Pierwsi klienci wybierający PPK – a więc największe firmy, które wczoraj mogą wybierać plan dla swoich pracowników – będą mieli najtrudniej. Nie mają żadnych obiektywnych mierników, którymi mogliby się kierować przy podejmowaniu decyzji. Żadna z instytucji nie jest w stanie pokazać efektów inwestowania w poszczególnych subfunduszach, bo projekt jest dopiero na starcie. Jedyna w miarę obiektywna i uniwersalna liczba, jaką można próbować porównać, to koszty bieżące każdego z subfunduszy.

Co się na nie składa? Przede wszystkim opłata za zarządzanie. Instytucje prowadzące PPK deklarują, że wezmą mniej niż ustawowy limit (0,5 proc. aktywów), najczęściej opłata waha się od 0,2 do 0,5 proc., większość też wprowadziła promocję i do połowy 2020 r. (a nawet do końca przyszłego roku) nie pobiera opłaty wcale. Ale to nie są wszystkie wydatki, jakie wiążą się z funkcjonowaniem PPK, a które można finansować z aktywów. Oprócz opłaty za zarządzanie mamy więc jeszcze nakłady na depozytariusza i agenta transferowego oraz bezpośrednie koszty transakcyjne (np. prowizje brokerskie, opłaty za przechowywanie aktywów) i koszty pośrednie, związane z rodzajem instrumentów, jakie fundusze będą kupować.

Kalkulacje całości kosztów instytucje podają w kluczowych informacjach dla inwestora, dostępnych na portalu mojePPK.pl. To on jest – przynajmniej teoretycznie – oficjalnym źródłem danych dla pracodawców, którzy muszą wybierać PPK. Problem w tym, że tylko z pozoru dane opublikowane na mojePPK.pl są według jednego standardu. Wszystko przez unijną regulację PRIIP (od Packaged Retail and Insurance-based Investment Products), której wymogi PTE muszą już spełniać, a TFI cieszą się jeszcze ze zwolnienia z tego obowiązku. Skutek jest taki, że fundusze inwestycyjne nie podają w swoich kalkulacjach kosztów transakcyjnych, a powszechne towarzystwa emerytalne tak. W efekcie subfundusz o tej samej zdefiniowanej dacie i porównywalnym profilu ryzyka z punktu widzenia klienta już na wstępie wydaje się droższy w PTE od oferowanego przez TFI.

To, że fundusze emerytalne muszą przygotowywać kluczowe informacje dla inwestorów bazujące na metodzie prezentowania kosztów według PRIIP, oznacza, że uczestnicy funduszy inwestycyjnych i emerytalnych będą mieli do dyspozycji informacje nieporównywalne – mówi Aleksandra Leszczyńska, rzeczniczka prasowa Grupy AXA. Grupa AXA oferuje PPK poprzez swoje TFI. Inaczej niż Aegon, który sprzedaje PPK poprzez swoje PTE. Marcin Pawelec, rzecznik prasowy Aegona, mówi, że podawanie pełnego zakresu – tak jak robi jego firma – jest zwykle równoznaczne z pokazaniem wyższych kosztów niż u konkurencji. Rzeczywiście subfundusz Aegona DFE 2025 skalkulował łączne koszty – według wersji z 26 czerwca – na 0,54 proc. aktywów. A podobny subfundusz w AXA – SFIO 2025 – ma kosztować 0,45 proc. aktywów rocznie. Inny przykład, wybrany losowo: koszt w oferowanym przez PTE Nationale-Nederlanden subfunduszu DFE 2040 to 0,69 proc. aktywów rocznie. Jego odpowiednik w TFI PKO BP – SFIO 2040 – miałby kosztować 0,51 proc.

Z uwagi na te różnice, oprócz dokumentów przedstawienia obowiązkowych, zgodnych z PRIIP, rozważamy też przygotowanie dodatkowej prezentacji kosztów obsługi w takim formacie, aby były one podane według metodologii dla TFI – mówi Marcin Pawelec.

Przedstawiciele TFI – tych, które odpowiedziały na nasze pytania, bo nie wszystkie chciały to komentować – odrzucają sugestię, że dzięki regulacyjnej dychotomii są uprzywilejowane już na samym starcie PPK. Jan Morbiato z NN Investment Partners mówi, że trudno mówić o uprzywilejowaniu, jeżeli instytucje finansowe stosują się do obowiązujących przepisów prawa. – W różnego rodzaju rankingach, pod względem prezentowanych kosztów, PTE rzeczywiście mogą wypadać gorzej niż TFI, ale pamiętajmy, że w procesie kontraktowania PPK zasadą jest przetarg, w którym podmioty zatrudniające dopytują o wszelkie koszty funkcjonowania funduszy również w oderwaniu od informacji wymaganych prawem – mówi. Przedstawiciele TFI Pekao są zaś zdania, że „ze względu na relatywnie i nieproporcjonalnie niedużą skalę takich kosztów nie zniekształca to obrazu sytuacji”. Aleksandra Leszczyńska z Grupy AXA uważa natomiast, że przy okazji dyskusji o kosztach – które w większości i tak są niskie, a na dodatek limitowane – można zwrócić uwagę pracodawcom, że przy braku historii działalności inwestycyjnej kluczowym kryterium powinna stać się jakość serwisu. O tym, że to nie wielkość kosztów będzie miała decydujące znaczenie, przekonani są również w Aviva TFI. – Biorąc pod uwagę poziom kosztów transakcyjnych, nie wydaje się, aby miał on istotny wpływ na decyzje pracodawców czy też inwestorów – mówi Bohdan Białorucki, rzecznik Avivy.

W towarzystwach emerytalnych patrzą na sprawę inaczej. Grzegorz Chłopek, prezes Nationale-Nederlanden PTE, mówi, że oferty podmiotów prowadzących pracownicze plany kapitałowe powinny być możliwe do porównania. – Informacja o wszystkich kosztach prowadzenia PPK może być istotnym elementem wyboru danej instytucji finansowej przez pracodawców. Dlatego warto się zastanowić nad wprowadzeniem jednolitych wymogów dla wszystkich instytucji finansowych, które oferują PPK – mówi prezes Chłopek.

Co na to Grupa PFR, która ma wiodącą rolę w projekcie PPK? Bartosz Marczuk, wiceprezes PFR, zwraca uwagę, że nadzór nad instytucjami oferujący pracownicze plany kapitałowe sprawuje Komisja Nadzoru Finansowego. – Ale w trybie konsultacji, które prowadzimy z KNF na bieżąco, omówimy ten problem. Zależy nam, aby oferty PPK były porównywalne – mówi Bartosz Marczuk.