"Według analityków, skala podwyżek powinna wynosić od 20 do 25 procent, żeby zrekompensować straty, które poniosło PGNiG w pierwszym kwartale" - powiedział Krzysztof
Głogowski. "Cenię sobie zdanie analityków. Ich przewidywania są z reguły zgodne z tym, co PGNiG wnioskuje do Urzędu Regulacji Energetyki" - dodał prezes.
Jeśli plany PGNiG ziszczą się, miliony Polaków dostaną poważnie po kieszeni. W najgorszej sytuacji będą ci, którzy ogrzewają domy gazem. W sezonie grzewczym będą płacić miesięcznie o
100-150 złotych więcej. Straci również zwykły mieszkaniec bloku, który zużywa gaz jedynie do gotowania. Tu podwyżki mogą sięgać od kilku do kilkunastu złotych miesięcznie.
Dlaczego PGNiG będzie wnioskowało o tak wysokie podwyżki? Władze molocha usprawiedliwiają się tym, że dawno nie nie podnosiły cen. Twierdzą, że ostatnio wnioskowały o 9-procentową
podwyżkę w ubiegłym roku. Wniosek został odrzucony i w tym roku PGNiG cały czas sprzedaje gaz po starych cenach. Zdaniem PGNiG, koncern traci na tym grube miliony. Import gazu jest bowiem coraz
droższy, a koszty prowadzenia firmy nie maleją.
Joanna Zakrzewska, rzecznik prasowy PGNiG powiedziała w rozmowie z dziennikiem.pl, że w przyszłym tygodniu firma powinna złożyć wniosek taryfowy do Urzędu Regulacji Energetyki. Wtedy też
koncern poda, o jaką dokładnie podwyżkę wnioskuje.