Fiskus twierdził, że faktury, na podstawie których firma zamierzała odliczyć VAT, były puste, a ona sama uczestniczyła w przestępczym procederze. Sądy orzekły jednak inaczej i wskazywały, że przez 16 lat organom nie udało się udowodnić spółce żadnych nadużyć. Wówczas fiskus sięgnął po nowy argument – stwierdził, że prawo do zwrotu VAT się przedawniło. I nie przeszkodził mu w tym fakt, że sam przez lata badał sprawę i chodził po sądach, przeznaczając na to pieniądze podatników. Poszkodowany przedsiębiorca też ponosił koszty – do walki o zwrot podatku musiał wynająć profesjonalnego pełnomocnika.

Co ciekawe, fiskus nie ma pewności, kiedy konkretnie doszło do przedawnienia. Zakłada, że najprawdopodobniej już z końcem 2004 r., ale nie wyklucza, iż stało się to dopiero w 2009 r. Tak czy inaczej, zdaniem skarbówki, na zwrot VAT jest już za późno. A do przedawnienia dopuściła sama spółka. Bo gdyby co pięć lat składała korekty deklaracji i wnioski o stwierdzenie nadpłaty, to sprawa byłaby wciąż aktualna.

Właściciel firmy nie zamierza jednak odpuszczać. Uważa, że zwrot, o który walczył tyle lat, nie mógł się, ot tak, przedawnić. Po raz kolejny, pomimo wygranej w sprawie samego prawa do zwrotu VAT, musiał złożyć skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Wyrok miał zapaść 25 kwietnia, ale sąd odroczył jego wydanie. A wczoraj przedłużył termin jeszcze o tydzień. Sprawa ma prawie 20-letnią historię i chcemy się z nią dogłębnie zapoznać - stwierdził WSA.

Spółka czeka więc na werdykt sędziów. Zapowiada, że jeśli rozstrzygnięcie będzie dla niej niekorzystne, to złoży skargę do Naczelnego Sądu Administracyjnego. A wtedy znów będzie czekała. Może nawet dwa lata, bo tyle czasu przeciętnie rozpoznaje sprawę sąd kasacyjny. Niewykluczone zatem, że cała bitwa zakończy się dopiero po 20 latach. A firma wróci z niej z tarczą, za to bez pieniędzy.

Spór sprzed lat

Spółka handlowała w latach 90. tekstyliami. Miała kupować je od polskiego dostawcy i sprzedawać do ówczesnej Republiki Łotewskiej. Wywóz towarów za granicę potwierdzały dokumenty SAD i międzynarodowe listy przewozowe (CMR). Są również wyciągi z rachunków bankowych na dowód otrzymania zapłaty od łotewskiego kontrahenta. Z kolei zakup tekstyliów przez spółkę potwierdzają faktury wystawione przez polskiego dostawcę i bankowe przelewy.

W deklaracjach VAT-7 złożonych za grudzień 1998 r. i luty 1999 r. spółka wykazała do zwrotu łącznie 550 tys. zł. Liczyła na to, że pieniądze otrzyma w ciągu 25 dni. Naczelnik Urzędu Skarbowego Warszawa-Praga przedłużył jednak termin zwrotu do czasu zakończenia postępowania wyjaśniającego. Spółka nie przypuszczała wtedy, że spór o to będzie toczył się aż do dzisiaj.

Puste faktury

Przez 16 lat fiskus uparcie twierdził, że faktury dokumentujące nabycie tekstyliów przez spółkę były puste, bo nie kupiła ona materiałów od kontrahenta, a faktury wystawiono tylko po to, by mogła – jako ostatnie ogniwo przestępczego łańcucha – wyprowadzić VAT z budżetu. Fiskus nie twierdził, że wywozu nie było, ale podejrzewał, że towar był niewiadomego pochodzenia. W związku z tym odmawiał zwrotu nadwyżki VAT. Spór ciągnął się latami, wielokrotnie wracał do punktu wyjścia, bo spółka składała odwołania i skargi do sądu.

Udawało się jej wykazywać błędy w postępowaniu podatkowym, dlatego albo dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie, albo Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylali niekorzystne dla niej decyzje. Gdy jednak sprawa wracała do naczelnika urzędu, ten, przyglądając się jej ponownie, znów odmawiał zwrotu.

Wreszcie w 2014 r. spółka wygrała w Naczelnym Sądzie Administracyjnym (sygn. akt I FSK 1691/13). Sąd stwierdził, że fiskus nie może podważać prawa spółki do odliczenia podatku naliczonego. Z dwóch powodów. Po pierwsze nie zakwestionował podatku należnego u dostawcy, po drugie nie wykazał, że wywozu za granicę nie było. Tak samo orzekł warszawski WSA związany rozstrzygnięciem sądu kasacyjnego (orzeczenie z 15 kwietnia 2015 r., sygn. akt III SA/Wa 48/15).

