Do prezesa Urzędu Regulacji Energetyki (URE) wpłynęły pierwsze wnioski od koncernów w sprawie cen energii dla gospodarstw domowych na przyszły rok. Ujęte w nich podwyżki będą "znaczące", wynika z informacji Business Insider Polska. Pytani przez portal eksperci szacują, że sięgną 70 proc. lub więcej, przy czym Polacy mogą jednak ich nie odczuć, jeśli nowy rząd utrzyma dopłaty do rachunków za prąd.

"Na biurku prezesa URE leżą już wnioski od sprzedawców i dystrybutorów energii elektrycznej o ustalenie taryfy na przyszły rok. Jak wynika z naszych informacji, pierwsze z nich wpłynęły do regulatora w piątek. Natomiast cały komplet dokumentów powinien trafić do URE we wtorek do końca dnia. Przedstawiać taryfy do zatwierdzenia muszą cztery kontrolowane przez Skarb Państwa koncerny: Polska Grupa Energetyczna, Enea, Tauron i Energa. Żadna z nich oficjalnie nie informuje o proponowanych cenach, ale firmy przyznają, że stawki będą wyższe od tych, które Polacy widzą dziś na swoich rachunkach" - czytamy w artykule.

Reklama

"Podwyżki będą znaczące" - powiedział przedstawiciel jednej ze spółek energetycznych, cytowany przez Business Insidera.

Eksperci szacują, że wzrost samej ceny energii, która stanowi około połowy całego rachunku za prąd, może sięgnąć 70 proc. lub więcej.

"Pytani przez nas analitycy zajmujący się branżą energetyczną podkreślają, że wnioskowane taryfy to w dużej mierze pochodna cen energii na warszawskiej giełdzie, w tym cen w kontraktach rocznych. Jak podaje PGE, w I półroczu średnia cena kontraktów na 2024 r. wynosiła 738 zł/MWh. To zdecydowanie więcej niż płacą dziś gospodarstwa domowe - zamrożone stawki sięgają około 414 zł/MWh. W kolejnych miesiącach giełdowe notowania spadły poniżej 700 zł, ale wciąż utrzymują się powyżej granicy 600 zł/MWh. Eksperci nie mają więc wątpliwości, że taryfy mogą wzrosnąć o 70 proc. albo mocniej, biorąc pod uwagę także wzrost kosztów działalności spółek i ich marże" - napisał portal.

Analityk Santander BM Paweł Puchalski zastrzega, że obecnie szacowanie taryf na przyszły rok jest trudniejsze niż w poprzednich latach.

"Zniesione zostało obligo giełdowe i sprzedawcy prądu nie zabezpieczają już sobie energii w kontraktach rocznych na taką skalę, jak miało to miejsce w poprzednich latach. Patrząc na same stawki na giełdzie w kontraktach na 2024 r., to taryfy musiałyby przekraczać 600 zł/MWh. Nie wiadomo jednak, na jakie ostatecznie stawki zgodzi się prezes URE i czy nowy rząd zdecyduje się na dalsze mrożenie cen prądu" - powiedział Puchalski Business Insiderowi.

W praktyce o tym, ile zapłacimy za prąd w 2024 r., zdecyduje nowy rząd, który może wprowadzić tarcze ochronne. Takie mechanizmy działają w tym roku i dzięki temu nie widzimy na rachunkach realnych taryf, jakie przed rokiem zatwierdził prezes URE koncernom energetycznym, podkreśla portal. Przypomina, że oficjalne zatwierdzone taryfy dla gospodarstw domowych na 2023 r. są rekordowe i sięgają od 1057 do 1130 zł/MWh. To pokłosie kryzysu energetycznego i gwałtownego wzrostu cen prądu na giełdzie w 2022 r., głównie za sprawą zawirowań na rynku gazu w całej Europie.

(ISBnews)