O nasze oszczędności zabiegają banki, fundusze inwestycyjne, firmy ubezpieczeniowe, asset management. Możemy je trzymać na rachunku bankowym i tracić wraz z rosnącą inflacją. Możemy jednak wybrać jeden z bardzo wielu instrumentów finansowych, który pozwoli nam zarabiać. To, na co się zdecydujemy, zależy od zasobów, jakimi dysponujemy, okresu inwestycji i ryzyka, jakie jesteśmy skłonni zaakceptować. Zanim komukolwiek powierzymy nasze pieniądze, musimy dokładnie poznać szczegóły oferty.

Lokaty bankowe

Przy wyborze lokaty decydującymi czynnikami są oprocentowanie i wymagany przez bank minimalny wkład. W jednych bankach lokatę założymy już mając 100 zł, w innych potrzeba dysponować kilkoma tysiącami zł. Po drugie nie zawsze zysk jest taki sam dla każdego klienta. Wiele banków oferuje bowiem oprocentowanie zwiększające się wraz z wielkością wkładu. Przykładowo, jeżeli w jednym z bankówzdecydujemy się włożyć na lokatę 10 tys. zł, to za rok odbierzemy 10,5 tys. zł. Zarobimy więc 500 zł (nie licząc oczywiście podatku belki, który musimy odjąć), czyli 5 proc. W tym samym banku inne warunki lokaty będzie miał klient, który zdeponuje ponad 20 tys. zł. Po wpłaceniu takich pieniędzy dostanie za rok o 6 proc. więcej.

Należy też uważać na terminy subskrypcji. Banki często przyjmują wkłady klientów znacznie wcześniej, niż rozpoczyna się lokata. Jeśli zanadto pospieszymy się z wpłaceniem bankowi pieniędzy, może się okazać, że np. przez 2 – 3 tygodnie nasze środki nie pracują na przyszłe zyski.

Kolejna rzecz, na którą trzeba zwrócić uwagę, to czas zamrożenia kapitału. Są banki, które oferują oprocentowanie rzędu 7 proc. Tyle że na taki zysk w skali roku może liczyć ten, kto powierzy pieniądze nie na rok, a na dwa lata. Zysk będzie oczywiście spory, ale należy pamiętać o tym, że środki zamrożone będą na dwukrotnie dłuższy okres niż przy klasycznym rocznym depozycie.

Jeśli ktoś, skuszony ostatnimi reklamami banków, chciałby założyć lokatę, warto rozważyć, czy nie opłaca się poczekać kilka miesięcy na lepszą propozycję. Oprocentowanie 6 – 7 proc. w skali roku nie jest już niczym nadzwyczajnym, a według analityków jeszcze lepsze oferty to tylko kwestia czasu. Tym bardziej że w tym roku NBP podwyższał stopy procentowe już dwukrotnie, a przewidywane są dalsze podwyżki. Poza tym banki poprawiają warunki, bo potrzebują pieniędzy, by finansować kredyty, których wartość w ostatnich latach rosła lawinowo.

Fundusze inwestycyjne

Ostatnie miesiące nie były zbyt łaskawe dla klientów towarzystw funduszy inwestycyjnych. Ci którzy zdecydowali się zainwestować w jednostki funduszy np. w połowie ubiegłego roku, stracili nawet kilkadziesiąt procent oszczędności. Szczególnie jeśli inwestowali w produkty agresywne, których portfel w większości oparty jest na akcjach.

Mimo wszystko fundusze pozostają jedną z najbardziej popularnych form inwestycji w Polsce. Ich aktywa wynoszą ponad 111 mld zł (dane na koniec lutego). Ten typ oszczędzania powinni wybierać ci, którzy myślą o inwestycjach długoterminowych. Pogląd, że fundusz jest tym samym produktem co lokata bankowa, tyle że dającym znacznie większe zyski, zrewidowały ostatnie spadki na giełdzie. Jeśli jednak zdecydujemy się oszczędzać w funduszu regularnie, powiedzmy przez 10 – 15 lat, nie powinniśmy wyjść na tym źle.

Najważniejsza rzecz, na którą trzeba zwrócić uwagę, to dwie opłaty.

Opłata dystrybucyjna – pobierana jest ona raz, natychmiast przy zakupie jednostek funduszu. Wynosi od 0 do 5 proc. kwoty inwestycji. Zazwyczaj im większą kwotę chcemy przeznaczyć na inwestycję, tym mniejsza jest opłata dystrybucyjna.

Opłata za zarządzanie – to mówiąc w skrócie premia dla TFI za pomnażanie naszych pieniędzy. Tu również górna granica wynosi 5 proc. Potrącana jest ona z aktywów zgromadzonych w funduszu, czyli de facto z naszych zysków.

