Dziennik Gazeta Prawana logo

Szukanie wyjść. Przedsiębiorcy robią wszystko, by nie pójść z torbami

17 stycznia 2021, 12:14
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Otwarta restauracja w Toruniu
<p>Otwarta restauracja w Toruniu</p>/PAP
Przedsiębiorcy robią wszystko, żeby w czasie pandemii nie pójść z torbami, ale bez państwa nie dadzą rady. A bez nich perspektywy całej gospodarki są marne. 

Po 17 stycznia miało być lżej. Wielu liczyło na złagodzenie rządowych restrykcji w związku z pandemią. Nic z tego. Od poniedziałku wraca stacjonarne nauczanie w klasach I–III w szkołach podstawowych. Dla gospodarki za to nie ma dobrych wieści, bo do końca stycznia utrzymano w mocy większość zakazów. Restauracje nadal muszą serwować jedzenie tylko na wynos i z dowozem. W galeriach handlowych czynne są jedynie wybrane sklepy. Funkcjonować mogą wyłącznie hotele pracownicze, inne mogą ewentualnie udzielać noclegu medykom. Stoki narciarskie pozostaną zamknięte, podobnie baseny, siłownie i kluby fitness, chyba że ktoś trenuje profesjonalnie. Przedsiębiorcy mają dość. Wolą ryzykować niż zbankrutować.

Przytul alpakę, wytnij przerębel

Od prawie trzech miesięcy lokale gastronomiczne nie pracują normalnie. W dobie mobilnego internetu i pracy zdalnej dostawa posiłków to bez wątpienia duży komfort, ale chodzenie do restauracji to ceremoniał i namiastka luksusu, na który chcemy sobie od czasu do czasu pozwolić. Dla restauratorów brak klientów na miejscu nie oznacza od razu braku pracy, ale równa się nawet o 80–90 proc. niższym obrotom niż przed pandemią. Bo pozamykani w domach ludzie mają więcej czasu, aby samemu gotować, a niepewna sytuacja na rynku pracy każe oszczędnie wydawać zarabiane pieniądze. W dodatku na wynosach zarabia przeważnie gastronomia z szybkim cateringiem – pizza, kuchnia azjatycka, domowe obiady – która nie ucierpiała przesadnie w związku z koronawirusem. Duże restauracje to przede wszystkim miejsca spotkań. Liczyły się dobre towarzystwo, ale też klimat, nastrój. A teraz spotkania w dużym gronie są zakazane, a klimatu i nastroju nie da się dostarczyć razem z zamówieniem.

Niektórzy restauratorzy nic sobie z obostrzeń nie robią. Artur prowadzi w Warszawie kameralną winiarnię z włoskim jedzeniem. Przed pandemią ruch był tu spory, a teraz restauracja zamieniła się w sklep. Choć właściciel robi wyjątek dla znajomych. – – śmieje się Artur. – .

Alternatywą dla spragnionych spotkań na mieście są… pokoje na godziny. Można zadzwonić i wynająć mieszkanie, a właściciel nie docieka, w jakim celu. – – opowiada Roman, pracownik korporacji. –.

Coraz więcej restauracji nie wytrzymuje obostrzeń i mimo zakazu otwiera swoje lokale: w Katowicach, w Rybniku, w Cieszynie, w całej Polsce. W drugi weekend stycznia głośno było o cieszyńskiej restauracji U Trzech Braci. Właściciele zaprosili klientów do środka. Zaraz przyszła policja i pracownicy sanepidu i zaczęli wlepiać mandaty.

CZYTAJ CAŁOŚĆ W WEEKENDOWYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ" >>>>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj