Najwięcej amatorów szybkich dań będzie wokół stadionów i w strefach kibica. A szacuje się, że na jedzenie i picie kibice, którzy przyjadą oglądać mecze Euro 2012, mogą wydać nawet 400 mln zł. Nic więc dziwnego, że możliwość szybkiego zarobienia pieniędzy kusi drobnych przedsiębiorców. Z sondy „DGP” w urzędach miast wynika, że pojawia się coraz więcej zapytań o możliwość wynajęcia lokalu bądź kawałka ulicy pod budkę z hot dogami, kebabami czy kanapkami.

Największy zarobek da piwo i to na nie nastawiają się przedsiębiorcy. Strumienie piwa będą się lały z każdej budki z hot dogami – mówi restaurator Jan Kościuszko. Tyle że zezwolenia będą okazjonalne na czas Euro i można się o nie ubiegać, gdy miasto zgodzi się na punkt gastronomiczny.

Na razie największe zainteresowanie jest w Gdańsku. Już od roku przedsiębiorcy pytają, jakiego rodzaju działalność można otworzyć w okolicy stadionów i stref kibica – mówi Dariusz Wołodźko z biura prasowego UM Gdańsk.

Prawdziwy boom ze strony drobnych inwestorów nastąpi dopiero w II kwartale roku. Wówczas też spodziewany jest napływ wniosków o wynajem powierzchni handlowej. Im bliżej do imprezy, tym zainteresowanie będzie coraz większe – mówi Magdalena Gościńska z Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych w Poznaniu.

Zainteresowanie małą gastronomią potwierdzają też sieci handlowe specjalizujące się w jej rozwoju. Andrzej Stefanowski ze spółki Gastro Group, rozwijającej sieć City Fries sprzedającą frytki, nuggetsy i hot dogi do punktów gastronomicznych, mówi o kilkukrotnym wzrośnie w stosunku do 2011 r. Inwestorzy są nie tylko z okolic Warszawy i Trójmiasta, ale z całej Polski. Wielu z nich prosi o pomoc w znalezieniu lokalizacji – dodaje.

Z naszych szacunków wynika, że przed Euro 2012 w miastach, w których rozgrywane będą mistrzostwa, powstać może kilkaset drobnych punktów gastronomicznych. W Gdańsku do zagospodarowania będzie kilkadziesiąt punktów handlowych. To znacznie mniej, niż wynosi popyt. Dlatego oczekujemy, że zostaną one wynajęte w ramach przetargów – uzupełnia Wołodźko.

Pozostają chodniki i ulice. Tych jednak władze miasta nie chcą udostępnić drobnym przedsiębiorcom. ZDM w Warszawie zapowiada wręcz, że nie będzie wydawać zgody na handel na ulicach. – Z doświadczeń wynika, że potem bardzo trudno jest zlikwidować taki punkt. Z jednym wojowaliśmy dziesięć lat – informuje Adam Sobieraj.


To wszystko będzie więc sprzyjać uruchamianiu punktów sprzedaży z przekąskami i piwem na dziko. Świadomość tego ma Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który zapowiada rygorystyczne kontrole w tym roku.

W związku z Euro 2012 planujemy monitorowanie rynku, w szczególności gastronomicznego, oczywiście głównie w rejonach rozgrywek. Kontrolerzy inspekcji pojawią się również na trasach dojazdowych i stacjach benzynowych – wylicza Małgorzata Cieloch, rzecznik UOKiK.

Przez inspektorów sprawdzane będą nie tylko jakość towarów, ale i uprawnienia przedsiębiorcy w zakresie prowadzonej działalności, w tym czy ma on wymagane koncesje i badania. Jak dowiedział się „DGP”, inspektorzy nie wykluczają też wykorzystania zakupu kontrolowanego. Można zwłaszcza oczekiwać dokładnych kontroli punktów sprzedających piwo. Szczególnie że ostatnie badania przeprowadzone w 2011 r. ujawniły wiele nieprawidłowości.

DGP radzi, jak zarobić na Euro 2012

By otworzyć budkę

Należy uzyskać zgodę urzędu miasta lub zarządu obiektu, np. galerii handlowej.

By sprzedawać piwo

Trzeba mieć zezwolenie wójta, burmistrza lub prezydenta miasta. Musi je zaopiniować gminna komisja rozwiązywania problemów alkoholowych. Do wniosku trzeba dołączyć zaświadczenie o wpisie do ewidencji gospodarczej lub odpis z KRS i dokument poświadczający, że mamy gdzie prowadzić działalność.