– Dziś od kursu złotego dla eksportu ważniejsza jest sytuacja za granicą, to, co będzie się tam działo z popytem – mówi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING BSK.

I stąd u większości analityków oczekiwania utrzymania solidnej dynamiki eksportu do końca tego roku. Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych ocenia, że między czerwcem a sierpniem tego roku wartość sprzedaży polskich towarów za granicą mogła wzrosnąć o prawie 19 proc. w skali roku – licząc w euro. W całym 2010 roku ten wzrost może wynieść 16,2 proc.

Mocny złoty nie powinien szkodzić eksporterom, za to może się przełożyć na spadek cen towarów sprowadzanych z zagranicy. Jest na to szansa choćby w przypadku paliw, których ceny na świecie liczone są w dolarach. A to może zniwelować skutki wzrostu cen żywności.

– Umocnienie z pewnością będzie miało pozytywny wpływ na inflację. Bez tego w przyszłym roku wzrosłyby średnio o ponad 3 proc., a tak jest szansa, że będzie to około 2,8 proc. – mówi Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK.


Analitycy przestrzegają jednak przed nadmiernym optymizmem i przypominają, że prognozy walutowe są zawsze obarczone dużym ryzykiem błędu. Jeśli nawet na koniec roku złoty będzie mocniejszy, to po drodze rynkiem może jeszcze solidnie huśtać. Pierwszym czynnikiem, który takie wahnięcia może wywołać, jest sytuacja fiskalna w Polsce. Na razie rządowi uszło na sucho przedstawienie mało ambitnego wieloletniego planu finansowego, bo inwestorzy za granicą mniej ostatnio przejmują się niebezpieczeństwami fiskalnymi w Europie.

– Wystarczy jednak, że znów zachwieje się na rynkach Eurolandu, a wszyscy przypomną sobie o problemach Polski z budżetem i fakt, że rząd unika głębokich reform, stanie się problemem – mówi Marek Rogalski z DM BOŚ.

Wahania kursu złotego mogą mieć także zagraniczne przyczyny. Pierwszy test już dziś. Wieczorem amerykańska Rezerwa Federalna przedstawi światu swoją decyzję dotyczącą stóp procentowych. Rynek oczekuje, że Fed zdecyduje o dalszym zasilaniu banków w płynność – np. wykupując od nich obligacje albo zmniejszając stopę oprocentowania kwot, jakie wpłacają banki do rezerwy.

Taki ruch mógłby umocnić giełdy – bo oznaczałby pobudzanie koniunktury w gospodarce – i osłabić dolara, gdyż w praktyce byłoby to drukowanie pieniądza. Jeśli jednak Fed wstrzyma się z decyzją, reakcja rynku może być odwrotna.

– Umocnienie dolara do euro oznaczałoby wtedy osłabienie złotego – mówi Marek Rogalski.