Jeśli więc decydujemy się kupić jednostki funduszu warte 1000 zł, to z miejsca nasz wkład pomniejszony jest nawet o 50 zł. Na zysk pracuje więc tylko 950 zł. Opłaty za zarządzanie członek funduszu bezpośrednio nie odczuwa. Wszystko dlatego, że jednostka funduszu wyceniana jest dopiero po jej odliczeniu. Nie mniej warto zwracać uwagę na wysokość tej opłaty, bo podobnie jak stawka dystrybucyjna, „zjada” nam ona część przyszłych zysków.

Polisy inwestycyjne

To produkt, który popularność zdobył w Polsce stosunkowo niedawno. Są to po prostu ubezpieczenia na życie, tyle że składka z nich inwestowana jest w fundusze kapitałowe.

Wybierając inwestycję w polisę na życie, mamy do wyboru dwa sposoby opłacania składek.

Przy składce jednorazowej pieniądze wpłacamy towarzystwu tylko raz na początku inwestycji. Zwykle firmy żądają co najmniej 5 – 10 tys. zł. Zazwyczaj klient ma możliwość późniejszego zwiększania zainwestowanej kwoty.

W przypadku składki regularnej zobowiązujemy się do wpłacania na konto towarzystwa określonej sumy w regularnych odstępach czasu. Najczęściej co miesiąc. Przeważnie wystarczają kwoty rzędu 200 – 300 zł.

Załóżmy, że roczna stopa zwrotu wyniesie 6 proc. Osoba, która odkładała na polisę regularnie 200 zł miesięcznie, odzyska swój wkład dopiero po... dziewięciu latach. Wtedy to wartość wykupu polisy (pieniądze, jakie dostaniemy za rezygnację z ubezpieczenia) będzie mniej więcej równa sumie wpłaconych składek. Rachunek jest więc prosty – aby zacząć zarabiać, musimy inwestować w polisę na życie co najmniej dziesięć lat. Jeśli rozpoczęliśmy inwestowanie w polisę w wieku 35 lat i płaciliśmy składkę 200 zł miesięcznie, to w momencie przejścia na emeryturę będzie na nas czekało ponad 180 tys. zł. Suma wpłaconych składek będzie równa 72 tys. zł. Zarobimy więc około 150 proc.

Inwestując w polisę, musimy być przygotowani na tzw. indeksację składki, czyli mówiąc w uproszczeniu, jej coroczną podwyżkę o wskaźnik inflacji. Jeżeli płacimy składkę 300 zł miesięcznie, a indeksacja wynosi 1,5 proc. rocznie, to po 10 latach trwania ubezpieczenia będziemy płacić już nie 300 zł, a prawie 350 zł.

Ponadto należy pamiętać o ryzyku związanym z zerwaniem polisy przed ustalonym w umowie terminem. Jeżeli podpiszemy umowę ubezpieczenia, będziemy wpłacać składki regularnie, a po roku stwierdzimy, że polisa jednak nie jest nam potrzebna, to nie dostaniemy nic. Nie zostaną nam nawet zwrócone wpłacone składki.

Zyski z polisy na życie nie więc imponujące, a opłaty dość wysokie. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że polisa inwestycyjna to przede wszystkim ubezpieczenie. W przypadku śmierci ubezpieczonego towarzystwo wypłaca albo sumę wpłaconych składek, albo wartość polisy (składki + zysk z inwestycji). Zależy to od tego, która suma jest wyższa. Jeśli śmierć wydarzy się przed 65. rokiem życia, zakład wypłaca nawet 200 proc. sumy ubezpieczenia. Po przekroczeniu granicy 65. lat – 150 proc.

Produkty strukturyzowane

To hit ostatnich miesięcy na polskim rynku. Łączą w sobie cechy lokaty bankowej i funduszu inwestycyjnego. Działają w dość prosty sposób. Przypuśćmy, że do zainwestowania mamy 5 tys. zł. Wysokość prowizji, jaką pobiera firma oferująca lokatę, to 1 – 1,5 proc. rocznie. Za nasz wkład kupowane są obligacje oraz opcje. Czas trwania inwestycji to najczęściej cztery lata. Dzięki wkładowi w obligacje mamy gwarancję zysku. Oznacza to, że nawet jeśli inwestycja po czterech latach okaże się chybiona, odzyskamy swoje 5 tys. zł, najczęściej pomniejszone o prowizję. Ewentualny zysk bierze się stąd, że za drugą, mniejszą część naszego wkładu, kupowane są opcje. Niestety przy strukturach trudno określić, jak wysoki będzie przyszły zysk. Nikt nie jest bowiem w stanie przewidzieć, jak w przyszłości będą się zachowywały giełdowe indeksy. Można posiłkować się jedynie danymi historycznymi. Te są dość optymistyczne. Po czterech latach inwestycji można było z zainwestowanych 5 tys. zł dostać nawet 15 tys. zł.