Zgodnie z prawem zasiłek wypłacany jest przez rok tam, gdzie stopa bezrobocia była w końcu czerwca poprzedniego roku o ponad 50 proc. większa od średniej krajowej. Jednak mimo że bezrobotnych jest tam wielu, to świadczenia uzyskuje stosunkowo niewiele osób. Z danych GUS wynika, że np. w listopadzie ub.r. było ich w całym kraju tylko 305 tysięcy i stanowili zaledwie 15,9 proc. ogółu bezrobotnych. Były lata lepsze pod tym względem, ale i wtedy zasiłki otrzymywała wąska grupa osób bez pracy.

Ekspertów to nie zaskakuje. Większość zarejestrowanych stanowią osoby długotrwale bezrobotne, które nie spełniają kryteriów branych pod uwagę przy przyznawaniu zasiłków – wyjaśnia prof. Urszula Sztanderska z Uniwersytetu Warszawskiego. Potwierdzają to dane GUS.

W listopadzie w pośredniakach było ponad 965 tysięcy osób długotrwale bezrobotnych, a więc pozostających w rejestrach urzędów pracy przez ponad 12 miesięcy w okresie ostatnich dwóch lat. A co do zasady, bezrobotny ma prawo do zasiłku dopiero wtedy, jeżeli w okresie 18 miesięcy poprzedzających dzień jego zarejestrowania łącznie przez okres co najmniej 365 dni był zatrudniony i wypracował co najmniej minimalne wynagrodzenie. W przyszłości ten warunek spełniać będzie coraz mniej osób. Bezrobocie nie spada, a więc wydłuża się czas pozostawania bez zajęcia tych, którzy tkwią w rejestrach urzędów pracy – ocenia Urszula Kryńska, ekonomista z Banku Millennium. Jej zdaniem przybywać więc będzie bezrobotnych bez zasiłku.

W starych krajach Unii Europejskiej 70–80 proc. bezrobotnych otrzymuje zasiłki – mówi prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. Jedni otrzymują zasiłki z ubezpieczenia od bezrobocia, inni zasiłek socjalny. Zasiłek z ubezpieczenia przyznawany jest często na dwanaście miesięcy i nawet przez 24 miesiące, bo różnie bywa w poszczególnych krajach. A gdy kończy się ten okres i bezrobotny nie znajdzie pracy, otrzymuje zasiłek socjalny – wyjaśnia prof. Kabaj. Według niego taki system powinien być wprowadzony również w naszym kraju.

Nie zgadza się z tym prof. Sztanderska. System wzajemnych ubezpieczeń od bezrobocia stworzony na Zachodzie przez związki zawodowe nie jest odporny na dłuższy kryzys i państwo musi go wspomagać, aby był wypłacalny – mówi Sztanderska. Dodaje, że ponadto potrzebny byłby długi czas na zgromadzenie odpowiednich środków, a dodatkowe składki na ten cel byłyby w zasadzie nowym podatkiem, co trudno byłoby zaakceptować. Zasiłki dla bezrobotnych finansowane więc będą nadal z Funduszu Pracy tworzonego z odpisu pracodawców. W tym roku pochłoną one, tak jak w roku ubiegłym, ok. 3,2 mld zł.

Osób bez pracy i prawa do pomocy finansowej będzie przybywać