Dziennik Gazeta Prawana logo

Ceny rekordowo poszybują w górę. Zobacz, co wydrenuje polskie portfele

16 sierpnia 2011, 08:39
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Ceny rekordowo poszybują w górę. Zobacz, co wydrenuje polskie portfele
Shutterstock
W tym roku czeka nas najwyższy wzrost cen od dziesięciu lat. Zdaniem analityków, którzy wzięli udział w ankiecie „DGP”, całoroczna inflacja wyniesie 4,2 proc. Odpuści dopiero w przyszłym roku, gdy zwolni cała gospodarka

W lipcu inflacja liczona rok do roku wyniosła 4,1 proc. Biorąc pod uwagę, że prognozy mówiły o 4,3 proc. oraz że jeszcze w maju wskaźnik wynosił 5 proc., wynik uznać by można za dobrą wiadomość. Wolniej rosły ceny żywności, spadły ceny odzieży i obuwia, a przestały rosnąć ceny paliw.

Niestety na tym dobre wiadomości się kończą. Zdaniem analityków i ekonomistów w sierpniu wzrost cen znowu przyspieszy. Wszystko z powodu zamieszania na rynku walutowym oraz znacznego osłabienia złotego. Strata na złotym skutecznie niweluje zyski wynikające ze spadku cen ropy na rynkach światowych – za paliwa na stacjach w sierpniu przyszło nam płacić rekordowe sumy, a to przełoży się na ceny innych produktów i usług w sierpniu. A jak będzie jesienią?

Wiele znaków zapytania

– W kolejnych miesiącach inflacja powinna hamować. Spowalnia wzrost gospodarczy Chin, USA, krajów Unii, a wraz z nim spadają ceny ropy. Już nie powinna bić rekordów, co przełoży się na spowolnienie wzrostu cen w Polsce – przekonuje Ignacy Morawski, ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości. Dodaje, że spowolnienie gospodarcze w Europie wpłynie na spadek konsumpcji.

– Są dwa czynniki ryzyka, które mogą nam podbić inflację. Pierwszy to ceny żywności. Co prawda na razie spadały, niemniej nie wiadomo, jak bardzo zaszkodziły zbiorom w Polsce ulewy. Do tego nadal nie wiadomo, jak w kolejnych miesiącach będzie zachowywał się złoty. Jeśli znów osłabnie, to przyczyni się do wzrostu cen – wyjaśnia Morawski.

Uśredniona prognoza ekonomistów ankietowanych przez „DGP” mówi, że w tym roku inflacja wyniesie 4,2 proc. To blisko prognoz NBP, który twierdzi, że wyniesie ona 4 proc. Całkowicie natomiast rozmija się z założeniami do tegorocznej ustawy budżetowej, w której rząd zapisał zaledwie 2,3 proc.

Unia ciągnie nas w dół

Od szybkiego i wyraźnego wzrostu cen możemy odpocząć dopiero w przyszłym roku, choć inflacja rekordowo niska również nie będzie. Zdaniem ekonomistów ukształtuje się na poziomie 3,1 proc. Na to, jak będzie w rzeczywistości, wpłynie głównie sytuacja gospodarcza na zachodnich rynkach i to, jak przełoży się ona na warunki w Polsce.

Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku, sądzi, że w przyszłym roku również będziemy mieli do czynienia z dużymi wahaniami kursów walut z tendencją do osłabiania się euro, a tym samym złotego. Do tego nie ma co liczyć na znaczną obniżkę cen ropy naftowej na światowych rynkach, a to wszystko może spowodować, że inflacja w Polsce wyniesie 3,7 proc.

W opinii Agnieszki Decewicz, ekonomistki Pekao S.A., ryzyko dla przyszłorocznych podwyżek cen stanowi także sytuacja budżetu. – Jeśli rząd zdecydowałby się na podwyżkę podatku VAT do 25 proc., to na pewno przełoży się to na wzrost cen – mówi.

Nie brakuje jednak optymistów. Eksperci TMS Brokers uważają, że inflacja zejdzie do 2,4 proc., czyli nawet poniżej celu Rady Polityki Pieniężnej. Głównym tego powodem ma być wyhamowanie konsumpcji i wzrostu eksportu związane ze spowolnieniem w Europie i USA, co wpłynie na osłabienie kondycji naszych przedsiębiorstw.

Polacy przestali oszczędzać, za to konsumują

Wartość depozytów gospodarstw domowych na koniec lipca wyniosła 439,7 mld zł. Od początku roku wzrosła o 4,4 proc., ale w porównaniu z czerwcem już tylko o 0,9 proc. – wynika z danych o podaży pieniądza opublikowanych przez NBP. Znacznie szybciej w tym czasie się zadłużaliśmy – od początku roku nasz portfel kredytowy urósł o 7,6 proc. – Wzrost kredytów zaciąganych przez osoby prywatne przyspieszył od maja. Może mieć to związek z wakacjami. Klienci zadłużyli się na zakup wycieczek, zaciągając krótkoterminowe kredyty. W kolejnych miesiącach, jak również na początku przyszłego roku, możemy być świadkami wyhamowania wzrostu kredytów – uważa Krzysztof Wołowicz, dyrektor departamentu analiz w TMS Brokers. Podkreśla, że na tak wysoki wzrost zadłużenia wpływ mogły mieć także zmiany kursowe. W lipcu złoty tylko w stosunku do franka osłabił się o ponad 8 proc. Podobny wpływ zmian kursowych na wzrost zadłużenia możemy także zobaczyć w danych za ten miesiąc.

W firmach kredyty ruszyły w marcu, ich wzrost jest stabilny, waha się w przedziale 1,3 – 1,8 proc. W sumie w porównaniu z końcem 2010 r. zadłużenie przedsiębiorstw zwiększyło się o 9 proc. – do 239,4 mld zł. Depozyty w tym czasie spadły o 4,8 proc. – do 172,5 mld zł. – Najwyraźniej przedsiębiorstwa dryfują. Nie mają potrzeb inwestycyjnych, w związku z tym trochę swój rozwój finansują kredytem, a trochę oszczędnościami – mówi Wołowicz.

Nie wyklucza także, że z powodu bardzo niskiego oprocentowania kredytów niektóre przedsiębiorstwa zdecydują się na przerzucenie części oszczędności w bardziej dochodowe aktywa, np. obligacje. Równocześnie w związku z sygnalizowanym przez firmy spadkiem nowych zamówień w kolejnych miesiącach ani nie wzrośnie znacząco popyt na kredyty, ani nie zobaczymy dużego spadku ich depozytów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj