Dziennik Gazeta Prawana logo

Źle wykorzystane dotacje trzeba będzie oddać

23 maja 2010, 20:27
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Niedotrzymane terminy lub niewypełnione zadania zapisane w umowie - to wystarczy, by niektórzy beneficjenci dotacji unijnych musieli je zwrócić. Jak dowiedział się "DGP", pierwszych kilkanaście takich spraw trafiło do Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa. A to dopiero początek.

Przedsiębiorca z Kędzierzyna-Koźla za 2,4 mln zł ze środków unijnych miał zorganizować sprawny system recyclingu. Interes wydawał się pewny. W końcu segregacja odpadów przynosi coraz większe zyski. A jeszcze połączona ze wsparciem z Unii Europejskiej? To się nie mogło nie udać. Jednak przedsiębiorca się przeliczył. Nie wypełnił wszystkich warunków zapisanych w umowie. W konsekwencji dzisiaj musi zwrócić państwu całą sumę z odsetkami. To tylko jedna z kilkunastu spraw, jakie w ostatnich miesiącach trafiły do Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa (PGSP).

W przypadku naruszeń zasad Polska jako państwo członkowskie musi zwrócić takie środki do budżetu Unii Europejskiej, a zatem organy państwa są zmuszone do dochodzenia ich zwrotu od beneficjentów tak dyrektor biura prezesa PGSP Krzysztof Jastrzębski tłumaczy, dlaczego ta instytucja zaczęła zajmować się tymi sprawami. Każda z nich ma wartość od kilkuset tysięcy nawet do kilku milionów złotych. Przedsiębiorstwa, fundacje i samorządy będą musiały łącznie oddać kilkanaście milionów złotych.

Sprawy, które trafiły do PGSP, dotyczą projektów realizowanych w ramach programów: Sektorowego Programu Operacyjnego Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw, Sektorowego Programu Operacyjnego Rozwój Zasobów Ludzkich, Programu Inicjatywy Wspólnotowej EQUAL dla Polski 2004 2006, a nawet środków przedakcesyjnych. Czasem może się wydawać, że dotacje trzeba zwrócić z błahych powodów, ale tu nie ma zmiłuj i wszystkie punkty umowy, nawet te najdrobniejsze, muszą być dotrzymane mówi Jerzy Kwieciński, były wiceminister rozwoju regionalnego, a dziś prezes Europejskiego Centrum Przedsiębiorczości. Dodaje, że do tej pory wydawanie dotacji w Polsce szło całkiem nieźle i procent zwrotów był niewielki. Pieniądze, które mają być zwrócone, to niewielka część tego, co wydawane jest w Polsce z unijnych pieniędzy. Mam nadzieję, że dalej tak będzie, ale rzeczywiście pojawia się sporo sygnałów o tym, że nie wszyscy dają sobie radę z ich sprawnym wydawaniem i rozliczaniem mówi Kwieciński.

czytaj dalej >>>

Właśnie z powodu takich błędów połączonych z nadmierną wiarą we własne możliwości Ministerstwo Rozwoju Regionalnego kilka tygodni temu musiało odebrać blisko 80 mln zł dotacji Krosnu, Jasłu, Międzyrzecowi Podlaskiemu, gminie Jędrzejów, powiatowi rzeszowskiemu, sandomierskiej fundacji Signum Temporis oraz spółce Nucleagena. Wszystkie dostały środki na specjalnych zasadach, bez konkursu, jako projekty kluczowe w Programie Operacyjnym Rozwój Polski Wschodniej.

Krosno, Jasło, Międzyrzec i powiat rzeszowski miały za te pieniądze przygotować tereny pod inwestycje biznesowe. Fundacja Signum Temporis chciała zbudować w Sandomierzu Centrum Kształcenia i Wymiany Myśli Europejskiej. Zaś spółka Nucleagena Warmińsko-Mazurskie Centrum Genetyki Molekularnej. Łączna wartość projektów to ponad 120 mln zł, z których Unia miała sfinansować dwie trzecie. Jednak beneficjenci nie dotrzymali terminów. Nie wykupili gruntów i nie przygotowali na czas dokumentacji. Efekt: zostali skreśleni z listy, tracąc dotacje.

Jednak nie tylko problemy z dotrzymaniem zasad przyznania dotacji mogą być powodem wzrostu kwot do zwrotu. Za kilka miesięcy miną dwa lata, od kiedy przedsiębiorstwa dostały pierwsze dotacje z Programu Operacyjnego 8.1, czyli na e-biznes. Miały się w tym czasie rozwinąć. Jednak jak pokazał niedawny raport portalu TwojaEuropa.pl, na sto projektów z najwyższą kwotą dofinansowania, blisko połowa nadal nie ujrzała światła dziennego. Nie mają swoich stron internetowych, a części nie można było nawet odnaleźć przez wyszukiwarkę Google. Jest realna obawa, że sposób przyznawania dotacji w tym programie w latach 2008 2009 mógł zaowocować dopuszczeniem projektów, które nie mają szans na osiągnięcie sukcesu, a w efekcie ich autorzy będą musieli zwracać pieniądze tłumaczy Kwieciński.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj