Polska może wziąć udział w pomocy dla Grecji – ogłosił premier Tusk. Na razie nie będzie wykładania gotówki, mamy dać gwarancje na 250 mln euro, czyli około 1 mld zł.

Służą one jako zabezpieczenie dla nowej pożyczki, którą otrzyma Grecja. Koszty jej obsługi poniosą Ateny, a Polska i inne państwa będą musiały wypłacić pieniądze, jeśli Grecja przestanie spłacać zobowiązania. Póki tak się nie stanie, udzielenie gwarancji przez nasz kraj nie będzie odczuwalne nawet w statystykach dotyczących deficytu czy długu publicznego. – Ta suma zostanie zapisana po stronie wydatków, gdy zostanie zrealizowana. Gdyby tak się stało, to są to na tyle skromne pieniądze, że nie powinniśmy robić z tego problemu. To inwestycja w bezpieczeństwo, tak jak nasza aktywność w ramach NATO – mówi „DGP” Stanisław Gomułka, ekspert BCC.

Rząd wymienia trzy powody zaangażowania Polski. Po pierwsze, chęć uniknięcia sytuacji, w której grecki kryzys rozlewa się na resztę strefy euro, co uderzyłoby i w naszą gospodarkę. Po drugie, sprawowanie prezydencji, której głównym zadaniem będzie rozbrojenie greckiej bomby. Po trzecie, rozpoczynające się negocjacje w sprawie budżetu UE na lata 2014 – 2020. W tych kwestiach trudno byłoby negocjować, gdybyśmy stali z boku. – Udział Polski w mechanizmach solidarności UE pomaga budować wizerunek kraju. I daje prawo, by samemu oczekiwać wiele od budżetu europejskiego – mówi unijny komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski.

Problem w tym, że wciąż nie wiadomo, na czym konkretnie miałby polegać drugi pakiet pomocy dla Grecji o wartości szacowanej na 60 mld euro. Niemcy chcą, by część zobowiązań wzięły na siebie banki dysponujące greckimi obligacjami. Miałyby się zgodzić na odłożenie w czasie ich zapadalności. Sprzeciwia się temu EBC, który obawia się paniki, jeśli rynki uznają, że to oznacza częściowe bankructwo Grecji.

Aby załagodzić spory, ministrowie finansów strefy euro przyjechali wczoraj do Luksemburga. Choć Angeli Merkel udało się przekonać do kompromisu prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego, opór wobec tzw. inicjatywy wiedeńskiej wciąż jest silny.