W kwietniu w woj. wielkopolskim stopa bezrobocia wyniosła 10,5 proc. i była najniższa w kraju – wynika ze wstępnych danych resortu pracy. Z kolei na Śląsku osiągnęła poziom 11,9 proc. i podobnie jak w Wielkopolsce również należała do najniższych.

Równocześnie z danych ostatniego spisu powszechnego ludności wynika, że w tych regionach jest najwięcej osób z wykształceniem zasadniczym zawodowym wśród osób w wieku 13 i więcej lat – w Wielkopolsce 26 proc., a na Śląsku 25,2 proc.

Analitycy zastrzegają, że nie ma prostej zależności między poziomem wykształcenia ludności i wielkością bezrobocia. Przyznają jednak, że ma ono wpływ na lokalny rynek pracy. – W Wielkopolsce i na Śląsku mogło nastąpić dopasowanie do popytu na pracę proporcji między kształceniem na poziomie zawodowym i na przykład wyższym – twierdzi prof. Urszula Sztanderska z Uniwersytetu Warszawskiego.

To efekt między innymi uwarunkowań historycznych. – W Wielkopolsce tradycyjnie ceni się posiadanie fachu w ręku – komentuje dr Krzysztof Bondyra z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Dodaje, że w regionie silne są środowiska rzemieślnicze. – Nawet przy niżu demograficznym liczba uczniów praktycznej nauki rzemiosła w Poznaniu rośnie – podkreśla Bondyra.

Część z kształcących się w ten sposób otworzy własne warsztaty, które zapewnią w miarę stabilne zajęcie.

Na Śląsku przy wyborze zawodówki duże znaczenie ma czynnik kulturowy. – Wysoki jest szacunek do pracy. Nawet prostej – ocenia prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. Dodaje, że na Śląsku ceni się samodzielność – dlatego młodzi ludzie starają się jak najszybciej zdobyć pracę.

Mają przy tym większe możliwości. Popyt na osoby do prostych, ciężkich prac – w budownictwie, górnictwie, w przemyśle – jest tam większy niż w innych województwach. – Skoro jest praca, to nie spieszą się do tego, żeby studiować. Część robi to, ale po pewnym czasie na przykład w trybie zaocznym – mówi prof. Kabaj.

W innych regionach jest inaczej. Zawodówki są traktowane po macoszemu. – Bolączką systemu edukacji jest odejście od kształcenia zawodowego – twierdzi prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego. Potwierdzają to dane. W ostatniej dekadzie zlikwidowano blisko 600 zasadniczych szkół zawodowych.

Ważna jest jednak nie tylko struktura wykształcenia, lecz także gospodarki. Doskonale dopasowali to do siebie Niemcy. W tym kraju dwie trzecie uczniów wybiera najpierw szkołę zawodową, a dopiero później część kończy studia wyższe. W efekcie bezrobocie wśród młodzieży wynosi ok. 8 proc. i jest na podobnym poziomie jak średnia krajowa. Z kolei w Polsce jest dwa razy wyższe od średniej i osiągnęło poziom ok. 27 proc. Niemcy jako jedyny kraj w Europie nie mają problemu z wysokim bezrobociem wśród młodzieży. To przede wszystkim efekt tego, że system edukacji promuje kształcenie zawodowe.