Jak przekonywał Krzysztof Maruszewski z firmy Wealth Solution, która pośredniczy na polskim rynku w inwestowaniu w whisky, na lokowaniu pieniędzy przez 2-3 lata w szkocką whisky można
zarobić od 15 do 30 proc. w skali roku. Ważne, by wiedzieć w jaką whisky inwestować. Najwyższe ceny osiąga whisky typu single malt (wytwarzana ze słodu jęczmiennego - PAP), która stanowi
jedynie 0,2 proc. światowej produkcji tego trunku. Dzięki temu, że jest jej na rynku mało, koneserzy i kolekcjonerzy szczególnie ją cenią.
Panuje zasada, że im mniej dostępna whisky, tym cenniejsza. Jak wyjaśnił Maruszewski, trunki starsze niż kilkadziesiąt lat zdarzają się na rynku niezwykle rzadko. Brokerzy poszukują więc
głównie whisky z małych destylarni, najlepiej takich, które już zakończyły działalność. Wtedy butelek z danej marki i rocznika jest mniej, co dodatkowo podbija ich wartość.
Prezes spółki Centrum Wina i mistrz Polski sommelierów (znawcy win - PAP) z 1998 r. Piotr Kamecki powiedział PAP, że do inwestowania w wino potrzeba wiedzy i dużo szczęścia, ale przede
wszystkim trzeba mieć dostęp do producentów. Brokerzy kupują wina już na etapie produkcji. Trunek musi leżakować dwa lata w beczce, później jeszcze kilka w butelce. "Kupując wino
na etapie produkcji nie do końca wiemy, jakie ono będzie po zabutelkowaniu ani jak ocenią je eksperci. Jeżeli będziemy mieć szczęście, to zwrot po 5-8 latach osiągnie nawet 300 proc. A jak
będziemy mieć mniejsze, to możemy zarobić kilkanaście procent" - wyjaśnił.
Aż 99 proc. win kupowanych w celach inwestycyjnych pochodzi z francuskiego rejonu Bordeaux. Najcenniejsze jest kilkadziesiąt konkretnych win. Inwestorzy i brokerzy sceptycznie odnoszą się do
trunków z innych regionów świata, jak z Włoch, Azji, czy Nowego Świata. Na świecie działa kilka giełd win. Giełda w Londynie prowadzi indeksy Liv-ex 100 i Liv-ex 500, skupiające ceny
notowanych win.
Inwestując w trunek poprzez pośredników, nie można nawet wziąć butelki do ręki. Kupuje się jedynie certyfikat, że jest się jej właścicielem. Alkohole są przechowywane w odpowiednich
warunkach w magazynach i wystawiane na sprzedaż na rynku kolekcjonerskim.
Poza trunkami można inwestować też w znaczki pocztowe, płyty winylowe, autografy. To przedmioty kolekcjonerskie, o różnej cenie rynkowej i dużej wartości emocjonalnej. Tutaj zwrot z
inwestycji będzie zależał od znalezienia odpowiedniego kupca i ceny, jaką będzie gotów zapłacić.
Inaczej się ma sprawa z dziełami sztuki. Na dzieło uznanego polskiego artysty trzeba wydać nawet milion złotych, ale jego cena jest powszechnie znana i akceptowana - wiadomo, że nie spadnie
poniżej pewnego pułapu. "Inwestycje w dzieła sztuki to propozycja dla osób zamożnych, gdyż rekomendujemy inwestycje w dzieła uznanych twórców. Obraz Kossaka czy Malczewskiego, tak
jak kamienica przy rynku w Krakowie, zawsze będzie miał pewną wartość" - wyjaśniła Janota.
Dodała, że inwestycje w obrazy, wino czy numizmaty nie powinny być traktowane jako główna inwestycja, raczej jako jej uzupełnienie i stanowić do 5 proc. wartości portfela inwestycji.