Dziennik Gazeta Prawana logo

Wiemy, co Kulczyk chce robić w Polsce

26 maja 2010, 10:01
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Najbogatszy Polak, Jan Kulczyk, rzuca wyzwanie światowym gigantom. Chce stworzyć wielki koncern w Polsce, który będzie w stanie rywalizować z największymi potęgami świata. Według niego Polska nie powinna być bowiem zapleczem świata, a wyznaczać tempo rozwoju Europy.


Nie wypadł najlepiej? A jak wypadł na tle rynku? Byliśmy przez chwilę pewnie jedyną zieloną spółką na parkiecie. Trafiliśmy na zły moment. A nasze prognozy są dobre, ponieważ mamy świetnych ludzi, atrakcyjny obszar do poszukiwań surowców i szczęście. A to jest bardzo ważne. Wystarczy przeanalizować wszystkie moje inwestycje na giełdzie, by zrozumieć, że inwestorzy, którzy szli moim śladem, nigdy nie stracili. Mam szczęście w biznesie.
|:Od paru lat budujemy Kulczyk Investments, czyli firmę, która de facto jest inwestorem branżowym w paliwach, energetyce, infrastrukturze. Dla nas KOV jest jednym z podstawowych elementów tej strategii. Spółka odpowiada za część paliwową biznesu, czyli za dostęp do ropy oraz potencjalne inwestycje w przemysł rafineryjny i dystrybucję paliw. To też najważniejsza platforma do pozyskiwania naszego dostępu do ropy naftowej. Na razie tylko poszukujemy surowców, ale będziemy je też wydobywać na Ukrainie.


D.M.:W ciągu 2 – 3 tygodni sfinalizujemy kupno ukraińskiej firmy wydobywczej KUB-Gas. Od tego momentu KOV nie będzie już spółką wyłącznie poszukiwawczą, ale też wydobywczą. Mamy w planach zwiększenie wydobycia na Ukrainie, a KUB-Gas ma potencjał, by dzisiejsze wydobycie co najmniej podwoić.
J.K.: To bardzo istotna przewaga nad spółkami porównywanymi z nami, które mają jedynie część poszukiwawczą. My będziemy mieli realną część produkcyjną, która już generuje zysk.


J.K.: W spółkach tego typu najtrudniejsza jest wycena. Zakładając kolejne transakcje, czyli zakupy czy konsolidacje, unikniemy dyskusji, ile ten biznes jest wart. Rynek go wycenił i to jest najbardziej wiarygodna metoda.


J.K.: Nie musieliśmy ich szukać. W KOV sami angażujemy pieniądze, bo wierzymy w jakość aktywów, które posiadamy. Upublicznienie spółki i jej umiędzynarodowienie ma być potwierdzeniem naszej przejrzystości.

D.M.: A poza tym KOV to jeden z kluczowych elementów znacznie większej, strategicznej układanki. Dla nas najważniejsze jest dzisiaj, by w oparciu o KOV budować naszą przyszłą obecność w sektorze petrochemicznym.


J.K.: Moim marzeniem jest budowa pierwszej polskiej prywatnej grupy energetycznej, polskiego narodowego czempiona, znaczącego w Europie i na świecie, działającego w obszarze energii, ropy i gazu.


J.K.: Teraz trwa właśnie pięć minut dla Polski. Jeszcze parę lat temu nikt nie marzył, że nasz kraj będzie jedyną zieloną wyspą na czerwonym morzu, jakim stała się Europa. Biorąc pod uwagę tempo globalizacji, ekspansje zagranicznych, multinarodowych koncernów, to chyba ostatnich moment, żeby podjąć taki wysiłek. Jeśli nie dziś, to nigdy. Nasz kraj nie powinien zostać sprowadzony do roli biznesowego zaplecza Europy. Stać nas na to, by wyznaczać kierunki i tempo innym.


J.K.: Filarami tej grupy na pewno są energia, ropa i gaz. Trudno dziś jednak mówić o Lotosie. Zasygnalizowaliśmy nasze zainteresowanie spółką, ale nie ma wciąż decyzji rządu w sprawie jej dalszej prywatyzacji. Obowiązuje rządowa strategia, która na razie nie przewiduje zejścia z udziałami Skarbu Państwa w spółce poniżej 50 proc. Jeśli chodzi o Energę, to jesteśmy zainteresowani jej zakupem. Martwi nas tylko jedno, czy mówiąc o prywatyzacji, wszyscy mają na myśli to samo pojęcie. Według mnie prywatyzacja oznacza po prostu to, że firma staje się prywatna. A gdy słychać tymczasem, że spółkę ma kupić inna firma państwowa, polska czy francuska, to termin „prywatyzacja” jest nie na miejscu. Jesteśmy gotowi, by ścigać się z dużymi inwestorami prywatnymi. Nie czuję się jednak na siłach, by ścigać się z państwem, czy to naszym, czy innym.


J.K.: Energa jest firmą dystrybucyjną, nieposiadającą własnej produkcji. To, czego jej potrzeba i co chcielibyśmy dołożyć, to nie tylko nasz kapitał, ale cała sfera produkcyjna.
D.M.: Nasze projekty dotyczące budowy elektrowni byłyby włączone do Energi. Firma ta ma własny program inwestycyjny, który wpisuje się w naszą strategię rozwoju, ale do tego jesteśmy w stanie dołożyć dodatkowe koncepcje. Mamy kilka projektów elektrowni, zarówno w Polsce, jak i na Białorusi. Chodzi zarówno o elektrownie węglowe, jak i kilka projektów elektrowni opartych na gazie.


D.M.: Nie będziemy mieli dystrybucji, ale nadal będziemy firmą wytwórczą, obracającą energią i sprzedającą do firm dystrybucyjnych. Będziemy więc funkcjonować na tym rynku, ale w trochę inny sposób.


J.K.: Nie wiem, nie liczymy. Dla mnie wartość firmy jest taka, jaki zysk, który ona generuje. Wyceny banków inwestycyjnych są na poziomie 3 – 6 mld dol. Ale to nie ma żadnego znaczenia. Jesteśmy udziałowcami firmy, która w Kongu ma potężne złoża żelaza. Jeśli wybudujemy tam tory kolejowe i port, które umożliwią eksport surowca, a jego cena będzie się utrzymywała na obecnych wysokich poziomach, może się okazać, że mamy prawdziwą kopalnię złota.

* dr Jan Kulczyk właściciel Kulczyk Investments

** Dariusz Mioduski prezes Kulczyk Investments

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj