Dziennik Gazeta Prawana logo

Ostra krytyka polskiej gospodarki: Jako kraj zwijamy się

24 września 2012, 19:56
Ten tekst przeczytasz w 14 minut
Część ekonomistów, biorących udział w debacie PiS, ostro krytykuje to, co działo i dzieje się z polską gospodarką. Zdaniem byłego wiceministra finansów, dr. Cezarego Mecha, kraj "zwija się", demografia ostro się pogarsza, a to sprawia, że w przyszłości nie będzie miał kto tworzyć wzrostu gospodarczego.

Ekonomistka, prof. Grażyna Ancyparowicz uważa, że zamiast budowy w Polsce społecznej gospodarki rynkowej mamy gospodarkę neoliberalną. Jak oceniła podczas poniedziałkowej debaty ekonomicznej zorganizowanej przez PiS, w Polsce praktycznie zlikwidowano przemysł. Jak oceniła Ancyparowicz, polska gospodarka po 1989 r. miała być społeczną gospodarką rynkową, jednak tak się nie stało - jest gospodarką neoliberalną. - zaznaczyła Ancyparowicz.

Według niej, początkowo udział państwa w gospodarce był bardzo wysoki: 50-60 proc., później spadł do niecałych 12 proc. - ironizowała ekonomistka. Czynniki, które - zdaniem prof. Ancyparowicz - generowały w Polsce, z punktu widzenia statystyki, wzrost gospodarczy, to bardzo silna dewaluacja złotego oraz .

Wiceminister finansów w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza dr Cezary Mech podniósł z kolei kwestię niskiego przyrostu naturalnego w Polsce. Jak powiedział, Polska jako kraj . - przestrzegał.

Dyskusja w znacznej części skupiła się wokół problemu podatków. Eksperci wyliczali, jaką część dochodów stanowią poszczególne podatki. Robert Gwiazdowski zwrócił jednak uwagę na jeszcze inną rzecz: skomplikowanie przepisów podatkowych. Zacytował dwa artykuły przepisów przejściowych, pełne odnośników do innych zapisów prawnych, punktów i paragrafów, budząc przy tym uśmiech zgromadzonych. I na koniec zapytał Jarosława Kaczyńskiego: Czy pan prezes zrozumiał?

Szef PiS jednak stwierdził, że jako prawnik ma świadomość, iż przepisy przejściowe są najbardziej skomplikowane. Stwierdził, że w wypowiedzi Gwiazdowskiego usłyszał nutę demagogii, zaapelował też, by zrezygnować z tej formy dyskursu. Podsumował również, że nie wymagałby od wyborców, by rozumieli przejściowe przepisy podatkowe, ponieważ tę dziedzinę życia, jak np. skomplikowane zagadnienia medyczne, należy zostawić specjalistom.

Na to Gwiazdowski odpowiedział, że w Polsce działa dwa miliony drobnych przedsiębiorców. Jeśli doliczyć do nich ich rodziny, będzie to kilka milionów wyborców.- przekonywał.

Z kolei wiceprezes PiS, Beata Szydło twierdziła, że system podatków dochodowych jest w katastrofalnym stanie Jak mówiła Szydło, podwyżka podatku VAT nie poprawiła sytuacji finansów publicznych, a jedynie ograniczyła konsumpcję, co z kolei oznacza kłopoty dla przedsiębiorców. Jak dodała, zasadniczą kwestią jest proponowane przez PiS ukierunkowanie systemu na promocję działań proinwestycyjnych. Podkreśliła, że materia jest obszerna, skomplikowana i niejednoznaczna, dlatego PiS jest otwarte na dyskusję i wskazywanie jeszcze lepszych rozwiązań.

Zdaniem społecznego doradcy prezydenta, prof. Jerzego Osiatyńskiego w systemie podatkowym sprawą krytyczną są definicje kosztów i przychodów. Jak dodał Osiatyński, w propozycjach PiS nie ma żadnej, nawet drobnej rewolucji w tej kwestii. " - mówił.

Prof. Stanisław Gomułka wskazywał, że zgodnie z wyliczeniami PiS, zgłoszone przez tę partię propozycje generują wzrost przychodów, rzędu 11 mld zł. Postulował więc wskazanie, ile da w systemie, o której mówi PiS. Szydło odparła, że wzrost przychodów rzędu 11 mld zł powinien nastąpić tylko w pierwszym roku działania nowego systemu podatków CIT i VAT oraz po wprowadzeniu takich zmian jak podatek bankowy i od hipermarketów. Zakładamy, że w kolejnych latach część dochodowa będzie sukcesywnie się powiększała - tłumaczyła Szydło. W opinii członka Rady Polityki Pieniężnej prof. Andrzeja Kazimierczaka, należałoby się natomiast zastanowić, czy postawiona przez PiS - na podstawie struktury dochodów z podatków - zdecydowana teza, że firmy unikają opodatkowania nie jest błędna.

Ekonomiści wskazywali też na zagrożenia dla polskiej gospodarki Zdaniem kilku z nich, zbliża się kryzys, a w walce z nim nie pomogą socjalistyczne recepty płynące z Unii Europejskij.  Członek Rady Polityki Pieniężnej Adam Glapiński zwrócił uwagę podczas poniedziałkowej debaty ekonomicznej organizowanej przez PiS, że mówiąc o osiągnięciach ostatnich 20 lat trzeba brać pod uwagę pomoc z UE. - podkreślił.

