Dziennik.pl logo

Oto polska odpowiedź na kryzys. Tego nikt się nie spodziewał

12 grudnia 2011, 07:38
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Oto polska odpowiedź na kryzys. Tego nikt się nie spodziewał
Shutterstock
Słaby złoty stał się szansą dla rodzimych producentów na zdobycie nowych klientów. Importowane produkty podrożały ostatnio o blisko 10 proc. i konsumenci szukają ich polskich odpowiedników. A te nie ustępują im jakością.

Wysoki kurs euro spowodował, że sprowadzane z zagranicy kawa, słodycze, sery czy przetwory od początku roku zdrożały średnio o 10 proc. Taka sytuacja stała się szansą dla krajowych wytwórców, którzy oferują atrakcyjniejsze ceny. Ich towary są często tańsze od zagranicznych nawet o ponad połowę.

– Bezspornie widać trend w kierunku produktów tańszych i dotyczy to wszystkich grup asortymentowych – potwierdza Marek Romanowski, prezes spółki Bomi.

Potwierdzają to też inne sieci, w tym m.in. Piotr i Paweł czy Tesco. Co więcej, w sieciach udział produktów z Polski stanowi już niekiedy ponad 95 proc. Jeszcze kilka lat temu było to 80 proc.

– Klienci zwracają coraz większą uwagę na cenę. Dlatego staramy się zapewnić im tańsze odpowiedniki towarów zagranicznych – zaznacza Michał Sikora z Tesco Polska.

Jak wynika z danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, największe spadki importu dotyczą owoców i warzyw. W pierwszej połowie roku import pomidorów zmniejszył się z 79 mln euro do 76 mln euro, ogórków z 19,3 mln euro do 17,4 mln euro, papryki z 37,5 mln euro do 35,9 mln euro. Zmalała też wartość sprowadzanych z zagranicy cytrusów. Import pomarańczy zmniejszył się ze 150,9 mln euro do 137,7 mln euro. Z półek znikają też zagraniczne makarony, sery czy napoje i woda mineralna.

Zastępowanie przez sklepy produktów importowanych towarami krajowego pochodzenia jest o tyle proste, że te ostatnie cechują się niekiedy wyższą jakością niż ich zagraniczne odpowiedniki. To efekt wielomiliardowych inwestycji, jakie poczynili w ostatnich latach krajowi producenci w swoje fabryki. Przykładem jest Mlekovita, która może pochwalić się największą na świecie fabryką konfekcjonowania sera, w którą zainwestowała od ubiegłego roku 54 mln zł. Dziennie wytwarza 240 ton sera.

– Polskie sery nie mają w tej chwili konkurenta w Europie. Przekonali się o tym Rosjanie, a teraz przerzucają się na nie rodzimi konsumenci. Wpływa na to przede wszystkim bardzo wysokiej jakości surowiec – zaznacza Dariusz Sierpiński, prezes SM Mlekovita, której sprzedaż zwiększyła się w tym roku o blisko 5 – 7 proc.

Jakością nie ustępują także polskie wędliny. Nic nie zastąpi co prawda szynki parmeńskiej, ale na rynku widoczne jest utrwalanie się polskich marek – np. Krakus, Morliny, Sokołów czy Olewnik. – Ich wyroby są coraz bardziej ekskluzywne – mówi Andrzej Pawelczak z grupy Animex.

Kolejnym przykładem są makarony – za kiligram włoskiego trzeba zapłacić 20 – 30 zł, za polski wysokiej jakości 8 – 15 zł. Krajowi producenci makaronów byli w stanie podjąć rywalizację, gdy ruszyli z produkcją wyrobów z mąki powstającej z pszenicy twardej.

– To przekonało sieci, by nie inwestować w makaron zagranicznego pochodzenia. Jego ilość jest ograniczana od lat. W tej chwili udział makaronów włoskich w rynku szacowany jest na blisko 4 proc. – zauważa Grzegorz Polak, prezes Pol-Mak.

Na niższą cenę rodzimych wyrobów wpływa również krótsza droga dostawy, która coraz bardziej decyduje o końcowej wartości produktu w związku z wysokimi kosztami paliw.

W najbliższym czasie polskie towary będą jeszcze mocniej wypierać zagraniczne, ponieważ kurs euro coraz bardziej zbliża się do 5 zł, a więc import stanie się jeszcze bardziej nieopłacalny. Taka sytuacja sprawi, że w najbliższej przyszłości towary importowe będziemy mogli znaleźć głównie na górnych półkach z produktami ekskluzywnymi. Oczywiście poza tymi, które są chroniona prawem – jak choćby parmezan czy feta.

Słaby złoty pomaga też eksportowi

Dzięki słabemu złotemu polskie wyroby wygrywają w starciu z zagranicznymi towarami nie tylko na krajowym, ale i światowym rynku. Zyskują oczywiście tym, że ich cena jest niższa w porównaniu z zachodnią konkurencją, a jakość równie wysoka. Doceniają to sieci handlowe, które w Polsce poszukują dostawców marek własnych. Do niedawna współpracę chciały nawiązywać wyłącznie z największymi graczami. Dziś proponują ją również małym i średnim firmom. Przykładem może być Tesco, które w listopadzie zorganizowało trzy całodniowe spotkania, podczas których prezentowana była obecna sytuacja na rynku marki własnej. Udział w nich wzięło 250 dostawców.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Warszawa 16.03.2026  Dziennikarka DGP Patrycja Otto.
Patrycja Otto

Dziennikarka od 18 lat związana z Dziennikiem Gazetą Prawną. Specjalizuje się w tematyce rynku pracy, ochrony zdrowia, a także branży spożywczej, handlowej, turystycznej, czy TSL. Laureatka w konkursie Dziennikarz Medyczny Roku 2021 oraz wyróżniona przez TLP nagrodą „Skrzydła Transportu”. Z wykształcenia prawniczka. 

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj