W I kw. tego roku zaledwie 197 tys. osób rozglądało się za firmami, w których mogłyby lepiej zarabiać niż dotychczas – wynika z badań aktywności ekonomicznej ludności prowadzonych przez GUS. Było ich o 17 proc. mniej niż w tym samym okresie roku poprzedniego i aż ponaddwukrotnie mniej niż w 2010 r. Nie dość tego – tak małej liczby pracowników szukających lepiej płatnej pracy nigdy wcześniej nie było.

To efekt bardzo trudnej sytuacji na rynku – ocenia Karolina Sędzimir, ekonomista PKO BP. Potwierdzają to dane GUS. W końcu I kw. tego roku stopa rejestrowanego bezrobocia wyniosła 14,3 proc. i była o 1 pkt proc. wyższa niż przed rokiem. Wprawdzie w kwietniu spadła do 14 proc., ale liczba bezrobotnych była nadal bardzo wysoka, bo utrzymała się na poziomie blisko 2,3 mln.

W tej sytuacji zdecydowana większość pracowników nie czuje się na siłach, aby szukać pracodawców, którzy mogliby zaoferować im lepsze zarobki – ocenia Sędzimir. Boją się ryzykować, bo nawet samo ujawnienie ewentualnych planów związanych z poszukiwaniem lepszych zarobków mogłoby spowodować kłopoty w dotychczasowym miejscu pracy.

To jednak nie wszystko. Do szukania lepiej płatnego zajęcia zniechęca też bardzo mała liczba ofert pracy, jaka pojawia się na rynku. Na przykład w końcu marca było ich w pośredniakach 41 tys., a w końcu kwietnia tylko 44 tys. mimo pojawienia się sezonowych prac w rolnictwie i budownictwie. Eksperci nie mają wątpliwości, że pracodawcy tworzą mało miejsc pracy, ponieważ gospodarka hamuje z kwartału na kwartał. Jeszcze w I kw. ub.r. PKB zwiększył się bowiem o 3,5 proc., zaś w pierwszych trzech miesiącach tego roku zaledwie o 0,5 proc. – Mało pracowników szuka nowego pracodawcy również dlatego, że obawiają się, że jeśli nawet otrzymają u niego wyższe wynagrodzenie, to na podstawie umowy na czas określony – twierdzi Sędzimir.

A to może się w przyszłości zemścić. Bo jeśli gospodarka będzie nadal hamowała, to przedsiębiorstwa przyspieszą zwolnienia. A na ogół pracę w pierwszej kolejności tracą pracownicy na umowach terminowych. Są jednak osoby, które mają szansę na wyższe zarobki. Dotyczy to głównie specjalistów w wybranych zawodach, np. informatyków czy fachowców od logistyki, których brakuje na rynku nawet przy spowolnieniu gospodarczym.