- Ja po pierwsze chciałbym bardzo serdecznie podziękować mediom, podziękować wszystkim politykom, parlamentarzystom, autorom ustawy o jawności zarobków w NBP, panu prezydentowi za to, że jasno od początku tego kryzysu wokół zarobków niektórych pracowników banku, wypowiadał się w sposób jasny i klarowny, i to co mówił zrobił - podpisał ustawę - powiedział senator PiS.

Według senatora dzięki temu przybliżamy się do budowania lepszych standardów jawności życia publicznego w Polsce. Senator zauważył, że równoległe obecnie odbywa się kontrola NIK. - Z informacji, jakie posiadam ta kontrola jest bardzo szczegółowa, a więc również będzie materiał, który zapewne zostanie opublikowany w czerwcu, który też będzie materiałem wnoszącym wiedzę do tego tematu - powiedział Jackowski.

Zauważył też dyrektorzy niektórych departamentów "stricte merytorycznych" odpowiadających m.in. za strategię i przeprowadzanie analiz dla banku centralnego, są znacznie gorzej wynagradzani niż dyrektor departamentu komunikacji.

Poinformował, że zgodnie z zapowiedzią, 14 lutego złożył kolejne oświadczenie do prezesa NBP prosząc o informację, czy osoby pełniące funkcję dyrektora departamentu komunikacji i dyrektora gabinetu prezesa również z rekomendacji banku nie zasiadają w "jakiś innych gremiach zależnych od banku". - I czekam również na odpowiedz na to oświadczenie - dodał Jackowski.

"Niech zwróci swoje zarobki"

Z kolei posłowie klubu PO-KO zaapelowali w środę do szefowej departamentu komunikacji i promocji NBP Martyny Wojciechowskiej, aby zwróciła swoje zarobki za trzy ostatnie miesiące pracy. Ich zdaniem, struktura zarobków w NBP jest "chora", ponieważ Wojciechowska zarabiała w NBP więcej niż główny księgowy.

W środę na konferencji prasowej w Sejmie poseł klubu PO-KO Jarosław Urbaniak ocenił, że "doniesienia medialne sprzed kilku miesięcy potwierdziły się". - Kolejne informacje, kolejne nieprawidłowości wychodzą na jaw. Wiemy już ile się zarabia w NBP. Zarabia się bajońskie sumy, a te bajońskie sumy zarabia się, jak jest się blisko prezesa NBP Adama Glapińskiego. To dwór prezesa Glapińskiego zarabia potężne pieniądze w NBP - podkreślił poseł.

Urbaniak ocenił - odnosząc się do opublikowanych przez NBP informacji o wysokości wynagrodzeń w 2018 r kadry kierowniczej banku - że "dyrektor departamentu badań ekonomicznych zarabia tylko 33 tys. zł, w porównaniu do prawie 50 tys. zł pani dyrektor od komunikacji". - Dyrektor departamentu rachunkowości i finansów, czyli główny księgowy pierwszego banku w Polsce zarabia 39 tys. zł, a pani od komunikacji - 50 tys. zł - wyliczał poseł.

Urbaniak przytoczył też inne przykłady: dyrektora departamentu stabilności finansowej, który zarabia 28 tys. zł, dyrektora departamentu zagranicznego - 22 tys. zł i dyrektora departamentu zarządzania ryzykiem finansowym - 22 tys. zł.

- To jest chore. NBP pod rządami Glapińskiego stoi na głowie. Struktura wynagrodzeń stoi na głowie. Taka organizacja nie może dobrze funkcjonować. Stąd straty, stąd problemy. To jest typowe dla rządów PiS. Dla narodu 500 zł, dla swoich 50 tys. zł - mówił Urbaniak.

Kwoty godne pozazdroszczenia

Narodowy Bank Polski opublikował w środę na swojej stronie internetowej informacje o wysokości wynagrodzeń w 2018 r. kadry kierowniczej. Dodano, że chodzi o realizację postanowienia noweli ustawy dotyczącej jawności wynagrodzeń w banku centralnym.

Nowelizacja ustawy przewidującej jawność wynagrodzeń kadry kierowniczej w NBP opublikowano we wtorek po południu w Dzienniku Ustaw. W noweli znajduje się przepis, który nakazał upublicznić m.in. zarobki prezesów, wiceprezesów, członków zarządu NBP oraz pracowników banku zajmujących stanowiska dyrektora oddziału okręgowego, dyrektora departamentu i ich zastępców za lata 1995-2018. Jest to konsekwencja doniesień medialnych dotyczących wynagrodzeń współpracowniczek prezesa NBP Adama Glapińskiego. Pod koniec grudnia ub.r. "Gazeta Wyborcza" donosiła, że zarobki szefowej departamentu komunikacji i promocji Martyny Wojciechowskiej wynoszą ok. 65 tys. zł "wraz z premiami, dodatkowymi dochodami i bonusami", czemu bank zaprzeczył.

Jak zaznaczono, pozostałe informacje zostaną podane w terminie późniejszym przewidzianym ustawą.

"Realizując postanowienia ustawy o zmianie ustawy o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne oraz ustawy o Narodowym Banku Polskim z dnia 22 lutego 2019 roku (Dz.U. Poz. 371), Prezes Narodowego Banku Polskiego udostępnia wstępne informacje o wysokości przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego brutto osiągniętego w 2018 r. na stanowisku: dyrektora oddziału okręgowego, dyrektora departamentu (komórki równorzędnej), zastępcy dyrektora oddziału okręgowego, zastępcy dyrektora departamentu oraz osób zajmujących stanowiska równorzędne pod względem płacowym ze stanowiskiem dyrektora departamentu i jego zastępcy (wynagrodzenie zasadnicze/chorobowe/zasiłki, premie, nagrody, nagrody jubileuszowe, dodatkowe wynagrodzenie roczne)" - czytamy na stronie internetowej NBP.

O jakie dokładnie kwoty chodzi? Niemałe.

"Celem ustawy było ujawnienie wynagrodzenia dyrektor komunikacji i promocji Martyny Wojciechowskiej. No to jest 49,5 tys. zł brutto miesięcznie - najwyższe na dyrektorskim stanowisku w NBP. Kamila Sukiennik, dyr gabinetu prezesa 42,76 tys. zł brutto" - opisuje na Twitterze Bartek Godusławski, dziennikarz ekonomiczny "Dziennika Gazety Prawnej".

Pensja Martyny Wojciechowskiej jest rekordowa, choć pozostali dyrektorzy głównych departamentów w NBP zarabiają również powyżej 40 tys. zł. Pensje zastępców oscylują przeważnie w granicach 30- 35 tys. zł. Mniejsze są pensje dyrektorów i wicedyrektorów oddziałów okręgowych. Najniższa wynosi tu 10 895 zł, ale są i takie przekraczające 25 tys. zł.