ATG, indeks giełdy w Atenach, urósł od początku roku o 14,3 proc., lizboński PSI20 zaś o 13,3 proc. Dla porównania w Hiszpanii, która też wychodzi z kryzysu, jest to 1,6 proc., a w Warszawie WIG20 zyskał zaledwie 0,11 proc. Oczywiście trzeba pamiętać, że i giełda grecka, i portugalska są wciąż poniżej poziomu sprzed początku kryzysu zadłużeniowego, więc łatwiej tam o znalezienie okazji do zarobku, ale nie byłyby one możliwe, gdyby koniunktura w obu krajach się nie poprawiała. Grecja po sześciu latach recesji w tym roku powinna wreszcie zanotować wzrost gospodarczy, a Portugalia za niecałe trzy miesiące wyjdzie z programu pomocowego i zamierza to zrobić - podobnie jak wcześniej Irlandia - bez awaryjnej linii kredytowej.

Najlepszy moment do inwestycji w danym kraju jest zwykle wtedy, gdy wychodzi on z recesji, a wszystkie złe informacje zostawia za sobą - mówi Barry Norris, menedżer funduszu Agronaut European Alpha, który właśnie inwestuje w greckie akcje. W przypadku greckiej giełdy, jeśli obecny trend się utrzyma, to byłby to już drugi kolejny bardzo dobry rok. Ubiegły zakończyła wzrostem 35-proc., co oprócz irlandzkiej było najlepszym wynikiem w Europie.

Odzyskiwanie zaufania inwestorów widać też po rosnącym popycie na obligacje. Rentowność 10-letnich obligacji greckich wynosi obecnie ok. 6,7 proc., czyli jest już sporo poniżej uznawanego za krytyczny poziomu 7 proc. Z kolei portugalskich wynosiła wczoraj 4,22 proc., co oznacza, że była nawet minimalnie niższa niż polskich. Rok temu rentowność greckich obligacji przekraczała 11 proc., a portugalskich była nieco poniżej 7 proc.

Poprawiający się stan gospodarek nie jest jedynym powodem zainteresowania inwestorów Grecją i Portugalią. Wpływają na to także niewielka atrakcyjność alternatywnych inwestycji, zwłaszcza na rynkach wschodzących, na których coraz bardziej widać obawy o spowolnienie wzrostu, a na dodatek odbiły się na nich polityczna niestabilność w Turcji i konflikt rosyjsko-ukraiński. Na tym szczególnie korzysta Grecja, która w czasie kryzysu zadłużeniowego sama została zdegradowana do kategorii rynków wschodzących, ale teraz przyciąga inwestorów wycofujących się z Chin czy Ameryki Łacińskiej.

Wreszcie rynek kapitałowy obu państw jest stosunkowo nieduży, zatem niezbyt wielką inwestycją łatwiej wpłynąć na kształtowanie się kursu. Efekty można już zauważyć – fundusze inwestujące w Portugalii zarobiły w styczniu 30 mln euro, czyli niemal tyle, ile przez cały zeszły rok.