"Niezwykle niemodne jest mówienie o źródle własnym UE i mówienie o czymś na kształt podatku europejskiego. Ale ja widzę tendencję, że daje się obronić w opinii publicznej podatek od transakcji finansowych czy inna forma opodatkowania sektora finansowego. To by było nawet popularne. Z natury jestem liberałem, więc nie chcę widzieć w tym tylko aktywizmu politycznego pod publiczkę. Ale tego typu podatek, jeśli nie szedłby do kasy narodowej, mógłby zasilić budżet europejski i obronić się w oczach ludzi" - powiedział Lewandowski.

Zdaniem Janusza Lewandowskiego, obecnie, kiedy kraje UE zmagają się z deficytami i tną wydatki publiczne, panuje klimat, by zmienić obowiązujący system finansowania budżetu UE. Obecnie w prawie 80 procentach oparty jest on na składkach płaconych z budżetów narodowych, które obliczane są na podstawie zamożności kraju. Reszta to główne dochody z ceł.

"Nam potrzebne jest rocznie 130-140 mld euro i europejski podatek byłby wydajnym źródłem finansowania budżetu UE, wyręczającym wpłaty z budżetów narodowych. O ile ministrowie finansów - co widać - sami chcieliby mieć nowe źródło dochodu i położyć rękę np. na podatku od transakcji finansowych, to jednocześnie widać chęć zmniejszenia składek do unijnej kasy. Mówią więc KE: szukajcie, może coś znajdziecie, byle nam to zmniejszyło wpłaty z budżetów narodowych" - powiedział PAP.

Dlatego we wrześniu (najpewniej 21 lub 28 września) Lewandowski przedstawi kilka propozycji wraz z precyzyjnymi wyliczeniami, ile unijna kasa zyskałaby na wprowadzeniu takiego czy innego nowego źródła finansowania UE. Wśród tych opcji będzie podatek od transakcji finansowych i opłat bankowych, wpływy z handlu prawami do emisji CO2, przejęcie części VAT (np. kilku punktów procentowych), czy podatek europejski w postaci tzw. opłaty lotniczej (płacony przy zakupie biletu). Lewandowski zastrzegł, że nie chodzi o całkowite zastąpienie składek, ale wygenerowanie nowych 20-30 mld euro rocznie. Zdaniem polskiego komisarza najłatwiej byłoby przekonać opinię publiczną właśnie do podatku od transakcji finansowych.

Komisarz wyznał jednak, że do wprowadzenia takiego podatku wiedzie długa droga. "Wyraźnie widać, że Berlin i Paryż chciałyby, ale rozmowy o podatku finansowym nie przyniosły dotąd porozumienia. Ponadto, ilekroć pojawia się nowe źródło finansowe, ministrowie finansów chcą je przechwycić jako własne. Istnieje też wiele zastrzeżeń, czy taki podatek europejski miałby sens, gdyby nie był uzgodniony jako podatek amerykańsko-europejski. Rodzą się pytania o skutki dla sektora finansowego i ewentualnego przenoszenia się instytucji finansowych w inne miejsca" - powiedział.

Najmniej entuzjastycznie Lewandowski podchodzi do pomysłu przekazywania części VAT do unijnej kasy. Obecne składki narodowe, choć są krytykowane za konfliktogenność (każdy kraj porównuje, kto płaci mniej i więcej), to zapewniają stabilizację i poczucie bezpieczeństwa w wieloletniej perspektywie. Taką stabilizację dałoby też budżetowi UE przekazanie części VAT. "Ale to jest zabranie wpływów narodowych i właściwie jest to opcja politycznie samobójcza, bo wiele krajów desperacko szukając własnych dochodów zwiększa VAT" - powiedział.


Lewandowski tłumaczy, że filozofia źródeł własnych budżetu UE polega na tym, by opodatkować korzyści z tego, że istnieje UE i wspólna Europa i w tym kontekście najuczciwiej byłoby opodatkować "otwarte niebo" i brak granic w UE, czyli wprowadzić opłaty od lotów między krajami UE. Tyle że taki podatek złamie zasadę neutralności fiskalnej i obciąży obywateli, bo to na nich linie lotnicze przerzucą koszty.

Dla biedniejszych krajów, w tym Polski, które są beneficjentami unijnej kasy bardziej korzystne jest pozostanie przy wpłatach narodowych w postaci składek aniżeli wprowadzanie nowych podatków. "Jestem świadom, że kraje na dorobku chcą mieć system finansowania w proporcji do poziomu zamożności" - przyznał Lewandowski. Ale z drugiej strony zmiana systemu finansowania budżetu UE może być jedynym rozwiązaniem, by go w ogóle obronić w obecnej wysokości, co umożliwi utrzymanie tak ważnych dla Polski polityki regionalnej czy rolnej. "To mnie motywuje do szukania nowych źródeł dochodu, bo wiem, jaki będzie impas w rozmowach budżetowych, jeżeli miałyby oznaczać one zwiększone daniny z Paryża, Berlina, Londynu czy innych miast. Dlatego warto szukać nowych rozwiązań i podejmować ryzyko" - wyjaśnił.

Lewandowski zapowiada też, że od początku debaty o nowym wieloletnim budżecie UE po 2013 roku, KE zaproponuje jego wielkość: "Jeżeli z góry nie poda się ograniczeń, to będziemy mieć choinkę propozycji. KE chce od razu nałożyć ograniczenie, które pokazuje, że jesteśmy ambitni, ale realistyczni".

Konkretna propozycja budżetu UE na lata 2014-20 (Parlament Europejski apeluje o skrócenie siedmiolatki do pięciu lat, na lata 2014 - 2018 - PAP) pojawi się w połowie przyszłego roku, czyli kiedy Polska będzie obejmować prezydencję w UE. "Będę intensywnie objeżdżał Europę w najbliższych miesiącach, ale wrażenie, które już dociera jest takie, że klasa polityczna jest głęboko sfrustrowana, doświadcza sporych cięć w przywilejach i krzywo patrzy na rosnące budżety europejskie; zapowiadają presję na niskie budżety. Dla mnie to o tyle kłopot, że ja się z nimi zgadzam w tym, że o ile Europa ma mieć solidne budżety, to musi być bardzo wstrzemięźliwa w wydatkach na administrację. Dla mnie obrona europejskich budżetów musi łączyć się z wstrzemięźliwością administracyjną" - wyznaje.

Problem w tym, że nie wszyscy w instytucjach unijnych podzielają w tej sprawie pogląd Lewandowskiego. W budżecie na rok 2011 zaplanowano wzrost na administrację o 4,4 proc. w porównaniu z rokiem 2010. W następnym roku wzrost będzie jeszcze większy, biorąc pod uwagę koszty utworzenia Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych, w tym zatrudnienia nowych dyplomatów.