, które ma zachęcić inwestorów do osiedlania się na stałe.

Takie inicjatywy na naszej ścianie zachodniej będą coraz częstsze. Zainteresowanie Niemców polskimi przygranicznymi gminami i działającymi tam firmami rośnie. Bo landy dawnej NRD pogrążają się w kryzysie. Jeszcze pod koniec września tamtejsze media alarmowały, że PKB na mieszkańca we wschodnich landach wynosi zaledwie 71 proc. poziomu w zachodnich. Do tego w ostatnich sześciu latach liczba zatrudnionych na wschodzie spadła o 3,6 proc., podczas gdy na zachodzie wzrosła o 6 proc.

Recesja za Odrą to szansa dla polskich gmin i miast. Kuszą sąsiadów niższymi kosztami pracy i dogodną lokalizacją. W Szczecinie i okolicach na stałe pracuje ponad 3 tys. Niemców. Jeśli wliczyć w to gastarbeiterów, będzie ich znacznie więcej. – Koszt wynajmu biura i korzystania z wykwalifikowanej kadry jest u nas o połowę mniejszy niż w Niemczech – twierdzi Dariusz Wąs, wiceprezydent Szczecina. Dlatego od 3–4 lat coraz bardziej widoczne jest, że to firmy z Polski zatrudniają Niemców, a nie na odwrót. Albo że firmy niemieckie decydują się na zakładanie u nas swoich siedzib. Jako przykład podaje Metro Services, niemieckie centrum księgowości, które od roku ma swój oddział w Szczecinie.

Miasto chce podtrzymać nowy trend. Uzbrajamy 70 hektarów tuż przy granicy pod specjalną strefę ekonomiczną. Ruszy w 2014 roku – zapowiada Dariusz Wąs.

W pobliskim Stargardzie Szczecińskim niemiecka Grupa Tognum uruchomi w przyszłym roku fabrykę silników Diesla i laboratorium badawczo-rozwojowe. Inwestycja warta jest 90 mln, a zatrudnienie ma w niej znaleźć ponad 200 osób. O takiej lokalizacji zdecydowały niższe koszty działalności.

Profity z niemieckiej recesji czerpią też mniejsze miejscowości, np. Gubin. Powstało u nas sporo stacji benzynowych, głównie po to, by obsługiwać Niemców – twierdzi burmistrz miasta Bartosz Bartczak. Jeden z Niemców zamieszkał u nas i otworzył spory biznes kamieniarski – opowiada burmistrz. Niewykluczone, że w Gubinie zainwestuje firma Sitech, spółka córka Volkswagena. Takie plany już były wcześniej, jednak niewiele z nich wyszło. Teraz do nich powrócono – rozmowy mają zostać wznowione w styczniu. Być może będzie łatwiej, gdy urzędnicy zaczną promować miasto podczas meczów piłkarskich 2. Bundesligi.

Na zaciskaniu przez Niemców pasa korzystają też przedsiębiorcy. Andrzej Iwanicki z Gubina, właściciel firmy produkującej meble tapicerowane, zatrudniającej 600 osób: Niemal wszystkie meble eksportujemy do Niemiec, obsługujemy 94 tamtejsze sklepy. Co prawda surowce potrzebne do produkcji są w zbliżonych cenach, ale u nas siła robocza jest czterokrotnie tańsza niż u zachodnich sąsiadów. Dzięki temu wyparliśmy z tamtego rynku Włochów.

We wrześniu własny park dla inwestorów, będący częścią kostrzyńsko-słubickiej strefy ekonomicznej, otworzyło Gryfino. Samorząd liczy, że zaczną spływać tam inwestorzy, także niemieccy.

Inną strategię wybrały Słubice. Tam za 5,4 mln zł budowane jest przedszkole, do którego mają chodzić polskie i niemieckie dzieci. Jak mówi burmistrz Tomasz Ciszewicz, placówki to wyraz dbałości o dobre stosunki z sąsiadami z Niemiec. A może raczej o ich pieniądze. Póki tam jeszcze są.