Dziennik Gazeta Prawana logo

Zima zaatakowała Polskę, Polacy - sklepy

8 grudnia 2010, 11:30
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Łopaty do odśnieżania to przeżytek - w tym roku rzuciliśmy się na spalinowe odśnieżarki. Z kolei ciepła odzież znika ze sklepów tak szybko, że fabryki nie nadążają z realizacją zamówień. Ręce zacierają również warsztaty samochodowe i serwisy pieców grzewczych.

Markety budowlane od tygodnia przeżywają oblężenie. W Leroy Merlin wartość sprzedaży łopat, soli i odśnieżarek jest o 1500 proc. wyższa niż w zeszłym roku. – W ostatnim sezonie zimowym największe opady śniegu przyszły później, stąd taki wzrost w porównywalnym okresie – mówi Anna Romaniecka-Mankiewicz, dyrektor ds. korporacji w Leroy Merlin Polska.

Ale w matematyce nic nie ginie – to, co firmy zarobią w listopadzie i grudniu dzięki nagłemu nadejściu zimy, wpłynie znacząco na zmniejszenie ich obrotów w kolejnych miesiącach. Prawdziwym tegorocznym hitem są odśnieżarki. Popyt jest tak duży, że zaczyna brakować asortymentu w sklepach. Klientów nie odstraszają wysokie ceny – od 1,8 tys. do 5 tys. zł.

Pustkami zaczynają także świecić półki w sklepach sportowych, do których zima zagoniła o 10 – 15 proc. więcej klientów niż normalnie. Klientów gotowych kupić ciepłą odzież i sprzęt zimowy jest tak dużo, że fabryki z Chin nie nadążają z wysyłką towarów. Kilkanaście procent towarów jest spóźnionych.

– Trzeba jednak pamiętać, że to także efekt bankructw fabryk na Dalekim Wschodzie. Te, które pozostały, nie są w stanie zrealizować dodatkowych zamówień – zauważa Artur Mikołajko, prezes zarządu spółki Intersport Polska. Grudniowe obroty firmy mogą przekroczyć 35 mln zł, podczas gdy w tym samym miesiącu ubiegłego roku ledwie zbliżyły się do 30 mln zł.

Na większe obroty liczą również właściciele warsztatów samochodowych. Tam o jedną trzecią w porównaniu z ubiegłym rokiem wzrosła liczba chętnych na wymianę akumulatorów. Gwałtowny atak zimy na tyle wystraszył kierowców, że kupują nie – jak zwykle – najtańsze baterie, ale te ze średniej półki, warte od 200 do 450 zł.

Telefony urywają się też w serwisach zajmujących się naprawą grzejników i kotłów grzewczych. Gdy temperatura spada, urządzenia pracują pełną parą i częściej dochodzi do ich awarii. Problemem jest brak części. U niektórych producentów trzeba czekać na nie nawet trzy tygodnie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj