Dziennik Gazeta Prawana logo

Polskie sklepy padną jeden po drugim

3 lutego 2011, 07:27
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Z okazji Wielkanocy sklepy oszukują na potęgę
Z okazji Wielkanocy sklepy oszukują na potęgę/Inne
W styczniu tego roku zostało zarejestrowanych 806 nowych sklepów. Można by sądzić, że ten rok zaczął się dobrze dla sektora handlowego i bankructwa targające tą branżą zostaną wreszcie powstrzymane. Może być jednak odwrotnie, a padać będą głównie małe punkty.

W tym roku konkurencja na polskim rynku jeszcze bardziej się nasili. Zagraniczne sieci spożywcze otworzą przynajmniej tysiąc kolejnych sklepów. Największy rozwój zanotują dyskonty.

– W ciągu czterech lat liczba dyskontów wzrośnie o ponad jedną trzecią – do prawie 2,3 tys. z obecnych 1,7 tys. – mówi Anna Czulec z HBI Polska.

Natomiast wydatki Polaków w dyskontach skoczą o jedną czwartą, do ponad 20 mld zł rocznie.

Równie dynamiczne plany rozwoju mają firmy odzieżowe, te z sektora wyposażenia wnętrz oraz z elektroniką odzieżową: otworzą kolejnych 1 – 1,5 tys. placówek.

Jednak analitycy przewidują, że 80 proc. wszystkich nowych firm nie przetrwa najbliższych 12 miesięcy. A kolejne 5 proc. padnie po następnym pół roku.

– Mówiąc obrazowo: z każdego 1000 zarejestrowanych firm 800 nie przetrwa roku – zauważa Tomasz Starzyk z Dun & Bradstreet.

Anna Czulec zauważa, że największy odsetek likwidacji sklepów notuje się wśród najmniejszych podmiotów zatrudniających do 9 pracowników. – Oscyluje on w granicy 5 proc. wszystkich sklepów rocznie – dodaje.

Wielkopowierzchniowe sklepy są raczej niezagrożone: w zeszłym roku w grupie supermarketów nastąpił wzrost o10 proc., w segmencie hipermarketów o nieco ponad 6 proc. W tym roku ma być jeszcze lepiej.

Podobnie dzieje się w całej Europie, z tym że zjawisko wypadania z rynku małych sklepów jest obserwowane na największą skalę w Polsce.

– A to dlatego, że nasz rynek jest wciąż bardzo rozdrobniony – mówi Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. W Polsce udział niezależnych sklepów w sprzedaży wynosi ponad 50 proc. We Francji jest to 4 proc., a w Niemczech – 7 procent.

Ich koszty działalności są o 30 – 40proc. wyższe od tych, które mają placówki zrzeszone w sieciach, nie są w stanie negocjować korzystnych cen w hurtowniach.

Są też mniej aktywne w kwestii wdrażania programów lojalnościowych, promocji, rzadziej honorują karty kredytowe. Trudno im też wydłużać czas otwarcia, by dorównać dużym sieciom pracującym od 6.00 do 21.00.

– To często firmy rodzinne, a młode pokolenie widząc ciężką pracę rodziców rezygnuje z prowadzenia sklepu, szukając zatrudnienia w innym sektorze gospodarki – podkreśla Tomasz Starzyk.

Wiele punktów decyduje się także wejść pod skrzydła działającej już na rynku sieci albo prowadzić handel wyłącznie przez internet. W tym przypadku koszty obniżają się nawet o połowę: nie trzeba np. utrzymywać magazynu w centrum miasta, bo towar zamówiony przez klienta na ogół pobierany jest od producenta. Nie trzeba też płacić czynszu za wynajem lokalu.

Postępującą likwidację sklepów zaczną najbardziej odczuwać mieszkańcy dużych miast, zwłaszcza ci żyjący na osiedlach mieszkaniowych. Bo tu placówek ubędzie najwięcej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj