W wyścigu o dostęp do Bałtyku biorą udział m.in. Lotos Petrobaltic (poszukuje gazu łupkowego), PKN Orlen(gaz łupkowy i ropa), włoski koncern ENI (gaz łupkowy), rosyjski Łukoil (ropa), Baltex (wydobycie kruszywa) a także niemiecki EnBW (inwestujący w farmy wiatrowe). Jednak terenów, które można eksploatować, jest stosunkowo mało, a to zapowiada ostrą walkę między konkurentami.

– Sytuacja na Bałtyku przypomina realia Dzikiego Zachodu – uważa prof. Jacek Zaucha z Uniwersytetu Gdańskiego. – Kto pierwszy się zgłosi po koncesję, ten ma pierwszeństwo. Wykupuje teren, a potem nie inwestuje. Chodzi tylko o przyblokowanie konkurencji – dodaje.

Dlatego instytucje i urzędy z siedmiu państw – Polski, Niemiec, Szwecji, Litwy, Łotwy, Estonii i Danii – w ramach projektu BaltSeaPlan opracowują wspólny plan zagospodarowania przestrzennego Bałtyku. Projekt jest na razie w fazie pilotażowej. Każdy kraj otrzymał jeden fragment powierzchni morskiej, do której opracowuje plan zagospodarowania. Polsce przypadła południowa część Ławicy Środkowej, położona 90 km od wybrzeża.

– W projekcie wskazaliśmy tereny, które mogą być powodem kolejnych konfliktów – mówi prof. Zaucha.

Zdaniem Andrzeja Cieślaka z Instytutu Morskiego w Gdańsku sytuację na Bałtyku należy uregulować jak najszybciej. – Nie ma żadnej rozsądnej procedury rozwiązywania konfliktów, które nie dotyczą ochrony środowiska – uważa.

Gdy jedna firma chciałaby np. zbudować farmę wiatrową, a druga wydobywać żwir na tym samym terenie, plan wskazuje, co ma priorytet lub w jakiej kolejności inwestycje powinny być realizowane.

Plan pozytywnie oceniają przedsiębiorcy. – Potrzebna jest obiektywna architektura ekonomiczna morza – mówi Piotr Molski, prezes spółki Polskie Sieci Morskie. Jego zdaniem prawodawstwo państw nadbałtyckich nie nadąża za potrzebami inwestorów morskich, a to powoduje, że uciekają się oni do nieczystych zagrywek.

– Aby godzić różnorodne, często sprzeczne interesy podmiotów gospodarczych działających na tym akwenie, potrzebne są uzgodnienia i współpraca transgraniczna między zainteresowanymi państwami i przedsiębiorstwami. Dlatego jednolity plan zagospodarowania przestrzennego Bałtyku jest niewątpliwie potrzebny – mówi Marcin Zachowicz, rzecznik prasowy Lotosu.

Projekt ma szansę wejść w życie w ciągu najbliższych kilku lat.