Współpraca energetyczna z Niemcami nabiera tempa i może być dla Polski opłacalna, głównie z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego. Ale wiąże się z ryzykiem. Niemcy, których rynek energii i gazu jest największy w Europie, w naturalny sposób sprowadziłyby Polskę do roli importera prądu i gazu. - podkreślał wczoraj podczas konferencji "Nafta i Gaz 2013" Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki. Według niego racjonalna współpraca powinna opierać się na wzajemnej pomocy w nadzwyczajnych sytuacjach i budowie wzajemnego bezpieczeństwa energetycznego.
Rynki prądu i gazu Polski i Niemiec jednak się coraz bardziej integrują. - mówi Andrzej Janiszowski, zastępca dyrektora obrotu handlowego w PGNiG. Obecnie mocno postawiliśmy na import gazu z Niemiec. – zaznacza.
Będą także i pozytywne efekty połączenia z niemieckim rynkiem. Analitycy przekonują, że na skutek liberalizacji rynku gazu ceny w Polsce będą spadać, by dostosować się do poziomu niemieckiego. Zwłaszcza że na transfer surowca pozwala infrastruktura. - wylicza Mariusz Caliński, prezes Duonu.
Na rynku energii elektrycznej jednak takie wyrównanie cen byłoby niebezpieczne. - podkreśla Janusz Piechociński.
W przypadku energii trudno mówić o pozytywnych efektach integracji systemów. Niemcy korzystają np. z sieci przesyłowych PSE, by transportować na południe swojego kraju via Polska i Czechy 5 TWh prądu wytworzonego w północnych landach. PSE dopłaca do tego co najmniej 40 mln euro rocznie. – dodaje wicepremier Piechociński.
Janusz Reiter, przewodniczący Rady Fundacji Centrum Stosunków Międzynarodowych i były ambasador Polski w Niemczech, wskazuje, że drogi energetyczne obu krajów mocno się rozeszły. – wyjaśnia.