- przekonywał Glapiński. Jak ocenił, w ostatnim dwudziestoleciu nie nastąpił w Polsce żaden cud, a przywrócenie normalności, . Wśród głównych zagrożeń dla Polski Glapiński wymienił: depopulację w długim okresie czasu, katastrofę finansową - jak to określił - "eurogedon" oraz socjalizm europejski, czyli na przykład krępowanie biurokratyczne naturalnej dynamiki społecznej. Za bolączkę gospodarki uznał to, że Polska nie rozwija się w tych sektorach, które mają przyszłość, ale w takich, które umieszczają nas w .

Stało się tak, jak tłumaczył, dlatego że w czasie, gdy państwa Europy zachodniej przesuwały ciężar gospodarczy do sektorów , u nas nastąpiła specjalizacja . Przyznał, że zmniejszanie deficytu budżetowego jest potrzebne, ale nie powinno to dotyczyć nakładów na edukację czy politykę rodzinną.

Prof. Elżbieta Mączyńska oceniła w swoim wystąpieniu, że mamy bezrobocie, które nakręca złą sytuację demograficzną, co przekłada się na fatalną sytuację finansów publicznych. - powiedziała.

Przyszłości w różowych barwach nie widzi też główny ekonomista SKOK Janusz Szewczak. - powiedział. Jego zdaniem Polacy, jako naród, nie posiadają żadnego wartościowego majątku. - powiedział. Szewczak uważa, że pierwszą rzeczą, jaką powinien podjąć przyszły rząd, jest .

Zgodził się z opinią, że zmniejszyliśmy dystans do bogatych krajów, ale jeśli chodzi o zakup samochodów Ferrari i Bentley, a nie kwestie dotyczące rodziny, opodatkowania, czy inwestycji. - ocenił Szewczak.

Z kolei główny ekonomista Internetowego Domu Maklerskiego Marek Zuber opowiedział się podczas poniedziałkowej debaty ekonomicznej zorganizowanej przez PiS za podjęciem prac nad zupełnie nowymi ustawami podatkowymi. W obecnych - jego zdaniem - trudno połapać się nawet ekspertom. 

- podkreślił Zuber. Odniósł się też do propozycji podatkowych PiS - wprowadzenia podatku bankowego i podatku od sieci handlowych. - przekonywał ekonomista.

Z kolei prof. dr hab. Andrzej Kaźmierczak z Rady Polityki Pieniężnej uważa, że jeśli propozycja PiS dotycząca wprowadzenia podatków bankowego i od sprzedaży detalicznej miałaby zmniejszyć deficyt budżetowy, to należy te podatki wprowadzić. - powiedział Kaźmierczak podczas debaty ekonomicznej zorganizowanej w poniedziałek przez PiS.

Jak zauważył, - powiedział. Jako przykład podał wprowadzenie przez rząd podatku od zasobów naturalnych. - powiedział.

W ocenie Kaźmierczaka w programie PiS przedstawiono szereg istotnych kwestii organizacyjnych, a wybijają się dwie z nich: zmiana systemu emerytalnego i zmiana systemu finansowania służby zdrowia. - powiedział. Dodał, że nadmierne zmiany organizacyjne źle się kojarzą wyborcom i głównie z bałaganem. W kwestii bezrobocia - zdaniem Kaźmierczaka - należy zmierzać w kierunku uelastycznienia rynku pracy. - uznał.

Według ekonomisty Jacka Wróbla podatkiem podstawowym powinien być podatek transakcyjny tzn. od zrealizowanej, domkniętej transakcji. - mówił. - powiedział. W jego ocenie i spowoduje, że będzie on bardzo prosty. - zaznaczył.

O to, aby przy wszelkich propozycjach reformowania podatków brać pod uwagę kwestię finansów samorządów, zaapelował Jerzy Kropiwnicki podczas zorganizowanej przez PiS debaty ekonomistów. Według niego potrzeba też rozmowy o strukturze własności banków w Polsce. - powiedział Kropiwnicki, obecnie doradca prezesa NBP Marka Belki.

Ekonomista zwrócił uwagę, że bardzo chętnie dokonuje się reform w podatku dochodowym, nie patrząc, w jaki sposób wpłynie to na politykę samorządów. - powiedział Kropiwnicki, który był prezydentem Łodzi. Zasugerował także, by do rozmowy o stanie Polski i potencjalnych zagrożeniach włączyć rozważanie dotyczące struktury własności polskich banków. - mówił ekspert.

Jego zdaniem, . Ocenił też, że propozycja gospodarcza przedstawiona przez PiS, choć jest - zauważył. Jak mówił, w publikacjach - powiedział Kropiwnicki.

Polski nie stać na OFE; system ten jest też niezwykle niesprawiedliwy dla emerytów - uważa prof. Leokadia Oręziak. OFE nic nie zapewniają, a powodują wzrost kosztów oprocentowania polskiego długu - argumentowała podczas debaty ekonomicznej zorganizowanej przez PiS. - powiedziała Oręziak.

Jak podkreśliła, OFE powodują wzrost kosztów oprocentowania długu publicznego, który rujnuje Polskę. - powiedziała Oręziak. Jej zdaniem nie zdobędziemy środków na realizowanie słusznych społecznie celów, póki będziemy "dźwigać głaz" w postaci kosztów obsługi długu publicznego, który w niedługim czasie przekroczy 300 mld zł. - dodała Oręziak.

- konkludowała Oręziak. Dodała, że brutalny charakter OFE polega na tym, że uzależnia dochody na emeryturze od rynku finansowego, co jest - jej zdaniem - wybitnie niesprawiedliwe.

W podsumowaniu debaty Jarosław Kaczyński użył dość ciekawego sformułowania. Oceniając list profesora Stanisława Gomułki zarzucił ekonomiście "dyskretny multazjanizm". Nie wyjaśnił jednak, o co chodziło, a internet już żyje złośliwymi komentarzami słów prezesa PiS.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl/PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj