Niemcy będą jedynym z dużych krajów strefy euro, który w tym roku uniknie recesji – przewiduje Bundesbank. To powinno zapobiec także dalszemu spadkowi tempa wzrostu polskiej gospodarki, której wyniki są mocno zależne od eksportu do zachodniego sąsiada.

W tym roku niemiecka gospodarka systematycznie zwalnia: w pierwszym kwartale tempo jej wzrostu w ujęciu rocznym wyniosło 0,5 proc., a w drugim już tylko 0,3 proc. Stąd obawy, że podobnie jak Francja, Włochy i Hiszpania, także Niemcy zakończą rok na minusie. Bundesbank uważa jednak, że takiego ryzyka nie ma.

Niemiecka gospodarka w III i IV kwartale będzie kontynuowała umiarkowany wzrost i uniknie spadku – uważa prezes banku centralnego Jens Weidmann. Jego zdaniem w całym 2012 r. dochód narodowy Republiki Federalnej zwiększy się o 1 proc., a w roku przyszłym o 1,6 proc. Tymczasem według EBC gospodarka całej strefy euro skurczy się o 0,4 proc. i odbije dopiero w 2013 roku (o 0,5 proc.).

Optymizm Weidmanna podziela prezes Konfederacji Przemysłu Niemiec (BDI) Hans-Peter Keitel. Nie obawiamy się recesji, sytuacja jest w miarę stabilna, a w roku przyszłym będzie się poprawiać dzięki przełamaniu niepewności w strefie euro – powiedział wczoraj.

Niemcy rosną z kilku powodów. Jednym z nich jest eksport do USA, któremu pomogło osłabienie euro. To w znacznym stopniu dzięki niemu globalny eksport RFN w lipcu (ostatnie dostępne dane) zwiększył się o 0,5 proc., a produkcja nawet o 1,3 proc.

Inną przyczyną jest utrzymująca się wysoka konsumpcja. Wskaźnik wyprzedzający zaufania konsumentów firmy GfK za październik utrzymuje się na relatywnie wysokim poziomie 5,9 pkt. W Niemczech bezrobocie jest niskie, co wraz z niskim oprocentowaniem depozytów skłania do wydawania.

Recesja za Odrą z pewnością zaciążyłaby na wynikach polskiej gospodarki, dodatkowo spowalniając tempo wzrostu. Jednak niewielki wzrost w RFN nie jest wystarczający, aby stanowił potężny motor rozwoju naszego kraju. W okresie od stycznia do lipca sprzedaż do zachodniego sąsiada liczona w euro zwiększyła się zaledwie o 0,6 proc. Z tego powodu udział Niemiec w całym naszym eksporcie spadł z 26,1 do 25,5 proc. Jednocześnie szybko rośnie nadwyżka naszej wymiany z Niemcami, z 800 mln euro w pierwszych siedmiu miesiącach 2011 roku do 1,9 mld euro w analogicznym okresie bieżącego roku. Powodem jest spadek o 5 proc. we wspomnianym okresie importu zza Odry.

Czasy, kiedy polskie firmy mogły podbić niemiecki rynek tylko w oparciu o niższe koszty, stopniowo mijają. Dalszy wzrost naszego eksportu jest uzależniony od rozwinięcia innowacyjnej i bardziej zaawansowanej technologicznie oferty, a także rozwinięcia bezpośrednich inwestycji polskich w Niemczech – mówi DGP ekonomista prof. Witold Orłowski.

To się zaczyna dziać. W ubiegłym roku bezpośrednie inwestycje polskich firm w Niemczech stanowiły niemal 1/3 (400 mln euro) inwestycji niemieckich w Polsce (1,5 mld euro), choć gdy idzie o skumulowanie inwestycji od 1989 roku, przepaść pozostaje ogromna (1,3 mld euro wobec 22 mld euro).

Przykładem sprzedaży zaawansowanych towarów jest podpisany w ubiegłym tygodniu przez bydgoskie zakłady Pesa kontrakt na dostawę dla Deutsche Bahn 470 lokomotyw o wartości 1,2 mld euro. To pierwszy w historii przypadek, kiedy niemieckie koleje podpisały kontrakt na dostawy tak dużej ilości sprzętu z zagranicznym dostawcą.