Już za późno

Po tym wyroku spółka sądziła, że wreszcie wygrała i że dostanie pieniądze z powrotem. Ale i tym razem zwrot nie przyszedł. Fiskus wytoczył bowiem nowy argument - w lutym 2016 r. dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie stwierdził, że prawo do zwrotu nadwyżki VAT już się przedawniło.

Przypomniał, że spór dotyczy 1999 r., a zobowiązania podatkowe przedawniają się zasadniczo z upływem pięciu lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku (art. 70 ordynacji podatkowej). Co prawda nadwyżka VAT nie jest zobowiązaniem podatkowym, ale  jak stwierdził dyrektor izby - należy ją traktować tak samo. Uznał więc, że spółka mogła odzyskać VAT najpóźniej do końca 2004 r.

Przepis przejściowy

Fiskus uznał, że w tym wypadku nie doszło do przerwania ani zawieszenia terminu przedawnienia. Przerwania nie było, bo choć wszczęto w tym czasie egzekucję, to spółka nie została o tym zawiadomiona. Co prawda naczelnik US zajął w 2004 r. jej rachunek bankowy, ale zawiadomienie wysłał na adres, pod którym firmy już nie było.

Dyrektor twierdził, że nie doszło też do zawieszenia biegu terminu przedawnienia, bo wprawdzie spółka złożyła w 2004 r. skargę do sądu, ale chodziło o zobowiązanie z lat poprzednich, kiedy skarga do WSA nie wpływała na przedawnienie. Ze stanowiskiem dyrektora izby spółka od początku się nie zgadzała.

Argumentem dla fiskusa był przepis przejściowy, który zakładał, że do zobowiązań powstałych przed 2003 r. stosuje się stare reguły, jeżeli były one korzystniejsze dla podatników. To ostatnie zastrzeżenie stało się zarzewiem sporu z fiskusem, bo dyrektor izby twierdził, że stare reguły były korzystniejsze dla ogółu podatników. Problem polegał na tym, że spółce opłacało się skorzystać z nowego przepisu, a nie starego. Dzięki temu jej sprawa się nie przedawniła.

Sama sobie winna

Dyrektor izby wytaczał też inne argumenty przemawiające za przedawnieniem. Twierdził, że zwrot byłby jeszcze możliwy, gdyby spółka każdorazowo, przed upływem terminu przedawnienia, korygowała deklarację VAT i składała wniosek o stwierdzenie nadpłaty. Wtedy miałby zastosowanie art. 80 ordynacji podatkowej - uważał fiskus. Zgodnie z tym przepisem prawo do zwrotu nadpłaty wygasa po upływie pięciu lat, licząc od końca roku, w którym upłynął termin jej zwrotu.

Dyrektor izby uważał zatem, że składanie korekt i wniosków o stwierdzenie nadpłaty przesuwa za każdym razem termin na zwrot VAT. Tymczasem spółka poprzestała na złożeniu pierwotnej deklaracji, co - zdaniem fiskusa - było błędem. Spółka dziwiła się, jak fiskus może mówić o metodach przedłużania terminu na zwrot VAT, skoro jeszcze niedawno całkowicie to prawo podważał. Nie po to przez lata walczyła o odzyskanie pieniędzy, żeby teraz usłyszeć, że sprawa już się przedawniła.

Dwa terminy

Jakby tego było mało, fiskus nie do końca jest pewien, kiedy rzeczywiście przedawniło się prawo do zwrotu nadwyżki podatku. Zakłada, że najprawdopodobniej nastąpiło to już 31 grudnia 2004 r. Nie wyklucza jednak, że mogło to nastąpić pięć lat później, a więc z końcem 2009 r. Pod uwagę bierze bowiem dwie możliwości. Pierwszą - że pięć lat należy liczyć od upływu 25-dniowego terminu na zwrot VAT w 1999 r. Wówczas prawo spółki do otrzymania pieniędzy z powrotem przedawniłoby się 31 grudnia 2004 r.

Druga możliwość jest taka, że 5-letni termin na zwrot VAT liczy się od przedawnienia zobowiązania podatkowego, a więc od daty 31 grudnia 2004 r. Wtedy firma mogłaby odzyskać pieniądze najpóźniej do końca 2009 r.Tak czy inaczej, na zwrot VAT i tak byłoby dziś już za późno. Wykazanie tego jest obecnie celem fiskusa. Czy uda mu się ten cel osiągnąć, pokaże dopiero wyrok sądu.