Zdrapki czy karty do zbierania punktów, które możemy potem wymienić na oferowane produkty, powoli odchodzą do lamusa. Oficjalnie korzyści czerpią obie strony. Klienci mają nawet kilkuprocentowe zniżki i możliwość zaciągnięcia darmowego kredytu w banku, hipermarkety zaś zbierają bezcenne informacje o zachowaniach konsumenckich.
Jednak rzeczywistość nie maluje się już w tak różowych kolorach. Mimo iż większość kart jest wydawana bezpłatnie, to na tym kończą się w zasadzie przywileje klienta. Jeżeli posiadacz "plastiku" będzie chciał wypłacić pieniądze nawet w bankomacie banku, którego kartę posiada, musi liczyć się z dodatkowymi opłatami. Dodatkowo, każdego miesiąca zapłacimy 2,5 zł za ubezpieczenie. Ale to nie koniec wydatków. Dochodzi do nich także oprocentowanie kredytu zaciągniętego na karcie. Przy tym bledną wszystkie przywileje, takie jak możliwość płacenia w specjalnych kasach czy 1,5-2 proc. zniżki w sklepach partnerskich.
Karty co-brandowe są wydawane przez banki wspólnie z wybranymi marketami.