Dziennik Gazeta Prawana logo

Opcje walutowe znów wracają do łask

9 czerwca 2011, 14:03
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Opcje walutowe, które zrujnowały polskie firmy, wracają do łask. Banki znów je sprzedają, a przedsiębiorcy chętnie wykorzystują ten instrument, jako polisę na przyszłość. Obie strony zapowiadają jednak, że teraz dużo ostrożniej podpisują umowy.

– Firmy zabezpieczały się na kwoty znacznie większe, niż wynosiła ich ekspozycja walutowa – mówi Maciej Czerwiński z BRE Banku. Kiedy złoty się umacniał, zarabiały, ale kiedy wybuchł kryzys finansowy i nasza waluta gwałtownie się osłabiła, okazało się, że firmy są pod kreską na wiele milionów. Dlatego dzisiaj, kiedy do Macieja Czerwińskiego zgłaszają się przedsiębiorcy, którzy chcą korzystać z opcji walutowych, wyznacza się im górny limit transakcji.

Banki podkreślają, że uważniej przyglądają się spółkom, które chcą zawierać transakcje walutowe. – Badamy ich zdolność kredytową oraz potrzeby w zakresie zabezpieczania ryzyk rynkowych. Proces ten jest pogłębiony o test adekwatności określający wiedzę i doświadczenie klienta – dodaje Czerwiński. Teraz coraz więcej przedsiębiorców zaczyna postrzegać opcje jak rodzaj polisy.

– Opcja jest podobna do ubezpieczenia. Firma płaci składkę, a bank musi w razie żądania klienta zrealizować transakcję po ustalonym wcześniej kursie – mówi Tomasz Danelski z Deutsche Banku PBC. Jak podkreśla, opcje dają prawo, ale nie oznaczają, że przedsiębiorca, jak w przypadku kontraktu terminowego, jest zobowiązany do realizacji transakcji.

Z tego typu produktów powinni korzystać przede wszystkim importerzy lub eksporterzy, którzy w ten sposób chcą zmniejszyć ryzyko poniesienia straty, kiedy dojdzie do zmiany kursów walut. – Kiedy przedsiębiorca wysłał towar za granicę, a zapłatę w walucie obcej dostanie na przykład za miesiąc, powinien zabezpieczyć się przed niekorzystną zmianą kursu. W ten sposób zagwarantuje sobie korzystne dla siebie rozliczenie i zachowa zakładaną marżę na tym kontrakcie – mówi Tomasz Danelski.

Przedsiębiorstwa zwykle używają jednego z dwóch najprostszych instrumentów finansowych: opcji walutowej lub kontraktu terminowego zwanego też fx forward. Każdy z nich ma swoją specyfikę, zalety oraz wady, a decyzja co do wyboru sposobu zabezpieczenia jest wypadkową aktualnego kursu rynkowego, elastyczności danego instrumentu oraz jego ceny.

Fx forward to nic innego jak ustalenie w dniu transakcji pomiędzy bankiem a firmą kursu wymiany dwóch walut na wskazaną przez firmę datę w przyszłości i z góry określoną kwotę. Operacja nie jest obarczona dodatkową opłatą, co jest zaletą, a przedsiębiorstwo już w momencie zawarcia transakcji wie, po jakim kursie w przyszłości wymieni walutę, niezależnie od sytuacji na rynku.

Kurs wymiany na określoną przez przedsiębiorstwo datę w przyszłości ustala bank na podstawie aktualnej wyceny danej pary walutowej. Firma może taką transakcję zawrzeć, nie posiadając na koncie środków; musi je mieć dopiero w dniu rozliczenia transakcji.

Takie rozwiązanie ma istotną wadę. Ustalając z góry kurs, firma nie będzie mogła wymienić waluty po korzystniejszej cenie, o ile taka będzie w dniu rozliczenia transakcji terminowej. Tak więc jeśli importer zawarł z bankiem transakcję terminową fx forward z ustalonym kursem wymiany np. EUR/PLN za 1 miesiąc na poziomie 3,9500, to zabezpieczył się przed osłabieniem złotówki, ale również nie będzie mógł czerpać dodatkowych korzyści, jeśli nasza waluta wzmocni się i kurs będzie niższy od ustalonego.

Inaczej jest w przypadku zakupu opcji walutowej, która jest instrumentem bardziej elastycznym. Po pierwsze, daje prawo, a nie obowiązek, do realizacji umowy z bankiem. Można od niej odstąpić, jeśli kurs na rynku w momencie rozliczenia transakcji będzie bardziej korzystny, niż pierwotnie ustalony. Druga różnica polega na tym, że w przypadku opcji przedsiębiorca sam ustala, po jakim kursie będzie chciał kupić bądź sprzedać w ustalonym dniu waluty. Będzie musiał za to jednak, w przeciwieństwie do transakcji forward, zapłacić premię z góry.

Jeśli importer z wcześniejszego przykładu zdecydował się nie zawierać transakcji forward, a kupić zamiast tego opcję europejską call z kursem realizacji 3,9500, to wie, że wyznaczony poziom jest maksymalnym, za jaki kupi EUR/PLN za jeden miesiąc (jeśli kurs będzie wyższy niż ustalony, korzysta ze swego prawa i kupuje euro po 3,9500, jeśli niższy, to odstępuje od realizacji opcji i kupuje po bieżącym kursie rynkowym.

Za swoje prawo zapłaci jednak bankowi w momencie zawarcia transakcji w tym przypadku 1 proc. kwoty zabezpieczanej. Cena za zakup opcji uzależniona jest między innymi od czasu, na jaki ma być zawarta transakcja, kursu zabezpieczenia – czym korzystniejszy dla firmy w porównaniu do aktualnego kwotowania, tym opcja jest droższa – oraz zabezpieczanej pary walutowej. Takie same zasady obowiązują w przypadku zarówno opcji call, czyli kiedy klient chce zabezpieczyć zakup waluty, jak i opcji put, czyli w momencie kiedy ubezpiecza jej sprzedaż.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj