MFW przewiduje na 2015 r. dalsze spowolnienie i prognozuje, że wzrost wyniesie 6,8 proc. Jeszcze dalej idą ekonomiści z ośrodka Oxford Economics, którzy uważają, że gospodarka za Wielkim Murem będzie się rozwijać w tym roku w tempie 6,5 proc. Dodają jednocześnie, że będzie to ostatni rok, kiedy tempo wzrostu przekroczy 6 proc.

Przyczyn spowolnienia wzrostu gospodarczego w Chinach jest wiele. Przede wszystkim lata prosperity spowodowały, że wiele zakładów przemysłowych może produkować znacznie więcej, niż świat jest w stanie nabyć. To dlatego w ostatnich latach kierownictwo partyjne starało się przestawić gospodarkę kraju z eksportu na konsumpcję wewnętrzną: wariant, który stał się możliwy dzięki rosnącej klasie średniej. Jednak to przebalansowanie cały czas trwa i nie wiadomo, czy popyt wewnętrzny wyrówna ubytki w światowym popycie na chińskie towary. Już teraz eksport, choć w minionym roku wzrósł o 6 proc., odpowiada zaledwie za połowę wzrostu.

ZOBACZ TAKŻE: Mocny dolar nie pozwala na tanie zakupy za granicą>>>

Wzrasta zagrożenie deflacją, niepewna jest sytuacja sektora budowlanego, który napędzał wzrost gospodarczy. W jego efekcie ceny nieruchomości zostały sztucznie rozdęte i wiele z nich stoi pustych. Rząd w Pekinie dwa lata temu był nawet zmuszony do interwencji na rynku, utrudniając nabywanie mieszkań jako lokaty kapitału. Jeśli bańka nieruchomości pęknie, sytuacja znacznie się pogorszy. Zwłaszcza że w nieruchomościach ulokowane jest sporo bogactwa klasy średniej.

Spowolnienie tempa rozwoju oznacza również upadek dotychczasowych dogmatów. Do tej pory chińskie władze utrzymywały, że 8 proc. to minimalne tempo rozwoju, którego potrzebuje kraj, aby tworzyć wystarczającą liczbę miejsc pracy. W Pekinie powszechne było przekonanie, że tylko taki poziom może uchronić Komunistyczną Partię Chin przed utratą monopolu na władzę. Mimo spadku w ubiegłym roku poniżej poziomu 8 proc. gospodarka i tak wytworzyła 13,2 mln miejsc pracy.

W najbliższych latach spowolnienie pogłębi pogarszająca się sytuacja demograficzna. Dotychczas gospodarka czerpała pełnymi garściami z praktycznie niekończącego się rezerwuaru młodej siły roboczej. Jednak począwszy od 2011 r., liczba ludności pracującej spada. W 2014 r. zmniejszyła się o 3,7 mln, a w 2013 r. o 2,4 mln. Ten trend tylko przyspieszy.

Władz w Pekinie to jednak nie martwi. Po pierwsze dlatego, że chińska wieś wciąż kryje niezagospodarowane pokłady rąk do pracy. Chociaż rolnictwo odpowiada zaledwie za 1/10 chińskiego PKB, pracuje w nim 35 proc. ludzi. Po drugie, mieszkańcy Państwa Środka szybciej stają się emerytami niż w krajach rozwiniętych. Obecnie kobiety mogą przechodzić na emeryturę w wieku 50 lat, a mężczyźni w wieku 55 lat. Efekt jest taki, że już połowa kobiet w wieku 52 lat jest niepracująca, a dla mężczyzn ten wskaźnik wynosi 58 lat.

Nawet gdyby wiek emerytalny corocznie był podnoszony o zaledwie pół roku, taka podwyżka na przestrzeni następnej dekady zrekompensowałaby ubytki w sile roboczej – napisał dla amerykańskiego think tanku Brookings Institution Yang Yao, ekonomista Centrum Badań Gospodarczych w Pekinie. Co więcej, ChRL na kanwie rozwoju gospodarczego zrobiła bardzo wiele, by poprawić stopień wykształcenia młodzieży. Obecnie 27 proc. młodych w wieku 18–22 lata może się pochwalić dyplomem uczelni wyższej. W 2020 r. ten odsetek ma wzrosnąć do 40 proc., co będzie kluczowe dla przestawienia gospodarki z produkcji na usługi.

Nie wiadomo też, jak spowolnienie wzrostu gospodarczego w Chinach wpłynie na światowy rynek surowcowy. Gwałtowne tempo rozwoju Państwa Środka napędzało dotychczas ceny surowców. Doświadczyliśmy tego kilka lat temu, kiedy ceny węgla wzrosły do niebotycznych poziomów i górnictwo było na plusie. Okazuje się jednak, że spadające ceny również sprzyjają chińskiemu popytowi na surowce, bowiem w 2014 r. kraj zakupił rekordowe ilości rudy żelaza. Chiny odpowiadają też za jedną dziewiątą światowej konsumpcji ropy. Utrzymujący się wzrost gospodarczy – nawet na niższym poziomie – oznacza, że Chiny będą potrzebowały więcej ropy. Jak wpłynie to na ceny czarnego złota, które uparcie nie chcą wzrosnąć – nie wiadomo.

Spowolnienie nie pomoże też reszcie świata, dla której wzrost stał się nieosiągalnym marzeniem. Japonii nie pomogło luzowanie ilościowe, a w Europie podobny manewr planuje EBC. Z kolei wskaźniki ekonomiczne dla państw rozwijających się hamują szybciej, niż ktokolwiek podejrzewał. Według OECD utrzymujący się przez dwa lata z rzędu 3-proc. spadek popytu wewnętrznego w Chinach przełoży się na zmniejszenie światowego wzrostu o 0,3 pkt proc. rocznie.