Dziennik Gazeta Prawana logo

"Czy migracja zwiększa dobrobyt? Może także prowadzić do niedoborów"

20 sierpnia 2023, 10:04
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kurier Glovo
Kurier Glovo/Shutterstock
"Ale ostatecznie powinno nas interesować to, czy migracja prowadzi do wzrostu PKB per capita. Czy zwiększa bogactwo i dobrobyt. Bo migracja może także prowadzić do niedoborów. Nie można więc słuchać tylko pracodawców. I nie można dać się zwieść ich argumentowi, że migracja prowadzi do wzrostu PKB, więc wszyscy na tym skorzystamy" - mówi w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" Ruud Koopmans, profesor socjologii i badań nad migracją Uniwersytetu Humboldtów w Berlinie.

DGP: Sytuacja na polskim rynku pracy zaczyna przypominać tę w Niemczech z lat 60. XX w.: pojawia się coraz większa presja na ściąganie robotników z zagranicy. Co budzi liczne obawy i lęki. Część polityków oraz ludzi biznesu twierdzi uspokajająco, że to tylko sytuacja tymczasowa. Czy uważa pan, że właściwym podejściem do migracji jest myślenie, że ludzie popracują u nas kilka lat i sami wyjadą?

Ruud Koopmans: Doświadczenie uczy, że jest to bardzo mało prawdopodobne, zwłaszcza gdy ściąga się ludzi z dalej położonych krajów. Ale do was przybyło pracować mnóstwo Ukraińców, prawda? Macie więc ogromną szansę na ich zintegrowanie na rynku pracy, bo to wasi bliscy sąsiedzi. A poza tym szansa, że ci migranci wrócą do siebie, jeśli potrzeby waszego rynku pracy spadną, jest znacznie większa, niż gdybyście sprowadzali pracowników z Brazylii czy Bangladeszu.

Przez lata panowała u nas zgoda, że należy zapraszać imigrantów z krajów bliskich kulturowo, takich jak Białoruś, Ukraina czy Gruzja. Teraz to się zmienia: otwieramy się na inne kierunki, bo potrzebujemy coraz więcej pracowników. Czy uważa pan, że taka postawa wobec migracji – zwracanie uwagi na bliskość kulturową – jest rodzajem dyskryminacji? Czy powinniśmy porzucić tę postawę i przyjmować po prostu tych, którzy mają największą szansę na integrację?

Im dystans kulturowy mniejszy, tym zwykle migranci zarobkowi łatwiej wtapiają się w przyjmujące społeczeństwo. Taki proces zachodzi również w specyficznym przypadku migracji zarobkowej, gdy rekrutuje się ludzi do konkretnej pracy. Ale to działa, pod warunkiem że granice otwieramy właśnie w sposób przemyślany – czyli określamy, jakich profesji nam brakuje, i przyjmujemy tych, którzy spełniają kryteria. Problem pojawia się przy migracji azylowej, bo tu najpierw wpuszcza się przybyszy, a dopiero potem ma się nadzieję, że znajdą pracę, co jest już ruletką.

A co z zarzutem dyskryminacji?

Migracja ekonomiczna jest uznaniowa, więc można np. zawierać umowy dotyczące migracji zarobkowej z dowolnym krajem. Nikt nie może zmusić państwa do zawarcia takiej umowy np. z Afganistanem czy Somalią. Nie ma więc powodu, dla którego nie można by brać pod uwagę czynników kulturowych jako jednego z wielu kryteriów.

CZYTAJ WIĘCEJ W ELEKTRONICZNYM WYDANIU MAGAZYNU DGP>>>

Autor wywiadu jest redaktorem „Układu Sił”

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj