Obowiązujące od wczoraj zmiany w prawie pomogą kilkunastu milionom klientów w sporach z zakładami energetycznymi. Mały trójpak, czyli pakiet zmian w kilku ustawach, daje zaledwie dwa tygodnie na rozpatrzenie wszelkich reklamacji złożonych do firm sprzedających i dostarczających prąd. W razie niedotrzymania tego terminu skarga ma być automatycznie uwzględniana.

Do tej pory 14-dniowy termin obowiązywał jedynie w przypadku wniosku lub reklamacji odbiorcy dotyczących rozliczeń. Gdy skarga została rozpatrzona po tym terminie, niezależnie, czy ją uwzględniono, czy nie, za każdy dzień zwłoki klient mógł się dotąd domagać tylko bonifikaty. Teraz po 14 dniach od razu wygrywa.

Energetyce trudniej będzie też odciąć prąd. Wystarczy, że Kowalski odwoła się od takiej decyzji, i sprzedawca musi poczekać na rozstrzygnięcie sądowe lub arbitraż. Prosta ma być również zmiana sprzedawcy energii i gazu. Firmy mają od teraz obowiązek umożliwić dotychczasowemu klientowi odejście nie później niż w terminie 21 dni od dnia poinformowania o zawarciu umowy z nowym sprzedawcą. Ustawa zobowiązuje dotychczasowego dostawcę energii do dokonania końcowego rozliczenia z odbiorcą, który skorzystał z dobrodziejstw wolnego rynku, nie później niż w okresie 42 dni od dnia dokonania tej zmiany. Dziś zmiana sprzedawcy ciągnie się miesiącami.

To fundamentalne zmiany - ocenia Janusz Moroz, członek zarządu RWE Polska ds. handlu, i zapewnia, że jego firma jest do nich przygotowana. Identyczne stwierdzenia usłyszeliśmy od przedstawicieli wszystkich koncernów. Nieoficjalnie przyznają jednak, że mają spore obawy, bo w wypadku zasypania biur obsługi dziesiątkami tysięcy reklamacji spółki mogą sobie z nimi nie poradzić.