Prezydent podpisał ustawę o jawności wynagrodzeń w Narodowym Banku Polskim w poniedziałek. We wtorek znalazła się już w Dzienniku Ustaw, a wczoraj rozpoczął się proces publikacji wynagrodzeń przez bank centralny. Na razie poznaliśmy przeciętne miesięczne wynagrodzenia za 2018 r. To nie tylko pensje zasadnicze, ale też kwoty zsumowane z premiami, nagrodami, nagrodami jubileuszowymi czy dodatkowym wynagrodzeniem rocznym.

Ustawa jest de facto wynikiem artykułu, jaki ukazał się pod koniec ubiegłego roku w "Gazecie Wyborczej". Wynikało z niego, że Martyna Wojciechowska, dyrektor departamentu komunikacji i promocji w NBP, zarabia miesięcznie 65 tys. zł brutto. Wyliczenia oparto na oświadczeniu majątkowym Wojciechowskiej, które złożyła jako radna za 2016 r. Nie da się dzisiaj zweryfikować, czy wówczas faktycznie tyle zarabiała, bo bank jeszcze nie opublikował danych o wynagrodzeniach za poprzednie lata.

W PiS nikt nie ukrywa, że ustawa o jawności wynagrodzeń w NBP, która też je obniża, to lex Wojciechowska. Partia, bojąc się skandalu, jaki wybuchł w mediach, postanowiła obniżyć dyrektorskie pensje i ujawnić, jak się kształtowały od 1995 r. Na razie dowiedzieliśmy się, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto szefowej komunikacji to 49,5 tys. zł. Jest najwyższe ze wszystkich dyrektorskich stanowisk. Odstaje też in plus od średniego wynagrodzenia wśród dyrektorów, które NBP pokazał już kilka tygodni temu. W ubiegłym roku miało wynosić 36,3 tys. zł brutto.

Polityka płacowa NBP jest dość specyficzna, bo oprócz standardowych 12 pensji, są jeszcze co kwartał premie w wysokości miesięcznego wynagrodzenia, do tego trzynastka i przed świętami "karpiówka". Można też dostać nagrody – mówi nam osoba, która przez wiele lat pracowała w banku centralnym.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że tajemnicą tego konkretnie wysokiego wynagrodzenia mogą być nagrody za przygotowanie obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości, w które NBP włączył się w ubiegłym roku. Chodzi m.in. o zrealizowany 15 sierpnia koncert na pl. Piłsudskiego w Warszawie. Nasi informatorzy wskazują, że zasadnicze miesięczne wynagrodzenie Wojciechowskiej to ok. 26 tys. zł. Od lipca 2017 r. zasiada ona także w radzie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, co oznacza, że z tego tytułu może co miesiąc inkasować dodatkowe ponad 10 tys. zł.

Najgorzej w ubiegłym roku zarobił szef departamentu zarządzania ryzykiem finansowym, którego przeciętne miesięczne wynagrodzenie od czerwca wynosiło 28,6 tys. zł brutto (wcześniej zarabiał ponad 33 tys. zł).

Prywatny sektor może zazdrościć pracownikom NBP. Według ostatniego raportu firmy Hays wynagrodzenie najczęściej oferowane dyrektorowi sprzedaży w bankowości korporacyjnej wynosiło w 2018 r. ok. 31 tys. zł brutto. Maksymalny poziom, jaki można było uzyskać na tym stanowisku, to 42 tys. zł. Nieco mniej zarabiał dyrektor sprzedaży detalicznej – zwykle 26 tys. zł brutto, maksymalnie – 38 tys. zł. Punktem odniesienia dla zarobków w banku centralnym jest właśnie sektor finansowy.

Pensje w NBP w porównaniu z sektorem prywatnym są za wysokie. W banku dyrektor codziennie podejmuje ryzyko i dlatego musi być wynagradzany wysoko. W NBP odpowiedzialność jak w każdej instytucji publicznej jest rozmyta na wiele osób i jeśli już ktoś podejmuje ryzyko, to zarząd – mówi nam dyrektor ds. HR w jednym z prywatnych banków.

opinia

Oberwali wszyscy, a z ujawnienia dyrektorskich gaż jest więcej szkody niż pożytku

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że ustawa nakazująca ujawnienie dyrektorskich zarobków w banku centralnym narobi więcej szkody niż pożytku. Wątpliwe, by nawet poszczególni dyrektorzy mieli dotąd orientację, jak duże są dysproporcje w wynagrodzeniach osób na tym samym poziomie w służbowej hierarchii NBP. Teraz już mają. Czy to służy atmosferze pracy w budynku przy Świętokrzyskiej? Niekoniecznie.

Ale nie służyły temu także informacje, że najlepiej wynagradzanym dyrektorem był ten od komunikacji i promocji.

W błędzie są ci, którzy uważają, że to mało ważny departament. W dużej mierze to właśnie od niego zależy postrzeganie banku centralnego oraz zaufanie opinii publicznej – i do banku, i do tego, czym się zajmuje. A zajmuje się, przypomnijmy, dbaniem o stabilność cen, złotego i sektora finansowego. Narzędzia, jakimi dysponuje bank – stopy procentowe, rezerwa obowiązkowa – są dość skomplikowane. Klarowne objaśnianie zadań banku, tłumaczenie tego, co robi – zasługuje i na uznanie, i na odpowiednie wynagrodzenie.

Ale jeśli dyrektor komunikacji doprowadza do wybuchu kryzysu PR-owego i nie robi nic, by go szybko zażegnać (a wręcz przeciwnie), to kończy się tak, jak skończyć się musiało. Oberwali wszyscy.