Przeciętne wynagrodzenie brutto w polskim przemyśle wyniosło w 2012 r. 938 euro i było aż o 55,3 proc. wyższe niż w 2000 r. – wynika z danych Eurostatu. Jest jednak nadal bardzo niskie w porównaniu z najbogatszymi krajami Wspólnoty.

I tak na przykład w Niemczech przeciętna pensja w przemyśle wyniosła przed dwoma laty 4149 euro. Była więc 4,4-krotnie wyższa niż w naszym kraju. W 2000 r., cztery lata przed naszą akcesją do UE, proporcja ta wynosiła 1:5,5. Oznacza to, że jeśli nadal w takim samym tempie będziemy gonić zachodniego sąsiada, statystycznie uzyskamy takie same płace dopiero za prawie pół wieku.

Realnie będzie to jednak o połowę krócej, jeśli uwzględni się siłę nabywczą polskich wynagrodzeń, ponieważ większość produktów i usług jest u nas tańsza niż w Niemczech i w innych krajach starej Unii. Potwierdzają to m.in. dane Urzędu Statystycznego we Wrocławiu o cenach w euroregionie Nysa. Według nich w 2012 r. energia elektryczna była w Niemczech ponadtrzykrotnie droższa niż w Polsce, jabłka były droższe ponaddwukrotnie, ceny mięsa wieprzowego były wyższe o 85 proc., a chleba – o 63 proc.

Zdaniem ekspertów różnice w wynagrodzeniach nie są przypadkowe. Są one związane z mniejszą u nas niż na Zachodzie produktywnością, czyli wartością PKB przypadającą na jednego pracującego. Jest ona nawet trzy razy mniejsza niż w najbogatszych krajach UE. – Poziom wydajności w poszczególnych krajach usprawiedliwia różnice w płacach, a pozwalają na nie różnice w kosztach życia – ocenia w rozmowie z DGP Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK.

Mniejsza przeciętna wydajność w polskim przemyśle nie oznacza bynajmniej, że w pracę wkładamy mniej wysiłku. Jej efekty są skromniejsze, ponieważ nasze firmy nie dysponują najnowszymi technologiami produkcji ani nowoczesnymi urządzeniami. Ponadto tracimy na słabszej organizacji pracy. Tymczasem pod względem przepracowanych godzin znajdujemy się w europejskiej czołówce – we Wspólnocie dłużej niż my pracuje tylko statystyczny Grek. W 2012 r. przepracowaliśmy średnio 1929 godzin. W tym czasie zdecydowanie mniej od Polaków pracowali nawet mieszkańcy innych krajów Europy Środkowej – Czesi o 100 godzin, a Słowacy i Węgrzy – o 40 godzin krócej.

Duże różnice w płacach to oprócz wysokiego bezrobocia główny powód fali emigracji Polaków. W efekcie według oficjalnych danych w 2012 r. za granicą przebywało ponad 2,1 mln Polaków. Jeśli w przyszłości różnice w zarobkach będą nadal drastyczne, można oczekiwać, że kolejne grupy rodaków będą opuszczać nasz kraj. Niższe niż w Polsce zarobki w przemyśle poszczególnych krajów Unii Europejskiej występują tylko w Bułgarii, na Łotwie i w Rumunii. Przy tym w Bułgarii są one ponad dwa razy niższe niż nad Wisłą. Przegonili nas za to Węgrzy, Czesi i Słowacy, których przeciętne pensje były przed 14 laty znacznie niższe niż w Polsce. Tymczasem w 2012 r. Czesi zatrudnieni w przemyśle zarabiali o 419 euro więcej.