Dziennik Gazeta Prawana logo

Łotwa znaczy przekora. Kraj chce przyjąć euro

Ryga, stolica Łotwy
Ryga, stolica Łotwy/Shutterstock
W samym środku kryzysu strefy euro powszechne są spekulacje o wychodzeniu lub wyrzucaniu z unii walutowej. Są jednak tacy, którzy konsekwentnie chcą przyjąć euro. I to nie czekając na koniec obecnych zawirowań. Mowa o Łotwie, która w 2014 roku chciałaby się stać 18. krajem unii walutowej.

Premier liczącego 2,2 mln mieszkańców bałtyckiego kraju Valdis Dombrovskis potwierdził, że wiosną przyszłego roku jego rząd poprosi EBC i Komisję Europejską o ostateczną opinię w sprawie gotowości przyjęcia przez Rygę unijnej waluty. Wówczas nic już nie stałoby na przeszkodzie, by Łotwa mogła z początkiem 2014 r. zostać 18. członkiem Eurolandu.

Dlaczego Łotysze chcą iść drogą, z której zeszły pozostałe kraje nowej Unii? Czy nie lepiej (tak jak choćby Polska) z przyczyn taktycznych odłożyć rozmowę o euro do czasu uspokojenia się sytuacji wokół wspólnej waluty? Podstawowy ekonomiczny argument leżący u podstaw takiego myślenia jest prosty. - - mówi DGP Janis Berzins, łotewski ekonomista z Uniwersytetu w Rydze. Kurs waluty takiego kraju cały czas jest po prostu skazany na łaskę i niełaskę rynków finansowych. Rząd jest w polityce monetarnej bardziej statystą niż głównym aktorem.

To dlatego premier Dombrovskis nawet w najtrudniejszym dla Łotwy kryzysowym roku 2009 nie chciał słyszeć o wyjściu z ERM II (czyli mechanizmu przypinającego walutę kraju kandydującego do euro, w którym Łotwa znajduje się od 2005 r.). Część jego doradców twierdziła wówczas, że w warunkach załamania PKB o 20 proc. i 17-proc. bezrobocia lepiej machnąć ręką na powiązanie z euro i zdewaluować łata, podnosząc tym samym konkurencyjność rodzimej gospodarki. Tak jak zrobiły to w 1992 r. Wielka Brytania i Włochy, co pomogło im na szybkie wyjście z ówczesnej recesji. Dombrovskis uznał jednak, że porównanie maleńkiej Łotwy z dużymi unijnymi gospodarkami po prostu nie ma sensu. Pod jego rządami Ryga poszła raczej drogą Hongkongu z czasów kryzysu azjatyckiego z 1997 i 1998 r. Łotysze zacisnęli zęby, pozwolili płacom spadać. Wszystko po to, by nie stracić wiarygodności w oczach zagranicznego kapitału. Kuracja poskutkowała. Łotewska gospodarka znów się rozwija i to w rekordowym jak na dzisiejszą Europę tempie. W 2011 r. było to na przykład 5,5 proc. PKB na plusie.

Wejście do euro w roku 2014 ma być logiczną konsekwencją tamtych wyrzeczeń z lat 2009-2010. - - wyliczał niedawno łotewski premier. Dombrovskis nie ukrywa też, że w jego kalkulacjach dotyczących euro niewielką rolę odgrywają Grecja, Portugalia czy Hiszpania. Liczy się bardziej przykład sąsiedniej Estonii, która dołączyła do euro w 2011 r. i rozwija się dziś jeszcze szybciej niż Łotwa (prawie 8 proc. PKB w 2011 r.). A jednocześnie nie czuje się już małym państewkiem na wielkich, brutalnych rynkach finansowych.

Euro kosztuje. Nowa Europa musi ratować bankrutów

Udział w strefie euro staje się coraz bardziej kosztowny dla Słowacji, Słowenii i Estonii z powodu obowiązkowego udziału tych krajów w planach ratunkowych bankrutujących krajów Eurolandu. Udział w tych funduszach wspomnianych trzech krajów wynosi odpowiednio 0,82 proc., 0,42 proc. i 0,19 proc. To przekłada się łącznie na 3,3 mld euro, 1,7 mld euro oraz 0,7 mld euro wypłaconych funduszy na rzecz Grecji, Portugalii i Irlandii. Fundusze strukturalne, które przez lata 2007-2013 wspomniane trzy kraje otrzymują z Brukseli, są jednak wciąż wyraźnie większe (odpowiednio 9,6, 3,5 oraz 2,7 mld euro). Jednak już teraz pomoc dla krajów peryferyjnych pochłonęła około 1/3 pomocy strukturalnej Unii. I może pochłonąć o wiele więcej, jeśli z wnioskiem o wsparcie wystąpi Hiszpania, a tym bardziej jeśli zrobią to Włochy. W takim przypadku, na razie wciąż odległym, Słowacja, Słowenia i Estonia musiałyby więcej dopłacić do kasy Unii, niż z niej otrzymać.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Rafał Woś
Rafał Woś

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność” oraz publicystą wydawanego przez NBP „Obserwatora Finansowego”

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj