Sygnałem zmiany są billboardy w oknach wystawowych placówek należących do sieci Piotr i Paweł. Sklepy reklamują się jako supermarkety, do tego tańsze, niż myśli konsument. – Szerokość asortymentu, dostępność unikatowych towarów oraz jakość obsługi sprawiają, że od wielu lat jesteśmy uważani za sieć delikatesową. Staramy się przekonywać, że supermarket nie musi być drogi. Stąd nasze hasło reklamowe – komentuje działania Ewa Aleszczyk-Kalinowska, dyrektor marketingu i komunikacji w Piotrze i Pawle.

Obecnie pod logo powstałej ponad 23 lata temu spółki funkcjonuje 135 sklepów, z których 57 powstało w ostatnich pięciu latach. Najdynamiczniejszy wzrost przypada na ostatnie dwa lata. W zeszłym roku bowiem sieć uruchomiła 19 nowych sklepów, a w 2014 r. – 17. – W tym roku otworzymy kolejnych 11. Pięć już działa. Pozostałe powstaną we Wrocławiu, w aglomeracji warszawskiej, katowickiej oraz w regionie Trójmiasta – wymienia Ewa Aleszczyk-Kalinowska.

Zdaniem ekspertów rozwój sieci różni Piotra i Pawła od konkurentów, którzy – jak Alma – mają kłopoty albo – jak Bomi – całkiem wypadli z rynku. Podstawowa różnica jest taka, że Piotr i Paweł lepiej wybiera lokalizacje dla swoich sklepów: już od lat inwestuje w sklepy usytuowane na osiedlach mieszkaniowych.

– Z naszych badań wynika, że dla kupujących, poza ceną, istotna jest wygoda zakupów. Wiele sklepów Almy znajduje się w galeriach handlowych, co utrudnia dostęp do nich. Galerie położone są na przedmieściach lub w zatłoczonych centrach miast, podczas gdy konsumenci wolą kupować blisko domu. Spadek liczby odwiedzających galerie handlowe negatywnie przełożył się na obroty tej sieci – komentuje Bartosz Bolecki z firmy badawczej PMR.

Druga różnica: Piotr i Paweł konsekwentnie rozwija asortyment tańszych produktów, stając się w ten sposób sklepem dostępnym dla każdego. Analitycy podkreślają, że taką strategię obrały też Alma czy wcześniej Bomi. W przypadku Almy objawiało się to wprowadzeniem na półki produktów pod jej własną marką Food & Joy. – Problem jednak w tym, że Alma ciągle była kojarzona z delikatesami, a więc wysokimi cenami towarów. Nie potrafiła i prawdopodobnie nie chciała odciąć się od tego wizerunku. Przetasowanie w asortymencie nie było więc wystarczającym magnesem do tego, by przyciągnąć klientów – twierdzi Bartosz Bolecki.

I dodaje, że problemy sieci delikatesowych zaczęły się w momencie, gdy Biedronka i Lidl postanowiły uzupełnić ofertę o produkty markowe. Do tego towary z wyższej półki zaproponowały w ramach tygodniowych promocji. – Biedronka, która jeszcze w 2009 r. informowała, że 58 proc. jej asortymentu stanowią towary pod marką własną, dziś mówi, że jest to 44 proc. – komentuje Bartosz Bolecki.

Wyniki finansowe mogą jednak wskazywać na to, że konkurencja na polskim rynku handlowym daje się coraz bardziej sieci we znaki. – Przychody netto spółki Piotr i Paweł Detal, czyli odpowiedzialnej za sklepy spożywcze pod tą marką, wyniosły za I półrocze br. 514 mln zł, były o 4,59 proc. niższe niż przed rokiem. Zysk netto spadł o 31 proc., do 5,6 mln zł – wynika z raportu Bisnode Polska, wywiadowni gospodarczej. W ubiegłym roku przychody netto wyniosły ponad miliard złotych, wobec 595 mln zł rok wcześniej. Zysk netto natomiast zwiększył się w tym czasie do 16,3 mln zł, z 4,7 mln zł w 2014 r.

Ewa Aleszczyk-Kalinowska zauważa jednak, że to nie są kompletne dane. Spółka Piotr i Paweł Detal jest odpowiedzialna jedynie za sklepy własne sieci. Tymczasem te stanowią połowę biznesu. Pozostała część to placówki działające na zasadzie franczyzy, których dane są ujęte w kilkudziesięciu różnych spółkach. – Obroty całej naszej sieci w 2015 r. wyniosły 2,1 mld zł. Były wyższe niż w 2014 r. o 4,4 proc. W tym roku przewidujemy jeszcze większą dynamikę – dodaje przedstawicielka firmy.

Zapowiada, że sieć ma nowe pomysły na przyciągnięcie klientów. Mowa m.in. o udogodnieniach technologicznych, jak self-scanning, który pozwoli szybciej płacić za zakupy, a w placówkach pojawi się już na przełomie 2016/2017 r., czy nowa witryna e-sklepu. Obecnie internet odpowiada za 3 proc. obrotów sieci.

Czy odchodzenie dotychczasowych graczy od formatu delikatesów oznacza, że na rynku zdominowanym przez Biedronkę i Lidla nie ma już miejsca na tego typu sklepy? Zdaniem ekspertów jest, ale będą one rozwijane na innej zasadzie. Będzie to część większego biznesu, jak ma to miejsce w przypadku Polskiej Grupy Supermarketów zrzeszającej 550 sklepów, z których tylko dwa to delikatesy. O tym, że ten format ma potencjał, jest też przekonany Carrefour, który w tym roku otworzył dwa pierwsze sklepy typu delikatesy. – Jeśli się sprawdzą, będą kolejne – usłyszeliśmy w biurze prasowym Carrefour Polska.